Tankowanie na trasie kojarzyło się dotąd z wysokim rachunkiem: kierowcy podróżujący autostradami płacili nawet kilkadziesiąt groszy więcej za każdy litr benzyny niż ci, którzy zjeżdżali do mniejszych miejscowości. Od wiosny sytuacja zmieniła się radykalnie – rząd wprowadził sufit cenowy na dwa podstawowe gatunki paliw, dzięki czemu różnice między stacjami przy głównych arteriach a pozostałymi punktami sprzedaży praktycznie zniknęły.

Dlaczego przy trasach było drożej?

Wyższe ceny na stacjach autostradowych wynikały z kilku skumulowanych czynników. Po pierwsze, właściciele płacą więcej za dzierżawę gruntów przy trasach szybkiego ruchu oraz za całodobową obsługę rozbudowanych MOP-ów. Po drugie, ruch jest tam mocno sezonowy – latem i w długie weekendy obroty rosną skokowo, podczas gdy poza szczytem część infrastruktury (restauracje, toalety, parkingi dla ciężarówek) wciąż generuje koszty stałe. Po trzecie, przez lata brakowało realnej konkurencji w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, więc kierowcy akceptowali marżę za „wygodę bez zjazdu”. Według danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego średnia różnica między ceną przy autostradach a ogólnokrajową sięgała 7–10%, a w ekstremalnych okresach przekraczała 1 zł na litrze.

Nowe limity cenowe – zasady, algorytm, sankcje

Od 31 marca obowiązuje maksymalna cena detaliczna dla benzyny 95-oktanowej i oleju napędowego. Limit jest ustalany codziennie przez ministra właściwego ds. energii na podstawie zdefiniowanego wzoru: średnia hurtowa pięciu największych koncernów z dnia poprzedniego + akcyza + opłata paliwowa + stała marża 0,30 zł/l + VAT. Opracowany wynik publikowany jest w Monitorze Polskim i wchodzi w życie następnego dnia roboczego. Stacje, które sprzedadzą paliwo drożej niż wyznaczony próg, narażają się na karę administracyjną do 1 mln zł oraz kontrolę Krajowej Administracji Skarbowej. Resort finansów podkreśla, że rozwiązanie ma charakter tymczasowy i ma przede wszystkim ograniczyć presję inflacyjną w okresie niestabilnych notowań ropy naftowej.

Ile kosztuje paliwo w święta i w sezonie urlopowym?

W okresie wielkanocnym (4–7 kwietnia) obowiązywały następujące maksima: • benzyna 95 – 6,23 zł/l • benzyna 98 – 6,84 zł/l • olej napędowy – 7,65 zł/l. Choć stacje nie mogą przekroczyć tych kwot, nic nie stoi na przeszkodzie, by sprzedawały taniej – i wiele sieci faktycznie obniża ceny o 3–5 gr, by przyciągnąć dodatkowych klientów. Z perspektywy urlopowiczów oznacza to brak konieczności „tankowania pod korek” przed wjazdem na autostradę oraz większą przewidywalność budżetu podróży.

Co z LPG i paliwem premium?

Regulacje nie obejmują autogazu ani paliw o podwyższonych parametrach (EVO, Verva, Ultimate itp.). W praktyce oznacza to, że LPG nadal podlega zasadom wolnego rynku i bywa wyraźnie droższe przy autostradach – w kwietniu ceny litra gazu dochodziły tam do 4 zł, czyli o ponad 15% więcej niż przeciętnie w kraju. Podobnie w segmencie benzyny 98-oktanowej stacje mogą kształtować cennik dowolnie, co utrzymuje wyraźne różnice między punktami przy MOP-ach a tymi w mniejszych miejscowościach.

Skutki dla rynku i finansów publicznych

Maksymalizacja cen detalicznych zbiegła się z pakietem osłonowym „Ceny Paliw Niżej”, w ramach którego VAT obniżono z 23% do 8%, a akcyzę zredukowano do minimalnych stawek dopuszczalnych przez prawo unijne (o 29 gr/l benzyny i 28 gr/l oleju napędowego). Według szacunków Ministerstwa Finansów, koszt ulg podatkowych sięga 1,6 mld zł miesięcznie – z czego ok. 700 mln zł to akcyza, a 900 mln zł VAT. Jednocześnie niższe ceny pomogły ustabilizować oczekiwania inflacyjne i ograniczyć wzrost kosztów transportu dla przedsiębiorstw logistycznych. Część analityków zwraca jednak uwagę, że przedłużające się zamrożenie marż może zniechęcać operatorów do inwestycji w modernizację infrastruktury i instalacje alternatywnych paliw, dlatego rząd zapowiedział przegląd programu przed końcem trzeciego kwartału.