Ropa podrożała o 25 proc. w jedną noc – czy benzyna przekroczy 7 zł na stacjach?
Niespodziewany rajd notowań surowca zbiegł się z eskalacją kryzysu w Iranie i groźbą zablokowania Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa jedna piąta światowych ładunków ropy. Gwałtowne zwyżki zostały natychmiast odzwierciedlone w cennikach hurtowych, co oznacza, że kierowcy w Polsce wkrótce zapłacą więcej za tankowanie.
Jak przebiegał nocny skok notowań
Jeszcze w piątek kontrakty terminowe na ropę Brent poruszały się w okolicach 93 USD za baryłkę. W niedzielę około 23:00 polskiego czasu cena nagle przebiła 109 USD, by nad ranem ustalić się w przedziale 116–120 USD. Maksimum sesji oznaczało wzrost o 25 proc. w mniej niż sześć godzin – skala, którą analitycy porównują do historycznych wahań po atakach na instalacje w Arabii Saudyjskiej w 2019 r. oraz po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Dla porównania absolutny rekord Brent z lipca 2008 r. wynosił 147 USD, a dotychczasowe maksimum dekady – 139 USD – padło w marcu 2022 r.
Wczorajszy rajd objął również amerykańską ropę WTI, która chwilowo osiągnęła 114 USD za baryłkę. Rozszerzenie spreadu Brent/WTI do blisko 6 USD sygnalizuje, że największa presja cenowa koncentruje się na gatunkach wykorzystywanych w Europie i Azji, czyli regionach najmocniej uzależnionych od ładunków z Bliskiego Wschodu.
Eskalacja w Zatoce Perskiej i wąskie gardła dostaw
Bezpośrednim impulsem cenowego skoku była seria ataków dronów i rakiet na irańskie terminale eksportowe oraz doniesienia o wymianie ognia w pobliżu instalacji w Chuzestanie. Niepokoje zbiegają się z polityczną niepewnością wokół możliwej zmiany przywództwa w Teheranie, co według analityków Eurasia Group zwiększa ryzyko niekontrolowanej eskalacji.
Największe obawy rynkowe koncentrują się na Cieśninie Ormuz – zaledwie kilkudziesięciokilometrowym przesmyku oddzielającym Zatokę Perską od Oceanu Indyjskiego. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej tą drogą transportuje się ok. 17–18 mln baryłek ropy dziennie. Nawet krótkotrwała blokada może wywołać natychmiastowy deficyt na rynku spot i zmusić importerów do panicznego uzupełniania zapasów.
Sytuację komplikuje fakt, że część producentów z OPEC ogranicza wydobycie. Kuwejt tymczasowo zredukował produkcję, powołując się na przepełnione zbiorniki magazynowe i utrudnione wysyłki. Na podobny ruch, choć w mniejszej skali, zdecydowały się już Zjednoczone Emiraty Arabskie. W tle pozostają cięcia OPEC+ o 2 mln baryłek dziennie obowiązujące od początku roku, a także wolniejszy wzrost podaży w USA z powodu wyższych kosztów finansowania łupków.
Polski rynek paliw pod presją
Podwyżki na rynku hurtowym dotarły do krajowych rafinerii w ciągu kilkunastu godzin. Jeszcze w piątek metr sześcienny benzyny 95-oktanowej kosztował w polskim hurcie niespełna 4 500 zł; dziś przekracza 5 000 zł. Cena diesla wzrosła w tym samym czasie o ponad 1 300 zł do 6 150 zł – poziomu niewidzianego od stycznia 2023 r.
Stacje paliw zaczęły reagować niemal natychmiast. Sieci detaliczne sygnalizują, że w perspektywie tygodnia Pb95 może zdrożeć do 6,40–6,60 zł za litr, a olej napędowy do 7,40–7,60 zł. Skala ruchu zależy od tempa konsumpcji zapasów kupionych po niższych cenach, ale pierwsze regulacje wyświetlaczy są spodziewane już w połowie bieżącego tygodnia. Według wyliczeń Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego podwyżka o 10 USD na Brent przekłada się średnio na 20–25 gr więcej za litr benzyny i 25–30 gr za litr diesla.
Ryzyko dalszych wzrostów jest tym większe, że Polska – podobnie jak reszta UE – importuje blisko 30 proc. diesla spoza Wspólnoty. Po wprowadzeniu embarga na rosyjskie paliwa w 2023 r. lwią część luk wypełniają ładunki z Bliskiego Wschodu oraz Indii, które mogą być trudniej dostępne przy utrzymującym się napięciu logistycznym.
Co może wydarzyć się w kolejnych tygodniach
Scenariusze analityków mieszczą się w przedziale 100–140 USD za baryłkę w zależności od rozwoju sytuacji w Iranie. Bank of America wskazuje, że pełna blokada Ormuzu podniosłaby wycenę Brent nawet do 150 USD, przebijając szczyty sprzed szesnastu lat. Z kolei Citi zakłada spadek poniżej 100 USD, jeśli dojdzie do szybkiej deeskalacji i otwarcia strategicznych rezerw surowca.
Z punktu widzenia konsumentów kluczowe będzie tempo, w jakim sieci stacji przełożą wyższe koszty hurtowe na detal. Menedżerowie flot już teraz zabezpieczają się przed wzrostem cen, podpisując kontrakty indeksowane do średnich z ostatnich tygodni. Eksperci radzą kierowcom planującym długie trasy, by tankowali z wyprzedzeniem i śledzili komunikaty Ministerstwa Klimatu dotyczące poziomu zapasów interwencyjnych.
Rynek pozostaje wyjątkowo wrażliwy na wszelkie doniesienia z Bliskiego Wschodu – każda informacja o poszerzeniu konfliktu lub blokadzie żeglugi może wywołać kolejną falę zakupów paniki. Z drugiej strony, ewentualne uruchomienie rezerw strategicznych przez Międzynarodową Agencję Energetyczną lub złagodzenie ograniczeń eksportu w krajach OPEC+ mogłyby szybko ostudzić emocje. W najbliższym czasie kluczowe będzie więc uważne śledzenie komunikatów dyplomatycznych i danych o zapasach, które mogą zdecydować o tym, czy polscy kierowcy zobaczą na dystrybutorach cenę zaczynającą się od siódemki.