Maksym Szewczuk nie nosi munduru, a mimo to od lat patroluje stołeczne ulice. Jego kanał „Konfitura” – oglądany już ponad 25 mln razy – pokazuje kierowców, którzy ignorują przepisy, blokują chodniki i spychają pieszych na trawniki. Choć nagrywa głównie po godzinach, stał się rozpoznawalnym głosem obywatelskiej presji na egzekwowanie prawa. W rozmowie z dziennikarzem Piotrem Lisem opowiada, dlaczego dokumentuje wykroczenia, jak reagują na to służby i czego potrzeba, aby polskie miasta stały się bezpieczniejsze dla wszystkich uczestników ruchu.

Motywacje i początki

Piotr Lis: Co sprawiło, że postanowił Pan włączyć kamerę i pokazywać niewygodną codzienność ulic?

Maksym Szewczuk: Punktem zapalnym był wypadek sprzed kilku lat, kiedy samochód zaparkowany na przejściu zasłonił dziecko wchodzące na jezdnię. Niewielka stłuczka skończyła się jedynie urazem ręki, ale mogło dojść do tragedii. Uświadomiłem sobie, że brak reakcji to współudział, a kamera pozwala przenieść prywatne oburzenie do debaty publicznej.

Piotr Lis: Czy od początku zakładał Pan format interwencyjny?

Maksym Szewczuk: Tak, choć pierwsze materiały były amatorskie. Dopiero gdy zobaczyłem, jak w komentarzach ludzie dziękują za „otwarcie oczu”, stwierdziłem, że trzeba robić to systematycznie. Dziś mam w aucie rejestrator 4K, mikrofon krawatowy i przenośną montażownię, bo materiał staram się publikować jeszcze tego samego dnia.

Miejska codzienność: przykłady z ulic

Piotr Lis: Najwięcej nagrań powstaje w Warszawie. Które lokalizacje pojawiają się najczęściej?

Maksym Szewczuk: Śródmieście, bo gęsta zabudowa kumuluje problemy. Plac Teatralny, gdzie regularnie zastaję auta dostawcze na przejściu, i okolice Dworca Wileńskiego – tam królują taksówki łamiące zakaz postoju. Poza stolicą nierzadko jeżdżę do Legionowa czy Piaseczna: podczas niedzielnych mszy chodniki wokół kościołów dosłownie zamieniają się w parking.

Piotr Lis: Hasło „to tylko chwila” pojawia się pod Pana filmami setki razy.

Maksym Szewczuk: „Chwila” to mit. Analiza Polskiego Obserwatorium Ruchu Drogowego pokazuje, że 61% kolizji na przejściach dla pieszych poprzedzało krótkotrwałe zatrzymanie pojazdu w strefie widoczności. Kierowcy nie dostrzegają, że stojąc na zakazie, zabierają innym cenne sekundy reakcji.

Konsekwencje prawne i społeczne

Piotr Lis: Policja i straż miejska oficjalnie zachęcają do zgłaszania wykroczeń. Jak wygląda praktyka?

Maksym Szewczuk: Statystyki Komendy Stołecznej Policji pokazują, że w 2023 r. wystawiono 46 tys. mandatów za nieprawidłowe parkowanie, ale zaledwie 3% na podstawie nagrań obywatelskich. Funkcjonariusze powtarzają, że brakuje ludzi do obsłużenia każdej interwencji. Zdarza się, że dyżurny proponuje, abym „wysłał maila”, choć sprawca nadal stoi na chodniku.

Piotr Lis: Czy wysokość mandatów jest wystarczająca?

Maksym Szewczuk: Teoretycznie tak – taryfikator przewiduje do 3000 zł za jazdę po chodniku z utrudnieniem ruchu. Problemem jest dolna granica i taryfa ulgowa stosowana w pierwszym kontakcie. Jeśli kara sprowadza się do 100–200 zł, kierowca szybko wkalkuluje ją w swój budżet.

Ryzyko i reakcje opinii publicznej

Piotr Lis: Nagrywanie wykroczeń rodzi konflikty. Jak często zamieniają się one w bezpośrednie zagrożenie?

Maksym Szewczuk: Średnio raz na dwa tygodnie mam sytuację, w której ktoś próbuje wyrwać mi kamerę lub grozi pobiciem. Miałem incydent na Pradze, gdzie agresywny kierowca uderzył w obiektyw lustrem swojego SUV-a; obyło się bez obrażeń dzięki szybkiemu wycofaniu. Zawsze noszę gaz pieprzowy, ale jeszcze nie musiałem go użyć.

Piotr Lis: A odbiór w internecie?

Maksym Szewczuk: Komentarze dzielą się na dwie grupy. Jedni dziękują za „społeczną służbę”, drudzy piszą: „donosiciel” lub „polowanie na lajki”. Staram się patrzeć na liczby – jeśli 200 tys. osób zobaczy nagranie, a 10 tys. zmieni przyzwyczajenia, to było warto.

Drogi do zmiany

Piotr Lis: Co, Pana zdaniem, realnie poprawiłoby sytuację na drogach w perspektywie najbliższych lat?

Maksym Szewczuk: Po pierwsze, nieuchronność kary – automatyczny mandat wysyłany właścicielowi pojazdu po zgłoszeniu z weryfikowanym nagraniem. Po drugie, edukacja kierowców na etapie kursu – w Finlandii kandydat odbywa minimum 30 h szkolenia w ruchu miejskim, u nas wystarczy 4–5 h. Wreszcie, planowanie miast: każda inwestycja powinna mieć wyznaczone zatoki dostawcze, by kurier nie musiał wybierać między mandatem a terminem doręczenia.

Piotr Lis: Czyli kamery obywatelskie zostaną z nami na dłużej?

Maksym Szewczuk: Myślę, że tak. Sam marzę, aby były zbędne, ale dopóki kierowcy czują się anonimowi, dopóty nagranie pozostaje skutecznym lustrem, w którym muszą się przejrzeć.