Tankowanie samochodu staje się dla wielu właścicieli pojazdów coraz większym obciążeniem finansowym, a specjaliści ostrzegają, że obecny poziom cen może być zaledwie wstępem do jeszcze trudniejszych realiów. Narastające napięcia geopolityczne, ograniczenia podaży ropy w ramach OPEC+ oraz rosnący popyt na produkty destylacyjne to mieszanka, która – zdaniem części analityków – może wywołać gwałtowny skok zarówno hurtowych, jak i detalicznych stawek paliw.
Analiza rynku ropy i obecnej „zaniżonej” wyceny
Michał Stajniak, analityk surowcowy XTB, w rozmowie na antenie Polsat News stwierdził, że „aktualna wycena baryłki wciąż nie odzwierciedla pełnego ryzyka, jakie niesie sytuacja na Bliskim Wschodzie”. Od lipca notowania ropy Brent zbliżają się do psychologicznej bariery 100 USD, a międzynarodowe instytucje – w tym Międzynarodowa Agencja Energii – podkreślają, że w IV kw. 2023 r. możemy mieć do czynienia z deficytem podaży sięgającym ponad miliona baryłek dziennie. Jednocześnie OPEC+ utrzymuje cięcia wydobycia, a Arabia Saudyjska i Rosja przedłużyły dobrowolne ograniczenia dostaw co najmniej do końca roku.
Ekspert zwraca uwagę, że rynek, skupiając się na danych makro z USA i Chin, chwilowo „zignorował premii ryzyka”, która w przeszłości potrafiła windować cenę surowca o kilkanaście dolarów na baryłce. „Jeżeli konflikt na Bliskim Wschodzie rozleje się na obszary produkcyjne lub dojdzie do blokady strategicznych szlaków, 120 USD za baryłkę przestanie być scenariuszem skrajnym, a stanie się bazowym” – prognozuje Stajniak. W podobnym tonie wypowiadają się banki inwestycyjne: Goldman Sachs podniósł ostatnio średnioroczną prognozę dla Brent na 2024 r. do 110 USD, wskazując na kurczenie się zapasów i powrót silnego popytu lotniczego.
Czarny scenariusz przy dystrybutorach: 8 zł za benzynę, 10 zł za olej napędowy
Przełożenie cen ropy na detaliczne stawki przy dystrybutorach zależy nie tylko od notowań surowca, lecz także od marż rafineryjnych, kosztów biokomponentów, logistyki i polityki podatkowej. W ostatnich tygodniach tak zwany crack diesel – różnica między ceną oleju napędowego a ropą – przekroczył 40 USD za baryłkę, co odzwierciedla napiętą sytuację w segmencie destylatów po europejskim embargu na rosyjski eksport. „Jeśli rynek ropy skoczy do 120 USD, a spread na dieslu utrzyma się na obecnych poziomach, detaliczne ceny oleju napędowego mogą przebić 10 zł za litr. Benzyna 95 w takim układzie z łatwością przekroczyłaby 8 zł” – ocenia analityk XTB.
Dla polskich gospodarstw domowych oznaczałoby to wyraźny wzrost kosztów dojazdów do pracy i transportu towarów, a dla przedsiębiorstw – presję na marże oraz możliwe podbicie inflacji bazowej. Według danych GUS paliwa transportowe mają w koszyku inflacyjnym wagę niespełna 9%, jednak ich wpływ pośredni na ceny żywności czy usług kurierskich jest zdecydowanie większy. Europejskie doświadczenia z pierwszej połowy 2022 r. pokazują, że galopujące koszty energii potrafią podbić inflację o 2–3 punkty procentowe nawet przy relatywnie umiarkowanym zapotrzebowaniu sezonowym.
Narzędzia antykryzysowe w rękach rządu i ich realny wpływ na ceny
W dyskusji publicznej powraca pomysł czasowego obniżenia podatku VAT na paliwa z obecnych 23% do 8%, co – według wyliczeń Stajniaka – „mogłoby przełożyć się na spadek ceny benzyny o około 85 gr, a diesla o blisko złotówkę”. Oprócz VAT-u rząd dysponuje jeszcze akcyzą (1,51 zł na litr benzyny i 1,17 zł na litr oleju napędowego) oraz opłatą paliwową i emisyjną. Ich częściowe zawieszenie lub redukcja były już stosowane w 2022 r., lecz powrót do preferencyjnych stawek uszczupliłby tegoroczne wpływy budżetowe nawet o kilkanaście miliardów złotych.
Drugim filarem strategii mogłoby być uwolnienie części zapasów obowiązkowych, które w Polsce – zgodnie z dyrektywą UE – odpowiadają minimum 90 dniom średniego importu netto. Taką ścieżkę wybrały Stany Zjednoczone, wypuszczając na rynek ponad 200 mln baryłek ze Strategic Petroleum Reserve, co chwilowo schłodziło rynek w 2022 r. „Rezerwy to skuteczny bufor, lecz ich zbyt wczesne uruchomienie ogranicza nasze możliwości, gdyby kryzys nabrał charakteru długotrwałego” – ostrzega Stajniak, powołując się na przykład USA, gdzie poziom SPR spadł do najniższych wartości od 1983 r.
Strategia na trudne czasy: dlaczego trzeba zachować balans
Eksperci rynku paliw podkreślają, że walka z szokiem cenowym wymaga precyzyjnego doboru narzędzi, aby nie zaburzyć równowagi między potrzebą ochrony konsumentów a koniecznością utrzymania stabilnych dochodów podatkowych. Interwencje fiskalne mogą złagodzić skutki podwyżek w krótkim terminie, lecz zbyt głębokie cięcia podatków ograniczą przestrzeń do reakcji na późniejsze, być może jeszcze wyższe, poziomy cen. „Najmocniejsze karty warto zachować na moment, kiedy rynek rzeczywiście wejdzie w fazę paniki – wtedy koszt interwencji może być niższy niż skutki bierności” – podsumowuje Michał Stajniak. Zdaniem analityków długoterminowym remedium pozostaje dywersyfikacja źródeł energii, rozwój elektromobilności oraz poprawa efektywności logistycznej, które mogą uniezależnić gospodarkę od gwałtownych wahań cen ropy.