Słynny brytyjski dziennikarz motoryzacyjny postanowił rozstać się ze swoim białym Porsche 911 Carrera S z 2010 roku. Samochód, utrzymany w niemal kolekcorskim stanie, trafia pod młotek bez ceny minimalnej i już teraz wzbudza ożywione dyskusje wśród fanów marki – zwłaszcza ze względu na niecodzienny detal umieszczony na tylnej klapie.
Ekscentryczny garaż prezentera
Właściciel słynie z nietuzinkowych wyborów. W jego dotychczasowej flocie obok włoskich i brytyjskich klasyków znajdowały się tak skrajnie różne modele, jak druga generacja Fiata Pandy czy budżetowa Dacia Sandero. Z drugiej strony potrafił docenić kunszt ręcznie składanych limuzyn – przez kilka lat użytkował Bentleya T2 – a także rasowe supersamochody, w tym Ferrari 458 Speciale. Ta różnorodność zdradza coś więcej niż tylko kaprys; dziennikarz od lat twierdzi, że ceni zarówno inżynierską finezję, jak i prostotę konstrukcji, o ile dany pojazd spełnia swoje pierwotne zadanie.
Porsche 911 zajmuje w tym zestawieniu miejsce szczególne. Model 997 po liftingu uchodzi za ukoronowanie tradycyjnej, wolnossącej ery marki. Nie dziwi zatem, że właśnie ta generacja, a nie nowsze wydania z turbodoładowaniem, znalazła się w jego garażu.
Carrera S z wolnossącym bokserem
Egzemplarz wystawiony na sprzedaż należy do drugiej fazy produkcyjnej 997 i napędzany jest 3,8-litrowym bokserem o mocy 385 KM. Silnik wyposażono już w bezpośredni wtrysk benzyny, co podniosło sprawność i wyeliminowało kilka usterek trapiących wcześniejsze wersje. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje około 4,5 sekundy, a prędkość maksymalna przekracza 300 km/h.
Wybór sześciobiegowej skrzyni manualnej przypadnie do gustu purystom, którzy cenią bezpośrednie połączenie z mechaniką samochodu. W tym wariancie nie znajdziemy napędu na cztery koła ani ekstremalnego pakietu Turbo – to czysta, tylnonapędowa Carrera S pozbawiona zbędnych gadżetów, dzięki czemu masa własna pozostaje rozsądna i wynosi niespełna 1,4 tony.
Egzemplarz wystawiony na aukcję
Samochód pokonał dotąd około 50 000 km, co przy tej konstrukcji oznacza wciąż początek długiej służby. Nadwozie w odcieniu Carrara White zestawiono z tapicerką Ocean Blue; zestaw ten rzadko widuje się w poliftingowych 997. Auto serwisowano według zaleceń producenta, a ostatni przegląd obejmował komplet nowych opon na przedniej osi, wymianę oleju w silniku oraz świeży raport brytyjskiego badania technicznego MOT.
Dodawane są wszystkie fabryczne dokumenty: specyfikacja zamówienia, książka serwisowa, instrukcje obsługi i faktury. Na liście drobiazgów jest także pędzelek detailingowy, którego właściciel używał do czyszczenia kratek wentylacyjnych – sympatyczny akcent podkreślający dbałość o detale.
Kontrowersyjna wycieraczka na tylnej klapie
Najwięcej emocji budzi jednak pojedyncze ramię wycieraczki zamontowane na charakterystycznie ukształtowanej szybie. Dla jednych psuje opływową linię 911, dla innych czyni auto bardziej praktycznym podczas codziennej eksploatacji. W przypadku Carrery S jest to opcja rzadko wybierana – w latach produkcji 997 II decydowało się na nią zaledwie kilka procent nabywców.
Ich motywacja była prozaiczna: lepsza widoczność w deszczu i w chłodniejszych warunkach, gdy nad tylnym spojlerem gromadzi się wilgoć. W opinii sprzedającego wycieraczka wpisuje się w filozofię „używaj, nie tylko podziwiaj”, która towarzyszyła mu podczas całego okresu eksploatacji auta. Paradoksalnie, właśnie ten pozornie banalny element może dziś podnieść wartość kolekcjonerską, ponieważ potwierdza autentyczność konfiguracji.
Ile zapłaci nowy właściciel?
Przy obecnej koniunkturze rynkowej, zadbane Carrery S z końca produkcji 997 potrafią osiągać ceny przekraczające 65 000 funtów. Aukcje bez dolnego limitu przyciągają kolekcjonerów liczących na okazję, ale rozpoznawalne nazwisko sprzedającego działa w przeciwnym kierunku – podbija zainteresowanie i finalną kwotę. Jeśli licytacja zakończy się w górnej części przewidywanego przedziału, omawiane 911 może stać się jednym z droższych egzemplarzy tej generacji sprzedanych w Wielkiej Brytanii w ostatnich miesiącach.
Niezależnie od kwoty, kupujący otrzyma w pełni udokumentowany, manualny, wolnossący egzemplarz modelu, który wielu entuzjastów uznaje za ostatnie prawdziwie analogowe wcielenie legendarnej dziewięćsetjedenastki. A do tego – choć to rzecz najbardziej dyskusyjna – wycieraczkę, o której jeszcze długo będzie można opowiadać przy każdym spotkaniu klubu Porsche.