SUV sygnowany przez markę Omoda stał się jednym z najbardziej zaskakujących bohaterów tegorocznych statystyk rejestracji w Polsce. Model 5, który niespełna rok temu uchodził za ciekawostkę z Państwa Środka, dziś należy do ścisłej czołówki wyborów prywatnych nabywców i notuje trzycyfrowe tempo wzrostu. Efekt domina jest wyraźny: aby utrzymać dynamikę, producent szykuje głęboki lifting, którego pierwsze nieoficjalne fotografie obiegły już azjatyckie i europejskie portale branżowe. Poniżej omawiamy, skąd wzięła się popularność auta, jakie zmiany wizualne i technologiczne przygotowano oraz jak w szerszym kontekście wpisuje się to w ekspansję chińskich marek.
Skok sprzedaży na tle rynku
Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, wspieranych analizami firm JATO Dynamics i IHS Markit, wynika, że w pierwszych dziesięciu miesiącach bieżącego roku na polskie tablice trafiło ponad dwa i pół tysiąca egzemplarzy Omody 5 z segmentu C-SUV. To wynik lepszy od wielu długo obecnych na rynku rywali – w tym renomowanych kompaktów i crossoverów europejskich marek – oraz istotny sygnał, że klienci indywidualni coraz śmielej sięgają po samochody pochodzenia chińskiego. Co istotne, sprzedaż modelu wzrosła o ponad 700 proc. w ujęciu rok do roku, podczas gdy cały rynek nowych aut osobowych w Polsce urósł jedynie o niespełna 12 proc. Według ekspertów przyczyniła się do tego agresywna polityka cenowa, bogate wyposażenie w standardzie, a także skuteczna kampania komunikująca pięcioletnią gwarancję z limitem przebiegu wyższym niż rynkowa średnia.
Nowa stylistyka: więcej charakteru, mniej ekstrawagancji
Obecna odsłona Omody 5 była chwalona za odważny front z dużym grillem o motywie diamentów, ale i krytykowana za pewną nachalność formy. Projektanci skorzystali z liftingu, by nadać autu dojrzalszy wizerunek. Na pierwszych zdjęciach testowych prototypu widać węższe reflektory dzienne w technologii LED oraz przeniesienie świateł mijania do niższej strefy zderzaka – rozwiązanie analogiczne do tego, które stosują Hyundai czy Citroën. Maske skrócono optycznie, a masywniejszy, lakierowany na kolor nadwozia pas przedni ma teraz jedynie wąskie wloty powietrza. Z tyłu lampy zostały rozciągnięte na boki, zyskując bardziej trójwymiarowy układ diod, natomiast klapa bagażnika otrzymała zaznaczone przetłoczenie poprawiające aerodynamikę. Całość sprawia, że sylwetka nabrała sportowego sznytu, przy zachowaniu współczynnika oporu powietrza na poziomie około 0,31, co potwierdzają pierwsze pomiary przeprowadzone w chińskim ośrodku badawczym CATARC.
Wnętrze zaprojektowane od podstaw
Jeśli karoseria została odświeżona, to kokpit – stworzony od nowa. Dotychczasowy, szeroki panel zintegrowanych ekranów ustąpił miejsca dwóm osobnym wyświetlaczom: kierowcę wspiera 10,25-calowy zestaw wskaźników, natomiast środkowy ekran multimediów urósł do 13 cali i oferuje rozdzielczość 1920 × 1080 pikseli. Poniżej znalazł się poziomy pas nawiewów, a środkowy tunel zyskał tzw. mostek z obszernym schowkiem i uchwytami na kubki – motyw inspirowany rozwiązaniami popularnymi w segmencie premium. Wykorzystano więcej miękkich tworzyw oraz tapicerkę łączącą skórę syntetyczną z elementami z mikro-włókien, co ma podnieść odczucie jakości. Infotainment obsługuje bezprzewodowe aktualizacje OTA, Android Auto i Apple CarPlay, a moduł 5G umożliwia szybkie pobieranie danych do rozbudowanej nawigacji.
Paleta napędów: trzy filary bez rewolucji
Pod maską rewolucji nie będzie, choć producent zapowiada optymalizację sterowników i układów odzysku energii. Wersja benzynowa bazuje na czterocylindrowej jednostce 1.6 T-GDI o mocy 147 KM, współpracującej z siedmiobiegową skrzynią dwusprzęgłową i napędem na przód. Rozwiązanie to pozwala na przyspieszenie do 100 km/h w 8,9 s i średnie spalanie homologacyjne 6,8 l/100 km według WLTP. Alternatywę stanowi wariant hybrydowy o mocy systemowej 224 KM, łączący silnik 1.5 Turbo z niewielką baterią litowo-jonową; tutaj deklarowane zużycie paliwa spada do 4,2 l/100 km. Najmocniej promowany pozostaje jednak wariant elektryczny E5 z akumulatorem 61 kWh i silnikiem 204 KM na przedniej osi. Zasięg WLTP to 450 km, a szybkie ładowanie prądem stałym o mocy 80 kW pozwala uzupełnić energię od 30 do 80 proc. w około 30 min. Ceny – przeliczając obecne poziomy kursów – mają pozostać zbliżone do dotychczasowych, co w praktyce oznacza od nieco ponad 110 tys. zł za bazową benzynę do niespełna 170 tys. zł za elektryka.
Co dalej z ofensywą chińskich marek?
Omoda 5 po modernizacji trafi do polskich salonów w pierwszym kwartale przyszłego roku, a importer już sygnalizuje zwiększenie dostępności egzemplarzy demonstracyjnych dla flot. Według prognoz analityków EY i Deloitte, udział aut z Chin na rynku nowych samochodów osobowych w Europie Środkowej może przekroczyć 5 proc. do 2027 r., o ile utrzymają przewagę cenowo-wyposażeniową i poradzą sobie z możliwymi cłami wyrównawczymi. Lifting Omody 5 z jednej strony ma ugruntować pozycję modelu w segmencie prywatnym, z drugiej zaś – otworzyć drogę do firm i car-sharingu, gdzie liczą się koszty użytkowania i dostępność serwisu. Jeśli producent spełni zapowiedzi dotyczące lepszych materiałów we wnętrzu i stabilnego poziomu cen, konkurentom z Europy i Korei przybędzie kolejny poważny rywal w walce o kierowców poszukujących atrakcyjnego, dobrze wyposażonego SUV-a klasy kompakt.