Dziewięć lat, blisko sto czterdzieści prób i rachunek wyższy niż przeciętny koszt całego kursu – tak wyglądała droga trzydziestoletniego mieszkańca Małopolski do upragnionego wyniku pozytywnego na teście teoretycznym prawa jazdy. Choć historia wydaje się skrajnym przypadkiem, przykuwa uwagę do szerszego problemu: w Polsce zaliczenie egzaminu – zwłaszcza za pierwszym razem – okazuje się dla wielu kandydatów przeszkodą trudniejszą niż samo opanowanie zasad ruchu drogowego.

Statystyki Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego (WORD) potwierdzają, że kłopoty kursantów nie są wyłącznie anegdotą. W 2023 roku pozytywny wynik z części teoretycznej kategorii B uzyskało zaledwie 41,6% osób przy pierwszym podejściu, a licząc wszystkie próby – 35%. Podobnie wymagający jest sprawdzian praktyczny; tam średnia krajowa oscyluje wokół 28–30%. Skąd bierze się tak wysoki poziom trudności i jak wypada on na tle innych państw europejskich?

Wyzwanie egzaminu teoretycznego: skala zjawiska

Na etapie testu pisemnego kursant musi odpowiedzieć na 32 pytania, z czego już trzy poważne błędy oznaczają niepowodzenie. Każde kolejne podejście wiąże się z opłatą (obecnie 30 zł), ale też z coraz większym stresem – szczególnie że terminem zdania teorii warunkuje się możliwość przystąpienia do jazd egzaminacyjnych. W większych ośrodkach termin oczekiwania na wolny slot potrafi przekraczać miesiąc, co dodatkowo wydłuża proces kształcenia.

Istotne są również różnice regionalne. W Ostrołęce, Suwałkach czy Rzeszowie skumulowana zdawalność teorii sięga 50–55%, podczas gdy w Krakowie, Radomiu czy Elblągu bywa niższa niż 30%. Rozbieżności wynikają m.in. z liczby kandydatów przypadających na jednego egzaminatora, różnic w metodach szkolenia oraz jakości dostępnych materiałów dydaktycznych. W praktyce oznacza to, że miejsce zamieszkania może w znaczący sposób determinować trudność zdobycia uprawnień.

Polska a reszta Europy: gdzie trudność jest najwyższa?

Kiedy spojrzymy na dane publikowane przez europejskie instytuty transportu, polska zdawalność jawi się jako jedna z najniższych na kontynencie. W Niemczech pozytywny wynik egzaminu teoretycznego uzyskuje ok. 60% zdających, w Hiszpanii – 64%, a w Czechach – blisko 70%. Najbardziej zbliżoną do Polski statystykę notuje Wielka Brytania, gdzie tamtejszy Driver & Vehicle Standards Agency podaje, że w roku budżetowym 2022/2023 test teoretyczny zaliczyło 44% kandydatów.

Różnice występują także w części praktycznej. Francuski „examen pratique” kończy się sukcesem dla około 55% osób, brytyjski – dla nieco poniżej 50%, natomiast w Polsce wynik ten oscyluje wokół 30%. Wiele państw, które notują wyższą skuteczność, inwestuje w rozbudowane materiały multimedialne, symulatory oraz dłuższe – choć niekoniecznie droższe – szkolenia na placu manewrowym.

Czynniki wpływające na niski odsetek sukcesów

1. Stres egzaminacyjny: Polskie procedury zakładają ocenę w czasie rzeczywistym, a egzaminator ma obowiązek natychmiast przerwać jazdę przy poważnym błędzie. Taka sytuacja wzmaga napięcie, które – według psychologów transportu – obniża zdolność podejmowania decyzji nawet u osób dobrze przygotowanych.

2. Niejednolita jakość kursów: Przepisy dopuszczają minimalny limit 30 godzin teorii i 30 godzin jazd, jednak ich realizacja bywa różna. Raport Najwyższej Izby Kontroli podkreślał, że co trzeci ośrodek szkolenia nie zapewnia pełnego czasu ćwiczeń lub korzysta z przestarzałej floty pojazdów, co przekłada się na braki kompetencyjne kursantów.

3. Konstrukcja bazy pytań: Polska baza liczy ponad 3 tys. scenariuszy, z których część jest rotacyjnie ukryta. Utrudnia to naukę „na pamięć”, co z jednej strony pełni funkcję filtrującą, z drugiej bywa przeszkodą dla osób uczących się z nieaktualnych zestawów.

4. Koszty ekonomiczne: Kompletne szkolenie to wydatek rzędu 3000–4000 zł, a każde dodatkowe podejście do egzaminu czy jazdy doszkalające generują kolejne opłaty. W efekcie kursant po serii niepowodzeń nierzadko rezygnuje lub odkłada zdobycie prawa jazdy na później.

Potencjalne kierunki zmian i dobre praktyki szkoleniowe

Eksperci wskazują, że kluczowe dla poprawy wskaźników zdawalności jest zrównoważenie wymogów egzaminacyjnych z rzetelnym przygotowaniem kandydatów. W krajach skandynawskich, które osiągają ponad 70% zdawalności części praktycznej, standardem są jazdy szkoleniowe w trudnych warunkach pogodowych, symulatory poślizgu i elementy eco-drivingu. W Austrii obowiązuje kilkustopniowy system kursów uzupełniających – po zdobyciu prawa jazdy młodzi kierowcy wracają na zajęcia doskonalące, co pozwala egzaminowi skupić się na kluczowych umiejętnościach podstawowych, a bardziej zaawansowane zagadnienia omawiać później.

W Polsce coraz częściej mówi się o wprowadzeniu telematyki do procesu szkolenia, tak by instruktor mógł monitorować styl jazdy kursanta poza jazdami obowiązkowymi. Dyskutuje się także nad ujednoliceniem standardu pojazdów egzaminacyjnych w całym kraju oraz nad wprowadzeniem obowiązkowego modułu radzenia sobie ze stresem. Zmian legislacyjnych jednak na razie nie zapowiedziano, dlatego wynik egzaminu wciąż zależy głównie od jakości lokalnego ośrodka, zaangażowania instruktora i samodyscypliny ucznia. Jeśli te trzy elementy zagrają razem, nawet najbardziej złożony test okaże się wyzwaniem, a nie barierą nie do pokonania.