Czy zamawiając przejazd przez aplikację zastanawiamy się, kto faktycznie siedzi za kierownicą? Firmy technologiczne i klasyczne korporacje taksówkowe zapewniają, że każdy kierowca ma ważne prawo jazdy oraz „czystą kartę” w policyjnych rejestrach. W praktyce proces weryfikacji, zwłaszcza w przypadku obcokrajowców, jest bardziej złożony, niż sugerują marketingowe hasła. Poniżej przyglądamy się, jak w Polsce sprawdza się przeszłość karną kierowców, dlaczego pojawiają się luki i co można zrobić, aby system był szczelniejszy.
Dlaczego weryfikacja kierowców budzi wątpliwości
Od kilku lat liczba cudzoziemców pracujących w przewozie osób rośnie, głównie za sprawą platform cyfrowych. Każdy głośniejszy incydent drogowy z udziałem kierowcy-obcokrajowca rozpala debatę o bezpieczeństwie pasażerów. Posłowie różnych ugrupowań regularnie kierują zapytania do resortu sprawiedliwości, pytając, czy polskie służby są w stanie prześwietlić historię karną osób pochodzących spoza Unii Europejskiej, a jeśli nie – kto wówczas bierze odpowiedzialność za ewentualne ryzyko. W dyskusji pojawiają się dwa zasadnicze problemy: zróżnicowane standardy wymiany informacji z zagranicą oraz brak jednolitych procedur w prywatnych platformach.
Jak dziś sprawdza się niekaralność w Polsce
Zgodnie z ustawą o transporcie drogowym każdy kierowca wykonujący odpłatny przewóz osób musi posiadać identyfikator kierowcy, wydawany przez urząd miasta lub starostę. Do wniosku trzeba dołączyć dwa rodzaje dokumentów:
• zaświadczenie z Krajowego Rejestru Karnego potwierdzające niekaralność w Polsce,• zaświadczenie o niekaralności z państwa obywatelstwa wraz z tłumaczeniem przysięgłym – wymagane od osób, które nie są obywatelami państw Unii Europejskiej ani Europejskiego Obszaru Gospodarczego.
Jeżeli kierowca mieszkał wcześniej w kilku krajach, urząd może poprosić o dodatkowe dokumenty z ostatniego miejsca stałego pobytu. Dopiero komplet tych zaświadczeń umożliwia wydanie identyfikatora, którego brak pozbawia prawa do legalnej pracy w charakterze taksówkarza lub partnera aplikacji.
Dostęp do zagranicznych rejestrów – możliwości i ograniczenia
Organy administracji w Polsce posiłkują się przede wszystkim europejskim systemem ECRIS, pozwalającym na wymianę danych o wyrokach pomiędzy państwami członkowskimi UE. W praktyce działa to szybko i względnie niezawodnie: odpowiedź o ewentualnych skazaniach pojawia się średnio w ciągu kilku dni. Kłopot zaczyna się przy obcokrajowcach spoza Unii, ponieważ nie istnieje globalna, zunifikowana baza wyroków. Wtedy jedyną podstawą są dokumenty dostarczone przez zainteresowanego, a ich autentyczność weryfikuje się poprzez placówki konsularne lub międzynarodową pomoc prawną. Procedura jest czasochłonna, a niektóre państwa w ogóle nie przewidują wydawania zaświadczeń o niekaralności obywatelom przebywającym za granicą.
Rola platform i samorządów w uszczelnianiu systemu
Wobec ograniczeń instytucjonalnych część odpowiedzialności spada na prywatne podmioty. Duże aplikacje przewozowe deklarują, że prowadzą własny „second-step” screening: sprawdzają dokumenty w wewnętrznych bazach, analizują zdjęcia twarzy podczas logowania kierowcy i monitorują aktywność kont w czasie rzeczywistym. Coraz częściej samorządy nakładają też wymóg cyklicznej aktualizacji zaświadczeń – np. co 12 lub 24 miesiące – aby wyeliminować ryzyko, że osoba skazana już po uzyskaniu identyfikatora wciąż będzie wozić pasażerów.
Świadomy pasażer – ostatnia linia obrony
Nawet najlepszy system prawny nie zastąpi zdrowego rozsądku użytkowników. Warto zawsze sprawdzić, czy dane wyświetlone w aplikacji odpowiadają widocznym oznaczeniom w samochodzie oraz legitymacji kierowcy. Jeżeli coś budzi wątpliwości – brak identyfikatora, niezgodność numeru rejestracyjnego lub podejrzane zachowanie – najbezpieczniej zrezygnować z przejazdu i zgłosić sytuację operatorowi lub na policję. Branża przewozowa, administracja i sami pasażerowie są współodpowiedzialni za to, aby stwierdzenie „kierowca niekarany” było czymś więcej niż sloganem marketingowym.