Nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowym, nad którą wkrótce pochylą się posłowie, otwiera drogę do wprowadzenia na polskich trasach zupełnie nowego sygnału świetlnego – pulsującego zielonego światła montowanego w prywatnych samochodach strażaków ochotników.
Rozwiązanie ma pomóc im szybciej dotrzeć do remizy lub bezpośrednio na miejsce zdarzenia, nie zmieniając przy tym statusu ich pojazdów na uprzywilejowany. Przepisy – zaakceptowane już wstępnie przez resort spraw wewnętrznych – mają zostać przedłożone Sejmowi jeszcze przed przerwą wakacyjną, a finalnie trafić na biurko prezydenta w drugiej połowie roku.
Jak ma działać zielony sygnalizator w prywatnym aucie strażaka?
Projektowane regulacje przewidują, że niewielki moduł LED emitujący przerywane zielone błyski będzie mógł zostać umieszczony na dachu lub za przednią szybą prywatnego samochodu członka Ochotniczej Straży Pożarnej. Włączenie lampy będzie dozwolone wyłącznie w momencie otrzymania wezwania do wyjazdu. Kierowca nie zyska jednak prawa do przekraczania dopuszczalnej prędkości ani do ignorowania sygnalizacji świetlnej – światło ma pełnić wyłącznie funkcję „uprzejmej prośby” o przepuszczenie, podobnie jak w kilku prowincjach Kanady i stanach USA.
Finansowanie i dostępność urządzeń
Koszt lamp nie zostanie przerzucony na budżet państwa. Druhowie będą musieli sfinansować zakup we własnym zakresie, a ceny podstawowych modeli zaczynają się od kilkunastu złotych za sztukę na globalnych platformach sprzedażowych. Sprzęt dopuszczony do użytku w Polsce, spełniający normy dotyczące koloru i częstotliwości błysków, kosztuje zwykle 40–60 zł. Sam montaż z reguły ogranicza się do wpięcia w gniazdo zapalniczki lub przewód USB, dzięki czemu nie wymaga kosztownych przeróbek instalacji elektrycznej samochodu. Niektóre samorządy sygnalizują gotowość, aby częściowo pokryć te wydatki w ramach lokalnych funduszy ochrony przeciwpożarowej.
Geneza pomysłu i międzynarodowe inspiracje
Potrzeba zmian wynika głównie z problemów dojazdowych obserwowanych w dużych miastach i na terenach podmiejskich, gdzie rosnące natężenie ruchu wydłuża czas dotarcia strażaków ochotników do remizy. Analizując zagraniczne rozwiązania, ustawodawca przyjrzał się przede wszystkim Kanadzie, gdzie zielone światła od lat identyfikują ochotników na akcjach, a także brytyjskim lekarzom jeżdżącym z podobnym sygnałem. W Czechach i Niemczech funkcję uprzejmego ostrzeżenia pełnią odpowiednio pomarańczowe i niebieskie lampy, jednak tam urządzenia nadają pojazdom pełnię przywilejów. Polskie władze uznały, że kompromisem akceptowalnym dla wszystkich stron będzie sygnał widoczny, lecz pozbawiony dodatkowych uprawnień drogowych.
Wpływ na bezpieczeństwo ruchu i sankcje za nadużycia
Eksperci Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ocenili, że wprowadzenie nowego koloru nie powinno dezorientować kierowców, ponieważ zielony nie jest obecnie używany do żadnej innej formy ostrzegania. Aby zapobiec ewentualnym nadużyciom, ustawa przewiduje mandat do 500 zł i 5 punktów karnych za nieuprawnione użycie sygnału. Powtarzające się naruszenia mogą skutkować cofnięciem uprawnienia do korzystania z lampy decyzją komendanta odpowiedniej jednostki PSP. Taki model odpowiedzialności indywidualnej ma ograniczyć ryzyko, że zielony błysk stanie się codziennym sposobem na omijanie korków.
Harmonogram legislacyjny i możliwe scenariusze wdrożenia
Sejmowa komisja administracji i spraw wewnętrznych planuje pierwsze czytanie projektu jeszcze w czerwcu. W lipcu dokument trafi do podkomisji, która zajmie się m.in. technicznymi parametrami lamp. Po uchwaleniu przez Sejm i akceptacji Senatu ustawa zostanie przekazana prezydentowi – możliwe, że już w sierpniu. Wejście w życie przewidziane jest na 30 dni od publikacji w Dzienniku Ustaw, co oznacza, że na początku jesieni kierowcy mogą realnie spotkać na drogach samochody oznaczone pulsującym zielonym światłem.