Od końca marca br. polscy kierowcy muszą liczyć się z ostrzejszymi sankcjami za celowe wprowadzanie pojazdu w poślizg oraz jazdę na jednym kole. Zmiany obejmują zarówno prawo wykroczeń, jak i ustawę – Prawo o ruchu drogowym, a przy najpoważniejszych sytuacjach także Kodeks karny. Ustawodawca podkreśla, że priorytetem stało się wyeliminowanie z przestrzeni publicznej zachowań, które – według danych Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu – wielokrotnie przyczyniały się do kolizji i wypadków z ofiarami śmiertelnymi. W artykule analizujemy nowe przepisy, ich praktyczne konsekwencje oraz wpływ na kulturę motoryzacyjną w kraju.

Nowe regulacje – geneza i zakres zmian

Zaostrzenie przepisów nie pojawiło się w próżni. Od kilku lat policja oraz Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad alarmowały o rosnącej liczbie zdarzeń związanych z nielegalnym driftingiem i popisami motocyklistów w terenach zabudowanych oraz na parkingach. Według Komendy Głównej Policji tylko w 2023 r. odnotowano ponad 1 300 interwencji wobec kierowców, którzy celowo tracili przyczepność lub odrywali koło od jezdni. Znowelizowane przepisy wprost penalizują oba zachowania w trzech aktach prawnych: Kodeksie wykroczeń, Prawie o ruchu drogowym i Kodeksie karnym. Co istotne, zakaz obowiązuje nie tylko na drogach publicznych, lecz także na placach manewrowych i parkingach objętych strefą ruchu bądź zamieszkania.

W Kodeksie wykroczeń czyn opisany został jako „celowe wprowadzenie pojazdu w poślizg lub doprowadzenie do utraty styczności z nawierzchnią co najmniej jednego koła”. Taka kwalifikacja zamyka drogę do interpretacji, że „kręcenie bączków” jest jedynie popisem umiejętności. Od 30 marca 2026 r. tożsame brzmienie przepisu zagości w Prawie o ruchu drogowym, co oznacza, że policjant będzie mógł zatrzymać prawo jazdy bezpośrednio na miejscu zdarzenia.

Konsekwencje administracyjne dla kierowców

Dotychczas za drifting groził mandat minimum 1 500 zł, który rósł do 2 500 zł przy spowodowaniu realnego zagrożenia bezpieczeństwa. Od marca do pakietu kar dodano obligatoryjne zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące oraz wpis 10 punktów karnych. W praktyce oznacza to, że młodzi kierowcy – posiadający limit 20 punktów w ciągu pierwszego roku od uzyskania uprawnień – mogą w efekcie jednego wybryku stracić dokument na dobre i zostać skierowani na ponowny egzamin.

Z punktu widzenia prawa administracyjnego liczy się moment kontroli. Przyłapany kierujący otrzymuje tymczasowe pokwitowanie pozwalające prowadzić pojazd przez 24 godziny. Po upływie tego czasu jazda bez ważnego dokumentu stanowi osobne naruszenie podlegające karze do 5 000 zł i sądowemu zakazowi prowadzenia pojazdów.

Drift w świetle Kodeksu karnego i międzynarodowe precedensy

Nowelizacja Kodeksu karnego włączyła drifting i jazdę na jednym kole do pojęcia nielegalnych wyścigów. W razie wypadku ze skutkiem śmiertelnym lub ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu sprawcy grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia, a jeżeli czyn nastąpił w warunkach „wyścigu” – górna granica rośnie do dziesięciu lat. Analogiczne rozwiązania funkcjonują w Niemczech, gdzie od 2017 r. tzw. „Alleinrennen” (wyścig w pojedynkę polegający na ekstremalnie niebezpiecznej jeździe) również skutkuje sankcjami karnymi do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

Eksperci z Polskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wskazują, że skala penalizacji ma efekt prewencyjny. Przykładem może być Wielka Brytania – od kiedy w 2015 r. wprowadzono konfiskatę pojazdu za powtarzające się „stunts”, liczba groźnych incydentów na głównych arteriach Londynu spadła o ponad 30 proc.

Wpływ na środowisko motoryzacyjne i branżę tuningową

Choć część kierowców uzna regulacje za zamach na sport motorowy, w rzeczywistości ustawa nie uderza w legalne imprezy driftingowe czy stunt-pokazy na zamkniętych obiektach. Organizatorzy zawodów muszą jednak posiadać stosowne zezwolenia od samorządu i zabezpieczenie medyczne. W opinii Polskiego Związku Motorowego straty wizerunkowe mogą ponieść warsztaty tuningowe, jeśli nie zdystansują się od promowania nielegalnych pokazów na ulicach. Jednocześnie przedstawiciele branży widzą w nowelizacji szansę na rozwój profesjonalnych torów ziemnych i asfaltowych, gdzie kierowcy będą mogli doskonalić technikę poślizgu w kontrolowanych warunkach.

Pośrednio przepisy wpłyną na sektor ubezpieczeń. Analizy Polskiej Izby Ubezpieczeń wskazują, że incydenty z udziałem aut o podwyższonej mocy generują wielokrotnie wyższe koszty szkód osobowych. Spodziewane są więc korekty taryf dla młodych właścicieli mocno zmodyfikowanych pojazdów.

Na co powinni przygotować się kierowcy

Nowe prawo obliguje do większej rozwagi nie tylko podczas wieczornych spotkań na parkingach. Policja zapowiada, że wideorejestratory zainstalowane w radiowozach będą zapisywać każdy gwałtowny uślizg czy wheelie, a nagranie stanie się dowodem w procedurze administracyjnej. Kierowcy powinni zatem unikać demonstracji „mocy” nawet przy wyjeździe ze stacji benzynowej.

Dobrym wyjściem dla miłośników jazdy w uślizgu jest skorzystanie z oferty torów szkoleniowych – w Polsce działa już kilkanaście obiektów umożliwiających drifting pod okiem instruktorów. Kursy doskonalenia techniki jazdy są dodatkowo premiowane zniżkami na składki OC w niektórych towarzystwach, co może zrekompensować koszt udziału.

Ponieważ każda utrata prawa jazdy wiąże się z obowiązkiem odstawienia pojazdu, firmy flotowe rozważają wprowadzenie w umowach pracowniczych klauzul nakładających kary finansowe za zachowania objęte nowelizacją. Przedsiębiorcy liczą, że dyscyplina pracowników-kierowców zmniejszy ryzyko przestojów logistycznych.