Ford tnie miejsca pracy w niemieckiej fabryce. 3,5 tys. osób straci zatrudnienie. Pod koniec minionego tygodnia kierownictwo amerykańskiego producenta poinformowało załogę zakładu w Kolonii o przyspieszonym planie redukcji etatów, który pierwotnie miał zostać rozłożony do 2027 r. Operacja obejmie około jednej czwartej z blisko 14 tys. stanowisk w tamtejszej fabryce i w europejskiej centrali firmy, co czyni ją największym ruchem kadrowym koncernu nad Renem od ponad dekady.
Mechanizm redukcji i harmonogram
Łącznie zmniejszona zostanie obsada o ok. 3 500 osób, z czego 2 770 etatów stanowi wcześniej zapowiedziany pakiet zwolnień na rok 2024, a pozostałe 730 wynikają z wcześniejszych programów oszczędnościowych. Spółka wyznaczyła trzymiesięczne „okno decyzyjne”, w którym pracownicy mogą zgłaszać dobrowolne odejścia. Jeśli liczba chętnych okaże się niewystarczająca, zarząd zastrzegł sobie możliwość sięgnięcia po wypowiedzenia przymusowe, choć związkowcy podkreślają, że priorytetem pozostaje wariant polubowny.
Pakiet świadczeń i wsparcie dla pracowników
Według informacji niemieckiej rozgłośni publicznej WDR, Ford zaoferował odprawy przekraczające w przeciętnym przypadku 100 tys. euro; wysokość świadczenia rośnie wraz ze stażem w przedsiębiorstwie. Dodatkowo część pracowników spełnia warunki przejścia na rozszerzoną emeryturę zakładową, co pozwala im zrezygnować z pracy bez istotnego pogorszenia poziomu dochodów. Firma uruchomiła również wewnętrzne targi pracy oraz programy przekwalifikowania we współpracy z regionalną agencją zatrudnienia, aby zachęcić zainteresowanych do pozostania na rynku pracy w Kolonii lub okolicach.
Geneza problemu: słabsza sprzedaż pojazdów elektrycznych
Koncern zainwestował w ostatnich latach ponad 2 mld euro w przekształcenie zakładu w „Electric Vehicle Center” i uruchomienie produkcji modeli Explorer oraz Capri w wersjach w pełni elektrycznych. Rynek nie odpowiedział jednak tak entuzjastycznie, jak zakładano: według danych europejskich stowarzyszeń branżowych rejestracje nowych aut elektrycznych Forda pozostają wyraźnie poniżej pierwotnych prognoz, a fabryka wykorzystuje tylko część swoich mocy. Połączenie wysokich kosztów inwestycyjnych, rosnącej konkurencji ze strony producentów chińskich i spowolnienia popytu w UE zmusiło spółkę do przejścia z pracy dwuzmianowej na jednozmianową, co dodatkowo podnosi jednostkowy koszt produkcji każdego pojazdu.
Scenariusze na przyszłość zakładu
Niemieckie związki zawodowe domagają się jasnej deklaracji dotyczącej nowych projektów, które mogłyby wypełnić wolne moce produkcyjne po 2025 r. W kuluarach mówi się o możliwym przeniesieniu do Kolonii montażu mniejszych, bardziej wolumenowych modeli elektrycznych lub komponentów bateryjnych, jednak zarząd nie potwierdził dotąd tych spekulacji. Eksperci zwracają uwagę, że bez takiej decyzji zakład pozostanie zależny od drogich SUV-ów, które mają ograniczony potencjał sprzedażowy w Europie.
Najbliższe miesiące upłyną zatem pod znakiem negocjacji pomiędzy kierownictwem, radą zakładową i władzami landu Nadrenia Północna-Westfalia. Kluczowe będzie znalezienie równowagi między dalszą redukcją kosztów a utrzymaniem kompetencji inżynieryjnych, które od lat stanowią o sile centrum badawczo-rozwojowego Forda w Kolonii. Rezultaty tych rozmów zadecydują nie tylko o poziomie zatrudnienia w 2025 r., lecz także o roli zakładu w europejskiej strategii elektryfikacji całej marki.