Naprawiać czy rozstać się z autem – to pytanie, które prędzej czy później zadaje sobie większość kierowców. Rosnące ceny części, wydłużone terminy w serwisach oraz niepewność co do kolejnych usterek sprawiają, że decyzja staje się coraz bardziej skomplikowana. Z pomocą przychodzi prosta, liczbowo-oparta procedura, zwana tu „metodą trzech liczb”, która pozwala sprawdzić, czy kolejne faktury z warsztatu są jeszcze opłacalne, czy raczej warto rozejrzeć się za nowszym pojazdem. Poniżej przedstawiamy pełny kontekst finansowy, praktyczne progi graniczne oraz dokładną instrukcję wykonania testu.
Rosnące koszty eksploatacji starszych pojazdów
Według danych firm monitorujących rynek motoryzacyjny średni wiek samochodu w Europie i Ameryce Północnej systematycznie przekracza dziś 12 lat, a w niektórych krajach zbliża się nawet do 14. Jednocześnie analizy S&P Global Mobility pokazują, że po przekroczeniu 150–180 tys. km coroczne wydatki serwisowe potrafią wzrosnąć o 25–30% w porównaniu z okresem gwarancyjnym. Wynika to nie tylko z większego ryzyka awarii, ale i z faktu, że drożeją kluczowe podzespoły: turbosprężarki, wtryskiwacze, dwumasowe koła zamachowe czy elementy układów hybrydowych.
Jeszcze bardziej gwałtowny skok kosztów następuje, gdy licznik zbliża się do 250–300 tys. km. Zestawienia przygotowane przez organizacje konsumenckie wskazują, że podwaja się wówczas prawdopodobieństwo poważnej usterki układu napędowego. W efekcie roczne rachunki potrafią zjeść kilkanaście procent aktualnej wartości pojazdu, a w skrajnych przypadkach przekraczają nawet jedną trzecią tej sumy.
Sygnalizatory finansowego przesilenia: awarie, wiek i przebieg
Nie każda pojedyncza awaria to powód do sprzedaży samochodu. Rutynowe wymiany sprzęgła, amortyzatorów czy klocków hamulcowych są naturalnym elementem eksploatacji. Eksperci AAA zauważają jednak, że problem zaczyna się wtedy, gdy trzy warunki pojawiają się łącznie: pojazd ma ponad 10–12 lat, przebieg przekracza 200 tys. km, a wizyty w warsztacie stają się cykliczne – co kilka tygodni lub miesięcy. Gdy te kryteria spełnione są jednocześnie, statystyczna szansa na kosztowną awarię silnika lub skrzyni biegów rośnie o ponad 40% w perspektywie najbliższych dwóch lat.
Dodatkową lampką ostrzegawczą jest sytuacja, w której wartość pojedynczej naprawy dochodzi do połowy ceny rynkowej auta. Jak wynika z analiz Kelley Blue Book, granica 50% jest umowna, lecz pozwala uniknąć sytuacji, w której po włożeniu dużej kwoty w starszy pojazd nie zyskujemy adekwatnego wzrostu jego ceny odsprzedażowej. W praktyce oznacza to, że inwestowanie 6000 zł w napęd samochodu wartego 10 000 zł może być ekonomicznie wątpliwe, zwłaszcza jeśli na horyzoncie pojawiają się kolejne potencjalne usterki.
Metoda trzech liczb – instrukcja krok po kroku
Procedura jest zaskakująco prosta. Potrzebujemy jedynie trzech wielkości pieniężnych:
1. Aktualna wartość rynkowa samochodu – realistyczna cena, za jaką można go sprzedać dziś, w stanie wymagającym naprawy.
2. Szacunkowy koszt planowanej naprawy – kwota brutto obejmująca części i robociznę.
3. Wartość pojazdu po naprawie – tyle, ile realnie otrzymamy, gdy samochód będzie w pełni sprawny.
Następnie stosujemy dwa proste wskaźniki:
• Stosunek kosztu naprawy do obecnej wartości auta (K/W).
• Różnicę pomiędzy wartością po naprawie a sumą: obecna wartość + koszt naprawy.
Jeżeli K/W przekracza 0,5, a różnica jest ujemna lub bliska zeru, naprawa nie ma sensu ekonomicznego. Dla przykładu: samochód jest wart 12 000 zł, za naprawę trzeba zapłacić 7000 zł, a po wykonaniu usługi jego cena wzrośnie zaledwie do 17 000 zł. K/W wynosi 0,58, a bilans finansowy to 17 000 zł – (12 000 zł + 7000 zł) = –2000 zł. Test wskazuje jednoznacznie na bardziej opłacalną sprzedaż auta w stanie obecnym lub oddanie go w rozliczeniu.
Strategie po przeprowadzeniu testu
Jeżeli metoda trzech liczb potwierdzi opłacalność naprawy (koszt niższy niż 50% wartości, a przewidywany zysk dodatni), warto rozważyć inwestycję, zwłaszcza gdy historia serwisowa pojazdu jest przejrzysta, a dostęp do części – bezproblemowy. Gdy jednak analiza wypada negatywnie, najtańszym wyjściem często okazuje się sprzedaż auta w obecnym stanie lub wymiana na młodszy egzemplarz, nawet jeśli oznacza to konieczność zaciągnięcia niewielkiego kredytu lub skorzystania z finansowania dealerskiego.
W praktyce część kierowców decyduje się na trzecie rozwiązanie, czyli ograniczenie nakładów do absolutnego minimum, aby przygotować samochód do sprzedaży lub przekazania do komisu. Takie podejście opłaci się tylko wtedy, gdy nie wpłynie negatywnie na bezpieczeństwo jazdy. W pozostałych przypadkach lepiej podjąć decyzję szybko: dalsze odwlekanie wyboru między naprawą a sprzedażą zwykle prowadzi do jeszcze wyższych kosztów i szybszej utraty wartości pojazdu.