Spór o to, ile powinno kosztować wyrobienie dokumentów potrzebnych do prowadzenia pojazdów, nabiera tempa. Samorządy twierdzą, że obecny cennik nie pokrywa połowy rzeczywistych wydatków, resort infrastruktury odpowiada, że nagły skok obciążyłby kierowców ponad miarę, a inflacja i rosnące płace w urzędach tylko podgrzewają debatę. W tle toczy się bój o to, czy Polacy już w 2026 r. zapłacą za prawo jazdy i tablice rejestracyjne o jedną szóstą więcej, czy może nawet dwukrotnie drożej.
Dlaczego opłaty w ogóle rosną?
Produkcja blankietów, personalizacja dokumentów oraz obsługa w wydziałach komunikacji to koszty, które – według danych Związku Powiatów Polskich – od kilku lat sukcesywnie przewyższają wpływy z opłat administracyjnych. Do tego dochodzi wyższa cena aluminium używanego do wytwarzania tablic, wzrost płacy minimalnej oraz inflacja CPI, która w latach 2022-2023 wyniosła łącznie około 24%. W rezultacie wystawienie jednego prawa jazdy, za które obywatel płaci dziś 100 zł, według samorządów generuje koszt rzędu 190–200 zł. Powiaty twierdzą, że do każdego dokumentu realnie dopłacają, a skala dopłat rośnie z każdym rokiem.
Ministerstwo Infrastruktury przyznaje, że stawki nie były zmieniane od wielu lat, lecz podkreśla, że w tym samym czasie przeciętne wynagrodzenie netto kierowcy wzrosło niemal o połowę. Zdaniem resortu mechaniczne przerzucanie całego wzrostu kosztów na obywateli mogłoby zniechęcać młodych do uzyskania uprawnień i sprzyjać „szarej strefie” w przewozach.
Dwie konkurencyjne koncepcje wzrostu stawek
Rząd proponuje jednokrotną aktualizację opłat o 15,41%, co odpowiada skumulowanej inflacji z dwóch ostatnich lat objętych danymi GUS. Przy takim wariancie wydanie krajowego prawa jazdy kosztowałoby 115,50 zł, a dowodu rejestracyjnego – 62,50 zł. Z kolei komplet zwykłych tablic podrożałby z 80 zł do 92,50 zł. Resort argumentuje, że to kompromis zapewniający urzędom wyższe wpływy, ale jednocześnie akceptowalny społecznie.
Samorządy idą dalej i chcą podwojenia stawek. Oznaczałoby to, że nowy blankiet prawa jazdy wyceniono by na 200 zł, a standardowy zestaw tablic – na około 160 zł. W ich ocenie jedynie tak radykalny ruch zlikwiduje deficyt w wydziałach komunikacji i pozwoli finansować cyfryzację obsługi petenta bez sięgania do budżetów powiatów.
Największy skok przewidziano dla tablic indywidualnych. Resort proponuje 3 000 zł, czyli wzrost trzykrotny wobec obecnej ceny. Argumentem jest niewielkie zapotrzebowanie na te tablice przy jednoczesnym wysokim koszcie projektowania i magazynowania krótkich serii.
Co podwyżka oznacza dla kierowców i rynku szkolenia?
Dla świeżo upieczonych kierowców koszt zdobycia uprawnień to nie tylko kurs i egzamin. Do rachunku trzeba doliczyć opłatę za wydanie prawa jazdy oraz – w przypadku zakupu pojazdu – komplet dokumentów i tablic. Jeśli wygra propozycja samorządowa, łączny „pakiet startowy” może wzrosnąć o kilkaset złotych. Przedstawiciele szkół jazdy ostrzegają, że część młodych przełoży decyzję o zapisaniu się na kurs, a to uderzy w i tak kurczący się rynek szkoleniowy. Z drugiej strony wyższe stawki mogą zmotywować administrację do przyspieszenia procesu cyfryzacji – już dziś trwają pilotaże e-dowodów rejestracyjnych i elektronicznych zezwoleń czasowych, które w przyszłości mogłyby być tańsze w obsłudze.
Dla kierowców flotowych i przedsiębiorców transportowych stawki urzędowe to niewielka część całkowitych kosztów działalności, lecz przy dużej liczbie pojazdów nawet kilkunastoprocentowa podwyżka oznacza wydatek liczony w dziesiątkach tysięcy złotych rocznie. Organizacje branżowe już zapowiedziały, że w razie drastycznego wzrostu opłat będą domagać się ulg podatkowych lub rozłożenia kosztów w czasie.
Perspektywa na przyszłość i możliwe scenariusze
Projekt rozporządzenia ma trafić do konsultacji jeszcze w tym roku, a głosowanie w komisji rządowo-samorządowej spodziewane jest na przełomie 2025 i 2026 r. Jeśli nie zapadnie kompromis, rząd może wdrożyć własną wersję, a jednocześnie zapowiedzieć przegląd kosztów po dwóch latach. Alternatywnie strony mogą uzgodnić model kroczący – coroczny automatyczny wzrost o wskaźnik inflacji publikowany przez GUS, co zbliżyłoby Polskę do rozwiązań stosowanych m.in. w Niemczech i Czechach.
Niezależnie od ostatecznego kształtu przepisów, eksperci rynku motoryzacyjnego zalecają kierowcom śledzenie kalendarza legislacyjnego. Odkładanie wymiany zniszczonych tablic czy zgubionych dokumentów na okres po podwyżce może okazać się kosztowne, podobnie jak zwlekanie z egzaminem na prawo jazdy w sytuacji, gdy stawki wzrosną gwałtownie z początkiem 2026 r.