Choć na pierwszy rzut oka skręt w lewo wydaje się jednym z najbardziej podstawowych manewrów, każdego dnia staje się on przyczyną sporów, mandatów oraz kosztownych napraw. Największe zamieszanie powstaje wtedy, gdy dwa pojazdy z przeciwległych kierunków chcą jednocześnie pokonać skrzyżowanie, kierując się w lewo. Przepisy ogólne pozostawiają tu szerokie pole interpretacji, a ostateczny przebieg manewru zależy od geometrii skrzyżowania, oznakowania i wzajemnego „porozumienia” kierowców. Według danych polskiej policji kolizje związane z nieprawidłowym ustąpieniem pierwszeństwa przy skręcie w lewo odpowiadają za kilkanaście procent wszystkich zdarzeń na skrzyżowaniach, co czyni ten temat szczególnie istotnym dla bezpieczeństwa ruchu.

Dlaczego jeden skręt w lewo nie jest równy drugiemu?

Każde skrzyżowanie jest projektowane tak, aby łączyć lokalne uwarunkowania z ogólnymi zasadami inżynierii ruchu. Kluczową rolę odgrywa tu organizacja pasów: na węzłach o przekroju dwupasmowym spotykamy najczęściej osobne pasy do skrętu, podczas gdy na ulicach jednopasmowych kierowcy muszą dopiero przed skrętem „dogadać się”, kto pojedzie pierwszy. Różnice potęgują znaki pionowe (np. A-7 „ustąp pierwszeństwa”, B-20 „STOP”) i poziome (linie prowadzące, strzałki kierunkowe). Jeżeli tor jazdy nie został wyznaczony lub sygnalizacja nie posiada oddzielnej fazy dla skrętów w lewo, rośnie ryzyko błędnej oceny sytuacji, zwłaszcza przy intensywnym ruchu i ograniczonej widoczności.

Co mówią przepisy: ustąp pierwszeństwa, resztę dopowiedz sobie

Zgodnie z art. 25 ustawy Prawo o ruchu drogowym pojazd skręcający w lewo musi ustąpić pierwszeństwa wszystkim pojazdom nadjeżdżającym z przeciwka, które poruszają się „na wprost” lub skręcają w prawo. Akt prawny nie precyzuje jednak, jak technicznie mają zachować się dwa samochody, jeśli obydwa zamierzają skręcić w lewo jednocześnie. W praktyce prowadzi to do dwóch głównych wariantów: przejazdu „na mijankę” lub „na zakładkę”. Prawo nie faworyzuje żadnego z nich, o ile kierujący zachowają zasadę szczególnej ostrożności i nie przekroczą wyznaczonych przez infrastrukturę granic pasa ruchu.

Mijanka kontra zakładka: dwie szkoły, różne ryzyka

Mijanka polega na tym, że pojazdy wykonujące skręt w lewo omijają się prawymi bokami, nie przecinając wzajemnie torów jazdy. Manewr ten bywa preferowany na szerokich skrzyżowaniach, ponieważ pozwala szybciej opróżnić wloty – zwłaszcza wtedy, gdy za pierwszymi pojazdami czekają kolejne. Warunkiem powodzenia jest jednak jednoznaczne oznakowanie lub wzrokowe potwierdzenie zamiaru przez obu kierowców; najmniejsza niepewność może skutkować zderzeniem bocznym. Zakładka (inaczej: przejazd „za plecami”) wygląda odwrotnie: pierwszy kierowca dojeżdża do osi jezdni lub punktu przecięcia torów, ustępuje pojazdowi z przeciwka i dopiero po jego przejeździe kontynuuje skręt. Metoda ta jest nieco wolniejsza, lecz zmniejsza ryzyko nieporozumienia i ułatwia jednoznaczne wskazanie winnego w razie kolizji – ten, kto wjechał w tor pojazdu posiadającego pierwszeństwo, odpowiada za zdarzenie.

Infrastruktura ratunkiem: sygnalizacja kierunkowa i linie prowadzące

W miastach o dużym natężeniu ruchu projektanci coraz częściej sięgają po odrębne fazy świateł dla skrętu w lewo. Zielona strzałka kierunkowa lub pełny sygnał zielony dedykowany wyłącznie lewoskrętom tworzy tzw. fazę bezkolizyjną, w której ruch z kierunku przeciwnego jest zatrzymany. Na drogach bez sygnalizacji stosuje się z kolei linie prowadzące (tzw. „rybia ość”) wyrysowane na środku skrzyżowania, które wizualnie narzucają wariant mijanki i ograniczają możliwość „ucięcia” zakrętu. Z perspektywy inżynierii ruchu są to rozwiązania wyjątkowo skuteczne: analizy Instytutu Transportu Samochodowego pokazują, że skrzyżowania wyposażone w wyraźnie odseparowany pas lewoskrętu i dedykowaną fazę sygnalizacji notują nawet o 40% mniej kolizji w porównaniu z węzłami pozbawionymi takiej infrastruktury.

Prawne i finansowe skutki błędu

Niezastosowanie się do oznakowania nakazującego konkretną trajektorię – jak znak F-10 wskazujący schemat przejazdu – grozi mandatem w wysokości 250 zł i pięcioma punktami karnymi. Jeśli jednoczesny skręt w lewo zakończy się kolizją, ubezpieczyciel analizuje przede wszystkim, czy którykolwiek kierowca naruszył zasadę ustąpienia pierwszeństwa lub przekroczył linię wyznaczającą pas ruchu. W skrajnych przypadkach odpowiedzialność może zostać rozłożona na obie strony, co podwyższa wysokość składki OC w kolejnych latach. Warto też pamiętać, że przy zdarzeniach zakończonych obrażeniami ciała prokuratura może postawić zarzut spowodowania wypadku, a sąd wymierzyć karę nawet do trzech lat pozbawienia wolności oraz orzeczak zakaz prowadzenia pojazdów.