Wyobraźnia internautów rozgrzała się do czerwoności, gdy w zalanym brytyjskim hrabstwie Leicestershire kamera uchwyciła scenę rodem z filmu przygodowego: poczciwy Peugeot 405 kombi sunął przez brunatną wodę tak głęboką, że jedynie fragment dachu pozostawał na powierzchni, a mimo to silnik nie zgasł ani na moment.
Powódź, która odsłoniła motoryzacyjną ekstrawagancję
Intensywne opady nawiedzające środkową Anglię w styczniu przyniosły lokalne podtopienia, zamykając drogi i blokując dojazdy do wsi. Tam, gdzie większość kierowców zawracała, właściciel złomowiska z okolicy postanowił zademonstrować nietypową przeróbkę swojego francuskiego kombi. Uwagę przechodniów przyciągnęła czarna, pionowa rura wyprowadzona na wysokość dachu – charakterystyczny snorkel, który zwykle kojarzy się z rajdowym Land Roverem, a nie z rodzinnym samochodem klasy średniej.
Snorkel w teorii i w praktyce
Snorkel przenosi wlot powietrza do góry, dzięki czemu jednostka napędowa może oddychać nawet wtedy, gdy woda sięga linii maski. W autach terenowych seryjne rozwiązania oferują bezpieczną głębokość brodzenia rzędu 70–90 centymetrów; po modyfikacjach można osiągnąć ponad metr. Inżynierowie podkreślają jednak, że sam snorkel nie czyni samochodu amfibijnym – układ elektryczny, wlewy paliwa, odpowietrzniki mostów oraz kabina pasażerska pozostają podatne na zalanie. Nagranie z Leicestershire pokazuje to wyraźnie: gdy silnik pracuje bez zakłóceń, woda wlewa się swobodnie do wnętrza przez nieszczelne drzwi, zamieniając dywaniki w gąbkę.
Klasyk z końca lat osiemdziesiątych w niecodziennym wydaniu
Peugeot 405 zadebiutował w 1987 roku i zdobył tytuł Europejskiego Samochodu Roku, słynąc z komfortowego zawieszenia oraz przestronności. Produkowany jako sedan i kombi, występował z gamą silników od 1,4 do 2,0 litra, zarówno benzynowych, jak i wysokoprężnych, a w sportowej odmianie T16 dysponował mocą 200 KM oraz napędem 4×4. Egzemplarz widoczny na filmie to wersja Break z napędem na przednie koła, pozbawiona jakichkolwiek off-roadowych ambicji. Tym bardziej zaskakuje fakt, że licząca ponad trzy dekady konstrukcja radzi sobie z wyzwaniem, które mogłoby zatrzymać współczesne SUV-y.
Inżynieria garażowa kontra prawa fizyki
Specjaliści od ratownictwa drogowego studzą jednak entuzjazm widzów. Zalanie instalacji elektrycznej grozi zwarciem, a gwałtowne ochłodzenie rozgrzanych elementów układu wydechowego może spowodować mikropęknięcia. Dodatkowo, woda we wnętrzu przyspiesza korozję i degradację tapicerki, co zwykle kończy się szkodą całkowitą. Modyfikowany Peugeot pokazuje więc bardziej możliwości improwizacji niż realną użyteczność. Podobne eksperymenty znane są z internetowych wyzwań w Rosji czy Australii, gdzie amatorzy wprowadzają do wody rodzime Łady, a nawet luksusowe limuzyny – większość z nich po kilku godzinach ląduje na lawecie.
Co dalej z wodoodpornym kombi?
Bohater filmu zapowiada, że po wysuszeniu instalacji elektrycznej zamierza rozwijać projekt, uszczelniając drzwi i przenosząc alternator wyżej na bloku silnika. Czy rodzinny Peugeot zamieni się w prawdziwą amfibię? Historia motoryzacji zna udane realizacje, takie jak niemiecki Amphicar czy współczesny Gibbs Aquada, jednak oba powstały jako pojazdy dwuśrodowiskowe już na desce kreślarskiej, a nie w przydomowym warsztacie. Dlatego eksperci są zgodni: choć spektakularny przejazd przez zalane ulice to widowiskowy viral, w codziennym użytkowaniu wciąż lepiej unikać wody głębszej niż dolna krawędź zderzaka.