Najnowsze zestawienia interwencji gaśniczych w Polsce potwierdzają zjawisko obserwowane od lat w krajach o wysokiej penetracji elektromobilności: samochody z napędem elektrycznym nie płoną częściej niż pojazdy z konwencjonalnym silnikiem. Analiza przeprowadzona wspólnie przez jednostki Państwowej Straży Pożarnej i ośrodki badawcze ds. nowych form transportu wskazuje, że ryzyko zapłonu przypadające na tysiąc zarejestrowanych aut pozostaje dla „elektryków” niższe niż dla modeli benzynowych czy diesla. Podobne wnioski płyną z raportów norweskiego urzędu drogowego, amerykańskiej National Fire Protection Association oraz europejskich rejestrów flot – wszędzie tam wzrost liczby pojazdów z baterią litowo-jonową nie przełożył się na skokowy przyrost pożarów. Ważnym kontekstem jest również wiek parku samochodowego: szeroko zakrojone badania ubezpieczycieli wskazują, że awarie instalacji paliwowych i elektrycznych występują częściej w starszych konstrukcjach, a ponad 80 proc. akumulatorowych aut osobowych poruszających się po polskich drogach nie ma więcej niż pięć lat.

Statystyki z Polski na tle Europy i Stanów Zjednoczonych

Z przeliczenia wszystkich pożarów pojazdów odnotowanych przez Państwową Straż Pożarną w ostatnich dwunastu miesiącach wynika, że na tysiąc zarejestrowanych egzemplarzy zapaliło się 0,36 samochodu elektrycznego, 0,08 hybrydy plug-in oraz 0,42 auta spalinowego. W Norwegii – kraju, w którym udział BEV przekroczył 20 proc. całej floty – analogiczne wskaźniki wyniosły odpowiednio 0,16, 0,05 i 0,37. Z kolei dane ogólnokrajowe z USA pokazują, że na ponad 170 tys. pożarów pojazdów rocznie nieco ponad 200 wiąże się z napędem wyłącznie akumulatorowym. W ujęciu procentowym oznacza to niespełna 0,12 proc. zdarzeń, przy czym udział elektryków w amerykańskiej flocie przekroczył już 1,1 proc. Tak spójny obraz z trzech różnych rynków wskazuje, że typ zastosowanego paliwa nie jest decydującym czynnikiem inicjującym pożar – statystycznie dominuje tu wiek, stan techniczny instalacji oraz liczba przejechanych kilometrów.

Czynniki techniczne determinujące ryzyko zapłonu

W pojazdach spalinowych najczęściej dochodzi do nieszczelności układu paliwowego, zwarć w komorze silnika lub przegrzania turbosprężarki. W modelach elektrycznych kluczowym ryzykiem jest tzw. ucieczka termiczna jednego z ogniw baterii, którą może wywołać gwałtowny wzrost temperatury, uszkodzenie mechaniczne bądź wady fabryczne separatora. Statystyki laboratoriów badających wypadki drogowe pokazują jednak, że zdecydowana większość akumulatorów pracuje z dużym marginesem temperaturowym (20–45 °C) i jest wyposażona w systemy chłodzenia cieczą, co znacząco obniża prawdopodobieństwo niekontrolowanej reakcji. Z kolei hybrydy korzystają z mniejszych pakietów baterii, przez co ładunek energetyczny jest niższy i ewentualna propagacja ognia zachodzi znacznie wolniej. Niezależnie od źródła napędu wspólnym mianownikiem pozostaje elektryka pokładowa: krótkie zwarcie na przewodach instalacji 12- lub 48-woltowej nadal odpowiada za blisko jedną trzecią wszystkich pożarów pojazdów w Europie.

Nowe procedury gaśnicze i sprzęt dedykowany pojazdom z baterią

Reforma wytycznych dla straży pożarnej, wprowadzona w Polsce w połowie 2023 r., skróciła średni czas interwencji przy pożarach aut elektrycznych z ponad czterech do nieco ponad dwóch i pół godziny. Kluczowe elementy zmian to użycie mat izolujących wysokie napięcie, detekcja temperatury pakietu przy pomocy kamer termowizyjnych oraz kontenery wypełnione wodą, w których całkowicie zanurza się płonący pojazd, gdy standardowe chłodzenie nie przynosi rezultatu. Intensywne szkolenia – zarówno teoretyczne, jak i praktyczne – przeszło do tej pory około 70 proc. polskich strażaków, a analogiczne programy prowadzą formacje ratownicze w Niemczech, Holandii i Czechach. W Niderlandach stosuje się dodatkowo mobilne kurtyny wodne ograniczające wydzielanie toksycznego dymu do otoczenia garaży podziemnych.

Rozwój technologii akumulatorowej i perspektywy bezpieczeństwa

Producenci chemikaliów do ogniw obiecują, że do końca dekady kobalt i nikiel w katodach stopniowo zastąpią mangan lub fosforan żelaza, co obniży kaloryczność ewentualnego pożaru o ponad 30 proc. Równolegle rozwijane są baterie ze stałym elektrolitem, które według testów instytutów badawczych gasną samoczynnie w ciągu kilkudziesięciu sekund po przebiciu obudowy. Dla rynku oznacza to podniesienie poprzeczki bezpieczeństwa niespotykane w historii motoryzacji, ponieważ tradycyjne paliwa ciekłe – benzyna i olej napędowy – nie doczekały się w ostatnich dwóch dekadach porównywalnej rewolucji. Już teraz europejskie przepisy homologacyjne wymagają, by pojazd elektryczny informował system pokładowy o niekontrolowanym wzroście temperatury z co najmniej piętnastominutowym wyprzedzeniem, dając kierowcy czas na zatrzymanie i bezpieczną ewakuację. Jeżeli te trendy technologiczne utrzymają tempo, zagrożenie pożarowe związane z elektromobilnością będzie nadal spadać, a dyskusja wokół tematu stanie się w przyszłości równie marginalna, jak obecnie rozmowy o samozapłonie benzynowych gaźników.