Jeszcze kilka lat temu zielona strzałka pozwalająca skręcić przy czerwonym świetle uchodziła za podręcznikowy przykład prostego rozwiązania zwiększającego przepustowość skrzyżowań. Dziś to samo urządzenie coraz częściej bywa zaklejane lub demontowane, a eksperci od inżynierii ruchu mówią wprost: jeżeli kierowcy nadal będą ignorować obowiązek zatrzymania, S-2 przejdzie do historii szybciej, niż przypuszczamy. Za decyzją o likwidacji kryje się nie tylko rosnąca agresja drogowa, lecz także dynamiczny rozwój mikromobilności oraz unijne cele bezpieczeństwa „Vision Zero”.

Jak działa sygnalizator S-2 i dlaczego wymaga pełnego zatrzymania

Z punktu widzenia przepisów sygnalizator S-2 nadaje jednocześnie dwa komunikaty: czerwone światło oznaczające zakaz wjazdu na skrzyżowanie i zieloną strzałkę dopuszczającą skręt w określonym kierunku. Aby oba sygnały nie stały ze sobą w sprzeczności, ustawodawca wprowadził warunek: kierowca musi zatrzymać pojazd w linii sygnalizatora, sprawdzić, czy nie zbliża się pieszy, rowerzysta lub inny pojazd, i dopiero wtedy ruszyć. Brak pełnego zatrzymania stanowi wykroczenie, za które przewidziano mandat do 500 zł oraz 6 punktów karnych. Choć zasada wydaje się oczywista, badania Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wskazują, że nawet 70 proc. kierujących traktuje zieloną strzałkę jak bezwarunkowe pozwolenie na przejazd.

Konflikt z niechronionymi uczestnikami ruchu

W 2022 r. policja odnotowała ponad 4,5 tys. wypadków z udziałem pieszych, a niemal co trzeci miał miejsce na przejściu. Skrzyżowania z zieloną strzałką są szczególnie konfliktogenne, ponieważ piesi i rowerzyści otrzymują w tym samym momencie sygnał zielony, który koliduje z ruchem pojazdów skręcających z czerwonego. Zatrzymanie przed linią jest więc kluczowe dla ich bezpieczeństwa. W praktyce jednak kierowcy, przyzwyczajeni do płynnej jazdy, zbyt rzadko zwalniają, a ci, którzy przestrzegają przepisu, narażają się na klaksonowe reprymendy. Zjawisko potęgują szybkie hulajnogi i rowery elektryczne, osiągające prędkości 25–30 km/h na przejazdach rowerowych. Sekunda nieuwagi wystarczy, by doszło do potrącenia.

Nowe trendy mobilności a inżynieria ruchu

Europejska polityka transportowa stawia na ograniczanie emisji CO₂ oraz zwiększenie udziału ruchu pieszego i rowerowego. Samorządy wprowadzają strefy Tempo 30, wydzielone pasy rowerowe i priorytet dla komunikacji miejskiej. Zielone strzałki, projektowane w epoce dominacji samochodu osobowego, coraz gorzej wpisują się w taki krajobraz. W Warszawie, Krakowie czy Poznaniu inżynierowie ruchu rezygnują z S-2, zastępując je osobnymi fazami sygnalizacji dla skrętu w prawo. Na nowych skrzyżowaniach częściej montuje się moduły kierunkowe, które zapalają zieloną strzałkę dopiero po wyłączeniu sygnału dla pieszych, albo instaluje się detektory wykrywające rowerzystów i automatycznie wydłużające ich czas przejazdu.

Co dalej ze “strzałką” – możliwe scenariusze

Według Polskiego Kongresu Drogowego w ciągu najbliższych pięciu lat liczba skrzyżowań wyposażonych w S-2 może spaść o połowę. Proces ten przyspieszą zarówno statystyki wypadkowe, jak i rosnąca presja społeczna na poprawę bezpieczeństwa niechronionych użytkowników dróg. W największych miastach już dziś testuje się adaptacyjne algorytmy sterowania ruchem, które łączą dane z kamer, radarów i czujników w jezdni, aby dynamicznie przyznawać pierwszeństwo poszczególnym grupom uczestników. Jeżeli technologie te sprawdzą się w praktyce, tradycyjna zielona strzałka okaże się reliktem minionej epoki, a zatrąbienie na kierowcę przestrzegającego przepisów przyniesie jedynie kosztowny mandat oraz stratę cennych punktów w ewidencji.