Unia zmieniła światła do jazdy dziennej. W pochmurne dni będzie czerwono

Już w przyszłym roku nowe samochody wjeżdżające na europejskie drogi będą widoczne nie tylko z przodu, lecz także z tyłu – nawet wtedy, gdy kierowca korzysta wyłącznie z trybu świateł do jazdy dziennej. Zaktualizowany regulamin homologacyjny wprowadza obowiązek automatycznego włączania tylnych lamp pozycyjnych wraz z DRL. Cel jest prosty: poprawić rozpoznawalność pojazdów w warunkach ograniczonej przejrzystości powietrza i tym samym zmniejszyć ryzyko kolizji na zakorkowanych, często zacienionych europejskich trasach.

Szczegóły nowych wymagań

Aktualizacja Regulaminu nr 48 Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ (paragraf 6.19.7.5) została przyjęta jesienią 2023 r. i zacznie obowiązywać dla wszystkich typów pojazdów homologowanych od 22 września 2024 r. Od tej daty konstruktorzy muszą projektować układ elektryczny tak, by zapalanie świateł do jazdy dziennej równocześnie aktywowało tylne światła pozycyjne. Rozporządzenie określa również górny poziom ich jasności, aby uniknąć oślepiania kierowców jadących z tyłu. Co istotne, planowana jest faza przejściowa: od 2027 r. ten sam wymóg obejmie również modele, które uzyskały homologację przed 2024 r., lecz wciąż będą oferowane na rynku Unii Europejskiej.

Kiedy tylne lampy mogą pozostać ciemne

Prawodawca przewidział jeden wyjątek. Jeżeli czujnik natężenia oświetlenia wykryje w otoczeniu poziom przekraczający 7 000 luksów, producenci mogą wyłączyć tylne lampy – choć nie muszą. Oznacza to, że pojazdy wyposażone w prosty układ DRL bez czujnika będą świeciły z tyłu przez cały czas, co upraszcza instalację. Z kolei marki stawiające na bardziej rozbudowaną elektronikę mogą zdecydować się na wygaszanie lamp w pełnym słońcu, jeśli uznają to za korzystne z punktu widzenia wzornictwa czy minimalizacji zużycia energii.

Jak rozumieć próg 7 000 luksów

Lux (lx) to jednostka opisująca strumień świetlny padający na powierzchnię jednego metra kwadratowego. Dla porównania: w bezchmurny letni dzień w południe poziom oświetlenia na otwartej przestrzeni często przekracza 10 000 lx, a w bardzo jasnym otoczeniu może dojść nawet do 100 000 lx. Z kolei podczas pochmurnego jesiennego popołudnia wartości spadają do 3 000–5 000 lx, a o zmierzchu spadają poniżej 1 000 lx. Ustalenie granicy na poziomie 7 000 lx jest więc kompromisem między realiami ruchu drogowego a oczekiwaniami producentów, którzy nie chcieli całkowicie rezygnować z elastyczności konstrukcyjnej.

Wpływ na ekologię i stylistykę

Włączenie dodatkowego obwodu LED nie stanowi dziś obciążenia dla alternatora czy akumulatora trakcyjnego w aucie elektrycznym. Nowoczesne diody potrzebują zaledwie ułamka energii pobieranej przez stare żarówki żarowe, dzięki czemu różnica w zużyciu paliwa czy zasięgu jest praktycznie niemożliwa do zmierzenia. Co więcej, projektanci postrzegają nowe przepisy jako szansę na uatrakcyjnienie charakterystycznej sygnatury świetlnej – podświetlane logotypy, dynamiczne animacje startowe czy przewijające się paski LED mogą teraz stać się integralną częścią tylnych lamp wykorzystywanych w trybie dziennym.

Doprecyzowanie zasad oświetlenia to kolejny krok w długiej historii europejskich regulacji, które zaczęły popularyzować DRL już w latach 90. Poprzez bieżącą aktualizację legislatorzy odpowiadają na sygnały płynące z rynku i doświadczenia krajów skandynawskich, gdzie obowiązek jazdy na światłach istnieje od dekad. W efekcie kierowcy mogą spodziewać się lepszej widoczności pojazdów w lusterkach, a branża – kolejnego impulsu do innowacji w dziedzinie inteligentnego oświetlenia samochodowego.