Dwunastometrowe kontenery wypełnione samochodami, które dopiero opuściły linie montażowe w Szanghaju czy Kantonie, coraz częściej lądują na krajowych placach przeładunkowych z dopiskiem „używane”. Mimo że liczniki pokazują zaledwie kilkadziesiąt kilometrów, a folia ochronna wciąż okleja siedzenia, fikcyjna wcześniejsza rejestracja za granicą pozwala sprowadzającym znacząco obniżyć cło, akcyzę i VAT. Ryzyko naruszenia przepisów transportują więc razem z pojazdami – i choć początkowo wydaje się ono ukryte, jego skutki mogą uderzyć zarówno w importerów, jak i w nabywców końcowych.
Chińska ekspansja motoryzacyjna: skala i motywacje
W 2023 roku Chińska Republika Ludowa wyprzedziła Japonię i została największym eksporterem samochodów na świecie. Według danych tamtejszego stowarzyszenia producentów, granicę kraju opuściło ponad pięć milionów aut, z czego około jednej czwartej trafiło na rynki europejskie. Konkurencyjna przewaga chińskich marek opiera się na kombinacji niskich kosztów pracy, silnego wsparcia państwa (subwencje energetyczne, ulgi podatkowe) oraz niemal pełnej kontroli nad łańcuchem dostaw akumulatorów litowo-jonowych. W efekcie średnia cena samochodu elektrycznego w Chinach jest o blisko 30 proc. niższa niż w Unii Europejskiej. Dla polskich przedsiębiorców oznacza to okazję do zarobku: można sprowadzić pojazd tańszy o kilkadziesiąt tysięcy złotych i nadal zmieścić się poniżej cen oferowanych przez oficjalną sieć dealerską.
Proceder „nowe udające używane” – krok po kroku
Klucz do obejścia przepisów tkwi w unijnej definicji samochodu nowego: pojazd rejestrowany po raz pierwszy wcześniej niż sześć miesięcy przed przywozem lub mający przebieg poniżej 6000 km traktowany jest jako nowy, a więc podlega pełnej stawce podatku VAT kraju docelowego. Niektórzy importerzy rejestrują auto symbolicznie w Chinach, a nawet w państwach trzecich, po czym niemal natychmiast je wyrejestrowują. Formalnie powstaje dokument potwierdzający „używanie”, choć faktyczne użytkowanie ogranicza się do drogi z fabrycznego placu na ciężarówkę.
Samochód wjeżdża do Polski jako towar używany – z obniżonym cłem (lub bezcłowo, jeśli zmieści się w kwocie de minimis), niższą akcyzą i często z zastosowaniem procedury marży VAT. Różnica w opłatach przy średniej wartości elektrycznego SUV-a może sięgnąć 80 000 zł. Celnicy, widząc pozorną zgodność dokumentów, jeszcze do niedawna odprawiali takie pojazdy rutynowo. Sytuacja zmieniła się wraz ze wzmożonym monitoringiem rynku po wszczęciu przez Komisję Europejską postępowania antysubsydyjnego wobec chińskich producentów jesienią 2023 r.
Kontrole celne i działania służb skarbowych
W 2024 roku Krajowa Administracja Skarbowa odnotowała kilkukrotny wzrost zgłoszeń pojazdów z Chin deklarowanych jako używane. W odpowiedzi zintensyfikowano kontrole na kolejowym terminalu w Małaszewiczach oraz w portach w Gdańsku i Gdyni. Funkcjonariusze zwracają uwagę na daty rejestracji, wpisy w elektronicznych książkach serwisowych i brak europejskich świadectw homologacji (CoC). Już pojedyncze nieprawidłowości wystarczają do zatrzymania towaru i wszczęcia postępowania karno-skarbowego, a w skrajnych przypadkach – konfiskaty pojazdu.
Równolegle polskie organy współpracują z siecią OLAF oraz ze służbami Niemiec i Czech, przez które auta często przejeżdżają tranzytem. Cel jest dwojaki: odzyskać należności podatkowe i przeciwdziałać ryzyku, że po drogach poruszają się pojazdy bez pełnej homologacji, czyli potencjalnie niezgodne z normami bezpieczeństwa i emisji.
Konsekwencje dla importerów i nabywców
Importer, który zadeklaruje nieprawidłową klasę towaru, naraża się nie tylko na dopłatę zaległego podatku z odsetkami, ale również na sankcję w wysokości do 100 proc. zaniżonej kwoty. Głośna sprawa z początku 2024 r., kiedy to na granicy zatrzymano piętnaście elektrycznych crossoverów, zakończyła się domiarem przekraczającym 1,2 mln zł oraz cofnięciem pozwoleń na działalność gospodarczą.
Nabywca końcowy również nie jest bezpieczny. Jeśli organy wykryją nieprawidłowości już po rejestracji w kraju, mogą unieważnić dowód rejestracyjny, a ubezpieczyciel odmówić wypłaty odszkodowania w razie szkody. Brak oficjalnej sieci serwisowej oznacza też ograniczony dostęp do części zamiennych i aktualizacji oprogramowania, co ma szczególne znaczenie w pojazdach elektrycznych, zarządzanych w dużej mierze zdalnie. W praktyce okazjonalna oszczędność może więc przełożyć się na wyższy całkowity koszt posiadania lub konieczność odsprzedaży auta poniżej wartości rynkowej.
Jak sprowadzić samochód z Chin zgodnie z prawem
Eksperci radzą, by przed podpisaniem umowy zweryfikować pięć kluczowych elementów: 1) europejskie świadectwo homologacji lub indywidualne dopuszczenie do ruchu, 2) ciągłość historii rejestracji i faktyczny przebieg powyżej 6000 km lub min. półroczny okres pierwszej rejestracji, 3) pełną opłatę VAT na terytorium Polski, 4) ważne badanie techniczne wykonane w kraju UE, 5) dostępność sieci serwisowej i gwarancji producenta. Wiarygodny importer nie będzie miał problemu z przedstawieniem oryginałów dokumentów ani z przeprowadzeniem pojazdu przez stację kontroli pojazdów w obecności kupującego.
Polski rynek niewątpliwie korzysta z ekspansji chińskiej motoryzacji, szczególnie w segmencie aut elektrycznych. Równie wyraźnie widać jednak, że próby obejścia europejskich regulacji mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Sprowadzanie samochodów z Państwa Środka pozostaje atrakcyjną opcją, pod warunkiem że importer i nabywca grają według tych samych, jasno określonych reguł.