Litrowe ceny na pylonach polskich stacji zmieniają się wprawdzie z tygodnia na tydzień, jednak dla wielu kierowców z Brandenburgii czy Meklemburgii pozostają wciąż znacznie niższe niż te po niemieckiej stronie Odry i Nysy. Efekt? Regularne kolejki samochodów na rejestracjach z literą „D”, których kierowcy łączą sobotni wypad na zakupy z tankowaniem do pełna. Zjawisko – od lat obserwowane przy granicy – w ostatnich miesiącach przybrało na sile, co widać choćby w Słubicach, Kostrzynie i Zgorzelcu. Eksperci automobilklubów podkreślają, że przy obecnej różnicy ponad 0,60 euro na litrze oleju napędowego oszczędność na jednym, 45-litrowym baku potrafi przekroczyć 25 euro, a więc równowartość tygodniowych zakupów spożywczych dla jednej osoby.
Dodatkową motywacją, zwłaszcza dla właścicieli aut z dużym spalaniem, jest możliwość przewiezienia zapasu w kanistrze. Graniczna turystyka paliwowa stała się więc połączeniem kalkulacji ekonomicznej z weekendowym rytuałem – choć wymaga dobrej orientacji zarówno w cennikach, jak i przepisach celno-podatkowych obowiązujących w dwóch krajach.
Rynkowe tło gwałtownych podwyżek
Międzynarodowa Agencja Energetyczna wskazuje, że od początku roku notowania ropy Brent podskoczyły o ponad 15 proc., głównie z powodu ograniczeń wydobycia w krajach OPEC+ oraz obaw o ciągłość dostaw z Bliskiego Wschodu. W Niemczech na końcową cenę litra paliwa nakładają się dodatkowo: podatek od energii (Energiesteuer), opłata za emisję CO2 oraz 19-procentowy VAT. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego średni poziom detaliczny dla oleju napędowego przekroczył w październiku 2,10 euro, a dla benzyny E10 – 2,02 euro. W Polsce – gdzie VAT na paliwa utrzymuje się na poziomie 23 proc., a akcyza jest relatywnie niższa – analogiczne wartości wynosiły odpowiednio 1,44 euro i 1,38 euro. Różnicę pogłębia obecnie słabsza złotówka, która amortyzuje wahania cen baryłki na rynkach światowych.
Graniczna turystyka paliwowa: wymiar ekonomiczny
Automobilklub ADAC szacuje, że właściciel popularnego SUV-a, tankujący raz w tygodniu, może w ciągu roku zaoszczędzić nawet 1200 euro, jeśli regularnie uzupełnia bak po polskiej stronie granicy. To nie tylko kwestia prywatnych budżetów. Samorządy przygranicznych miast w Polsce informują o wzroście sprzedaży na stacjach nawet o 30 proc. w porównaniu z analogicznym okresem sprzed roku, co przekłada się na dodatkowe dochody z podatku VAT i akcyzy dla polskiego budżetu. Z perspektywy niemieckich władz zjawisko oznacza natomiast ubytek wpływów fiskalnych, a Bundesrat w raportach resortu finansów regularnie monitoruje skalę problemu.
Limity i formalne wymogi przy przewozie paliw
Przepisy są bardziej złożone, niż sądzi wielu kierowców. W granicach Unii nie obowiązują cła na wyroby paliwowe, lecz powyżej 20 litrów przewożonych w zbiornikach przenośnych kierowca wjeżdżający do Niemiec musi uiścić podatek od produktów ropopochodnych. Federalna Administracja Celna dopuszcza maksymalnie 60 l w jednym, atestowanym kanistrze i do 240 l na pojazd. Z kolei przepisy polskiej ustawy Prawo o ruchu drogowym i ADR ograniczają ilość paliwa wywożonego w zbiornikach zapasowych do 10 l bez konieczności spełniania dodatkowych wymogów bezpieczeństwa. W praktyce oznacza to, że osoby tankujące w Słubicach najczęściej napełniają jeden dziesięciolitrowy pojemnik, by uniknąć kłopotliwej procedury zgłoszeniowej po przekroczeniu granicy.
Pogranicze w obliczu nowej normalności
Operatorzy stacji działających wzdłuż krajowej „dwójki” i trasy S3 przyznają, że sobotnie szczyty tankowań bywają trudniejsze logistycznie niż przed długimi weekendami. Niektóre punkty decydują się na czasowe podnoszenie cen lub wprowadzają limity jednorazowego tankowania, by utrzymać ciągłość dostaw. Równolegle lokalne władze po obu stronach granicy rozważają kampanie informacyjne o zasadach przewozu paliwa, a policja graniczna zapowiada wzmożone kontrole techniczne kanistrów pod kątem norm ADR. Wiele wskazuje, że dopóki w Berlinie utrzymywać się będzie wyższy poziom opłat klimatycznych, a na globalnym rynku ropa nie zanotuje trwałej korekty, ruch „za tańszym bakiem” pozostanie stałym elementem krajobrazu polsko-niemieckiego pogranicza.