W samo południe w piątek Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) włączyło dwa kolejne fotoradary, wzmacniając tym samym ogólnopolski system nadzoru prędkości. Oba urządzenia stanęły przy krajowych trasach, gdzie obowiązuje limit 50 km/h, a ich uruchomienie po raz kolejny rozpaliło dyskusję o celach i skuteczności automatycznych kontroli.
Nowe lokalizacje i parametry urządzeń
Pierwszy z nowych przyrządów pracuje w miejscowości Gwda Mała w województwie zachodniopomorskim przy drodze krajowej nr 20 – to odcinek prowadzący przez zwartą zabudowę, gdzie nadmierna prędkość była wskazywana przez policję jako jedna z głównych przyczyn kolizji. Drugi fotoradar został ustawiony w Bronowicach (woj. lubuskie) przy drodze krajowej nr 12. W obu punktach maksymalna dopuszczalna prędkość wynosi 50 km/h, a urządzenia są przygotowane do rejestrowania zarówno pojazdów osobowych, jak i ciężarowych.
Kamery korzystają z technologii radarowej o wysokiej rozdzielczości, która pozwala jednocześnie śledzić kilka pasów ruchu. Według informacji CANARD każdy rejestrator może wykonywać do tysiąca zdjęć dziennie, a dane trafiają bezpośrednio do centralnej bazy obsługiwanej przez Inspekcję Transportu Drogowego.
Rosnąca sieć kontroli: statystyki i plany rozbudowy
Nowe instalacje wpisują się w szerszy program modernizacji sieci fotoradarów finansowany ze środków unijnych i krajowego funduszu drogowego. W ciągu ostatnich dwóch tygodni na polskich drogach pojawiły się dodatkowo dwa odcinkowe pomiary prędkości oraz trzy kolejne klasyczne radary, co łącznie daje już ponad 550 aktywnych punktów stałej kontroli. CANARD zapowiada, że do końca roku liczba ta wzrośnie o kolejne kilkadziesiąt stanowisk, w tym urządzenia rejestrujące przejazd na czerwonym świetle.
Według statystyk Komendy Głównej Policji przekroczenie prędkości jest przyczyną co trzeciego wypadku śmiertelnego w kraju. Analizy Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu wskazują natomiast, że wdrożenie systemów automatycznej kontroli obniża liczbę kolizji nawet o 20–25 %. Polska nie jest tu wyjątkiem – podobne efekty odnotowano w Hiszpanii, Francji i Norwegii po zagęszczeniu sieci radarów.
Mandaty w 2026 r.: stawki i system recydywy
Aktualny taryfikator przewiduje następujące sankcje za przekroczenie limitu prędkości: do 10 km/h – 50 zł i 1 punkt karny; 11–15 km/h – 100 zł i 2 punkty; 16–20 km/h – 200 zł i 3 punkty; 21–25 km/h – 300 zł i 5 punktów; 26–30 km/h – 400 zł i 7 punktów; powyżej 30 km/h – 800 zł i 9 punktów (przy powtórnym naruszeniu w ciągu roku kwota rośnie do 1600 zł); powyżej 40 km/h – 1000 zł i 11 punktów (recydywa 2000 zł); powyżej 50 km/h – 1500 zł i 13 punktów (recydywa 3000 zł); powyżej 60 km/h – 2000 zł i 14 punktów (recydywa 4000 zł); powyżej 70 km/h – 2500 zł i 15 punktów (recydywa 5000 zł).
Szczególnie dotkliwy jest tzw. mechanizm podwójnej kary przewidziany dla recydywistów. Jeśli kierowca w ciągu 12 miesięcy ponownie przekroczy prędkość o co najmniej 31 km/h, mandat zostaje automatycznie podwojony. To rozwiązanie, wzorowane na modelu skandynawskim, ma zniechęcać do permanentnego ryzykowania na drodze.
Społeczny odbiór – argumenty zwolenników i krytyków
Pod informacją o włączeniu nowych kamer natychmiast pojawiły się setki komentarzy. Część kierowców zarzuca władzom, że fotoradary są sposobem na łatwe zasilanie budżetu, a nie narzędziem poprawy bezpieczeństwa. Wśród najczęściej przytaczanych argumentów krytycznych można znaleźć stwierdzenia o „polowaniu na kierowców” czy „łapance w terenie niezabudowanym”.
Z kolei zwolennicy wskazują na statystyki: tam, gdzie stoją radary, liczba wypadków systematycznie spada. Podkreślają też pozytywny wpływ na płynność ruchu – utrzymywanie stałej, umiarkowanej prędkości ogranicza zatory tworzone przez gwałtowne hamowania. Eksperci Polskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zwracają uwagę, że korzyści ekonomiczne z uniknięcia nawet kilku ciężkich wypadków przewyższają potencjalne wpływy z mandatów.
Co warto wiedzieć o odwołaniach i technice pomiaru
Zdarza się, że na zdjęciu z fotoradaru widać kilka samochodów – nie oznacza to automatycznej nieważności dowodu. Kluczowe jest to, czy urządzenie korzysta z radaru punktowego czy z pętli indukcyjnych umieszczonych w jezdni. W tym drugim wariancie system wyzwala zdjęcie wyłącznie dla pojazdu, którego oś przejechała przez czujnik, dlatego identyfikacja sprawcy jest możliwa nawet w gęstym ruchu.
Jeśli kierowca ma wątpliwości co do poprawności pomiaru, może odmówić przyjęcia mandatu. W takiej sytuacji sprawa trafia do sądu rejonowego właściwego dla miejsca wykroczenia. W praktyce sądy najczęściej podtrzymują decyzję organu, o ile urządzenie miało ważną legalizację i istniały podstawy do identyfikacji pojazdu.
Nieco inny tryb obowiązuje firmy leasingowe i flotowe. Choć list z Centrum Automatycznego Nadzoru trafia do właściciela pojazdu, to za niewskazanie faktycznego kierującego grozi odrębna kara administracyjna. Eksperci radzą, by procedury przekazywania danych kierowców były jasno określone w regulaminach użytkowania aut służbowych.