Gdy rozmowy o samochodach elektrycznych schodzą na kwestię serwisowania, najczęściej pada argument, że „w elektryku nie ma co się zepsuć”. Najświeższe statystyki z północnej i zachodniej Europy boleśnie weryfikują to przekonanie. Oficjalne dane z Norwegii, Danii oraz najnowszy raport niemieckiego TÜV pokazują, że szczególnie w przypadku Tesli, a zwłaszcza flagowego Modelu Y, odsetek aut oblewających pierwsze badania techniczne jest skandalicznie wysoki. Jakie podzespoły zawodzą najczęściej i dlaczego konkurencja wypada wielokrotnie lepiej? Spójrzmy na liczby.
Norwegia: prawie co druga Tesla nie przechodzi przeglądu
Norweski urząd Statens vegvesen podsumował wyniki obowiązkowych kontroli pojazdów rejestracji 2021. Do stacji diagnostycznych trafiło 19 489 egzemplarzy Tesli (głównie Model Y i Model 3) i aż 8 634 z nich – czyli 44,3% próby – uzyskało ocenę negatywną. To rezultat ponad czterokrotnie gorszy od średniej dla wszystkich aut elektrycznych badanych w tym samym roku. Najczęściej odnotowywane wady dotyczyły układu hamulcowego (blisko 37% przypadków), luzów w przekładni kierowniczej oraz zużycia elementów zawieszenia. Trudno nie zadać pytania: jak to możliwe w zaledwie czteroletnich samochodach, których sercem jest – rzekomo – „bezobsługowy” napęd?
Dania: Model Y zawodzi na potęgę – sześć razy częściej niż rynek
Duńska agencja Færdselsstyrelsen opublikowała własne zestawienie dotyczące samochodów, które po raz pierwszy stanęły do obowiązkowego badania w 2025 r. Spośród 2 391 egzemplarzy Tesli Model Y aż 1 069 – dokładnie 44,7% – musiało wrócić do serwisu przed uzyskaniem pieczątki dopuszczającej do ruchu. Dla porównania średni odsetek niepowodzeń w segmencie elektryków w Danii wynosi zaledwie 7%. Jeszcze mocniej kontrastuje wynik Volkswagena ID.4, który test oblany ma jedynie w 2% przypadków. Czy potrzebny jest bardziej wymowny komentarz?
Niemcy: raport TÜV wskazuje Teslę jako outsidera niezawodności
W dorocznym raporcie TÜV 2023/24, obejmującym pojazdy dwu- i trzyletnie, Model Y uzyskał najgorszy wynik spośród 111 analizowanych modeli. Odsetek poważnych usterek wyniósł 14,7%, przy średniej dla tej grupy wiekowej na poziomie 4,6%. Oznacza to, że szansa na wykrycie defektu w Tesli jest tu ponad trzykrotnie wyższa niż w całej populacji pojazdów i blisko sześciokrotnie wyższa niż w przypadku przeciętnego elektryka. TÜV zwraca szczególną uwagę na korozję elementów układu hamulcowego, nieszczelności amortyzatorów i nadmierne zużycie tulei wahaczy.
Konkurencja radzi sobie zaskakująco dobrze
Dla pełnego obrazu warto spojrzeć na marki, które w tych samych raportach wypadają korzystnie. W Norwegii na przykład Hyundai Ioniq 5 miał jedynie 6,1% negatywnych wyników, a w Niemczech Renault Megane E-Tech notuje poziom 5,3%. Nawet w Danii, gdzie Tesla notuje wynik niemal 45%, chiński BYD Atto 3 zatrzymuje się na 4%. Różnica jest więc nie tylko statystycznie istotna – jest wręcz dramatyczna. Czy to kwestia jakości samych komponentów, czy może polityki serwisowej producenta? Zdaniem analityków z JATO Dynamics to splot obu czynników i efekt „przyspieszonego” procesu projektowania u amerykańskiego giganta.
Rynek reaguje – skutki dla producenta i kierowców
Rosnąca liczba negatywnych badań technicznych już przekłada się na wyniki sprzedażowe. Według ACEA rejestracje Tesli w Europie Zachodniej spadły w pierwszym kwartale 2024 r. o 12,9%, podczas gdy segment aut elektrycznych jako całość odnotował wzrost o 3,4%. Dla użytkowników oznacza to potencjalnie wyższe koszty utrzymania: wymiana kompletu przednich wahaczy w Modelu Y potrafi przekroczyć 8 000 zł, a nowe tarcze i klocki hamulcowe – kolejne 4 000 zł. Jeżeli producent nie wdroży szybko trwałych poprawek konstrukcyjnych, słabsze noty w raportach niezawodności mogą stać się dla marki większym problemem niż jakikolwiek nowy konkurent na rynku.