Nagły wystrzał cen ropy: w kilka godzin baryłka Brent podskoczyła o jedną czwartą

Noc z niedzieli na poniedziałek przyniosła jeden z najbardziej gwałtownych ruchów na rynku surowcowym od czasów ataków na saudyjskie instalacje w 2019 r. Jeszcze w piątek kontrakty na Brent kosztowały 93 USD, tymczasem tuż po 23:00 w niedzielę notowania wystrzeliły powyżej 109 USD, a około 3:00 nad ranem zahaczyły o 120 USD. O świcie cena ustabilizowała się w rejonie 117 USD, co oznacza skok o blisko 25 proc. w niecałą dobę. Skala ruchu natychmiast rozbudziła obawy kierowców i przewoźników, bo ostatni raz baryłka była tak droga ponad rok temu, a od historycznego rekordu na poziomie 140 USD z 2008 r. dzieli ją już niewiele.

W tradycyjnym kilku-dniowym oknie, w jakim hurtowe zmiany filtrują do detalu, ceny paliw na stacjach najpewniej ustanowią nowe szczyty. Już w poniedziałkowy poranek polskie rafinerie podniosły hurtowe cenniki: olej napędowy zdrożał o przeszło 1 zł na litrze, benzyna 95-oktanowa o około 0,55 zł. W efekcie dystrybutorzy zaczęli przeliczać marże, a część niezależnych sieci wstrzymała sprzedaż po starych stawkach.

Dlaczego notowania eksplodowały?

Zdaniem analityków kluczowym zapalnikiem jest narastające napięcie w Zatoce Perskiej. Iran i sprzymierzone z nim bojówki ponownie zakłóciły żeglugę w Cieśninie Ormuz – wąskim przesmyku, przez który płynie ponad 20% globalnej podaży ropy. Równolegle Kuwejt ograniczył wydobycie, tłumacząc decyzję przepełnieniem krajowych zbiorników oraz problemami z logistyką morską. Sytuację pogłębia fala ataków dronowych na instalacje magazynowe w Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, co zwiększa ryzyko przerw w dostawach dla odbiorców azjatyckich.

Na rynkowy obraz nakładają się czynniki strukturalne:

- OPEC+ konsekwentnie utrzymuje ograniczenia produkcji, licząc na wyższy przychód z mniejszego wolumenu. - Amerykańskie firmy łupkowe nie spieszą się z ekspansją – przy rosnących kosztach finansowania i wymaganiach akcjonariuszy stawiają na wypłatę dywidendy zamiast pompowania nowych baryłek. - Międzynarodowe sankcje wciąż ograniczają eksport ropy z Rosji, a część ładunków trafia na rynek z kilkutygodniowym opóźnieniem w szlakach „cieniowej floty”.

W efekcie handlujący wzięli pod uwagę scenariusz przejściowego niedoboru 1–1,5 mln baryłek dziennie już w II kwartale, co uruchomiło falę zakupów spekulacyjnych i krótkie „wyciskanie” funduszy, które obstawiały spadki.

Ile zapłacimy przy dystrybutorze?

Eksperci portalu e-petrol.pl i firmy BM Reflex wskazują, że przy obecnym kursie ropy średni koszt detaliczny może wzrosnąć o 30–40 gr na litrze w ciągu tygodnia, a jeśli baryłka utrzyma się powyżej 110 USD, kolejne podwyżki są niemal pewne. Prognozy na najbliższe dni wyglądają następująco:

- benzyna 95: 6,40–6,60 zł/l - olej napędowy: 7,30–7,60 zł/l - autogaz (LPG): 3,20–3,40 zł/l

Najbardziej bolesne skutki odczują firmy transportowe, dla których paliwo stanowi 30–35% struktury kosztów. Wielu przewoźników już zapowiada renegocjacje stawek frachtowych, a przewoźnicy autobusowi rozważają indeksację cen biletów.

Sąsiedzi ruszają po tańsze paliwo

Różnice podatkowe i słabszy złoty sprawiają, że polskie stacje w pasie przygranicznym pozostają jednymi z najtańszych w regionie. W poniedziałek w Słubicach, Kostrzynie nad Odrą i Zgorzelcu ustawiły się długie kolejki samochodów z niemieckimi rejestracjami. Kierowcy zza Odry płacą średnio o 20–25 eurocentów mniej za litr oleju napędowego niż w Brandenburgii, dlatego pytają o limity wywozu i wypełniają 20-litrowe kanistry do ostatniej kropli. Podobne zjawisko obserwują stacje na południu – Czesi i Słowacy także korzystają z arbitrażu cenowego.

Dla lokalnych operatorów to jednocześnie szansa i wyzwanie: rosnący popyt podbija obroty, ale wymaga większych zapasów i ryzyka zmiany cenników nawet dwa razy dziennie. Według Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego niektóre placówki notują sprzedaż wyższą o 40% niż średnia z lutego.

Szersze skutki gospodarcze

Ekonomiści ostrzegają, że utrzymanie ropy w przedziale 110–120 USD może podbić inflację w strefie euro o dodatkowe 0,3–0,4 pkt proc. w II kwartale, co skomplikuje plany obniżek stóp procentowych. W Polsce koszt transportu wpłynie na ceny żywności i usług kurierskich, a budżet państwa odczuje wyższe wpływy z VAT i akcyzy, choć częściowo zje je spowolnienie konsumpcji. Dla inwestorów sygnałem ostrzegawczym jest widmo stagflacji – połączenia niższego wzrostu PKB z utrzymującą się presją cenową.

Ostatnie doświadczenia z kryzysu energetycznego pokazują, że impuls na rynku ropy może rozlać się na gaz, węgiel i energię elektryczną. Już teraz ceny kontraktów terminowych na diesla w porcie ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) skoczyły o ponad 15% w relacji do piątkowego zamknięcia, a frachtowcy masowców przeliczają stawki bunkrowania. Jeśli napięcia geopolityczne nie opadną, scenariusz powrotu baryłki w okolice rekordu sprzed szesnastu lat przestaje być czysto teoretyczny.