„Polska trasa” coraz popularniejsza w Niemczech. Nie chodzi o widoki, ale o paliwo

Jeszcze kilka lat temu z wyjazdów na polskie stacje korzystali głównie mieszkańcy przygranicznych landów. Dziś o „polskiej trasie” mówią media w całych Niemczech, a kierowcy gotowi są nadłożyć nawet kilkadziesiąt kilometrów, by zatankować taniej. O co dokładnie chodzi i jak policzyć, czy taka wyprawa naprawdę się opłaca?

W skrócie:

• Różnica w cenach paliw przekracza obecnie 40 – 50 eurocentów na litrze benzyny i ok. 28 eurocentów na litrze oleju napędowego.

• Pełne tankowanie (55 l) pozwala zaoszczędzić od 15 do ponad 30 euro, co w skali roku może dać kilkaset euro korzyści.

• Przy luce cenowej 40 – 50 eurocentów wyprawa opłaca się nawet z odległości 40 – 50 km, szczególnie gdy łączy się ją z zakupami lub usługami.

• „Polska trasa” stała się elementem domowych budżetów nie tylko w Brandenburgii czy Saksonii, ale też dla kierowców z Berlina, Hamburga czy Hanoweru.

Dlaczego Niemcy wybierają „polską trasę”?

Termin „polska trasa” opisuje przejazd przez granicę wyłącznie w celu zatankowania. Według danych cytowanych przez niemieckie media ekonomiczne na początku 2026 r. litr benzyny w RFN kosztował średnio 1,99 euro, podczas gdy w Polsce 1,59 euro – różnica 40 eurocentów (≈ 1,70 zł). W przypadku oleju napędowego luka wynosiła około 28 eurocentów, czyli nieco ponad 1,10 zł.

Przy zbiorniku 55 l oszczędność na benzynie dochodzi do 22 euro (≈ 100 zł), a na dieslu do 15 euro (≈ 70 zł). Jeśli kierowca tankuje dwa razy w miesiącu, roczny zysk potrafi przekroczyć 500 euro, co stanowi realne wsparcie dla domowego budżetu.

Kiedy „polska trasa” po paliwo się opłaca?

Trzy czynniki decydują o opłacalności: dystans do granicy, różnica cen oraz spalanie samochodu. Eksperci niemieckiego automobilklubu ADAC zakładają, że przy średnim zużyciu 7 l/100 km i luce cenowej 40 eurocentów opłaca się jechać nawet 40 km w jedną stronę. Pokonanie 80 km w obie strony zużyje ok. 5,6 l paliwa, co w Niemczech kosztowałoby 11 euro – mniej niż połowa kwoty, którą można zaoszczędzić przy pełnym tankowaniu.

Granica rentowności przesuwa się przy zmianie cen: przy różnicy 15 eurocentów wyprawa ma sens najwyżej z 5 – 10 km, natomiast przy 50 eurocentach opłacalna bywa nawet dla mieszkańców Berlina (ok. 90 km do najbliższej stacji w woj. lubuskim), o ile łączą podróż z większymi zakupami lub usługami po polskiej stronie.

„Polska trasa” stała się codziennością dla wielu Niemców

Regionalne redakcje, od Sächsische Zeitung po Schweriner Volkszeitung, donoszą, że niemieckie stacje w pasie 20 – 30 km od granicy notują spadki obrotów, podczas gdy polskie placówki w Słubicach, Gubinie czy Lubieszynie przeżywają oblężenie. Kierowcy często planują wyprawę tak, by poza tankowaniem skorzystać z tańszych usług fryzjerskich, gastronomicznych czy zrobić większe zakupy spożywcze.

Samorządy Brandenburgii zwracają uwagę, że „polska trasa” stała się sposobem na złagodzenie skutków rosnących kosztów życia. W mediach społecznościowych powstają grupy wspólnych przejazdów, dzięki czemu koszt paliwa na dojazd rozkładany jest na kilka osób.

Analitycy rynku paliw przewidują, że dopóki kurs euro wobec złotego i poziom niemieckich podatków energetycznych nie ulegną znaczącym zmianom, popularność wyjazdów do Polski pozostanie wysoka. Rozbudowa infrastruktury po polskiej stronie granicy – nowe sklepy, restauracje i parkingi – dodatkowo wzmacnia trend, czyniąc z krótkich wypadów na tankowanie stały element przygranicznej codzienności.