Najnowsze wcielenie Range Rovera nie próbuje zdobywać uwagi krzykliwymi ornamentami. Zamiast tego prezentuje sylwetkę, która równocześnie emanuje spokojem i siłą, a przy tym skrywa pomysł, z którym brytyjska marka eksperymentuje od ponad pięćdziesięciu lat: luksus i dzielność terenową w jednym opakowaniu. Najświeższy model dodaje do tego zaskakująco praktyczny detal – dwuczęściową klapę bagażnika, która błyskawicznie zamienia się w wygodną kanapę pod otwartym niebem, wyposażoną w oparcia, oświetlenie i własne głośniki.
Za tym pozornie prostym rozwiązaniem kryje się spójna koncepcja podróżowania. Projektanci chcieli stworzyć samochód, który nie tylko przewiezie pasażerów, lecz także zaoferuje im miejsce do relaksu w chwilach postoju – czy to na polowaniu w szkockich wrzosowiskach, czy podczas pikniku pod alpejskim lodowcem. Aby zrozumieć, jak udało się osiągnąć ten balans między subtelnym stylem a prawdziwą funkcjonalnością, warto cofnąć się do początków marki.
Od farmy do salonu: narodziny idei luksusowego terenowca
Kiedy pierwszy Range Rover zadebiutował w 1970 r., rynek samochodów z napędem 4×4 podzielony był na użytkowe woły robocze i kosztowne limuzyny przeznaczone wyłącznie do asfaltu. Brytyjscy inżynierowie postanowili połączyć te dwa światy. Samonośne nadwozie, stały napęd na cztery koła i długa droga zawieszenia pozwalały bez wysiłku pokonywać błoto i szuter, a równocześnie klimatyzacja, dywanowe wykończenie wnętrza i wygodne fotele oferowały poziom komfortu znany dotąd z segmentu premium.
Ta koncepcja trafiła w zapotrzebowanie arystokracji, przemysłowców i gwiazd kina. Kolejne generacje – od klasycznego „Classic” przez popularnego w latach 90. P38A aż po obecnego, piątego już Range Rovera – konsekwentnie rozwijały formułę. Luksusowe materiały, zawieszenie pneumatyczne i coraz bardziej zaawansowane systemy kontroli trakcji sprawiły, że model stał się synonimem eleganckiej mobilności bez ograniczeń geograficznych.
Redukcja jako luksus: język projektowania nowego Range Rovera
Główny projektant marki, Gerry McGovern, nazywa stylistyczny kierunek „reductive design”. Oznacza to rezygnację z niepotrzebnych linii i zdobień na rzecz doskonałych proporcji i precyzyjnych detali. Karoseria nowego Range Rovera tworzy niemal monolityczną bryłę: szyby są zlicowane z poszyciem, klamki chowają się w drzwiach, a reflektory LED przypominają drobne biżuteryjne elementy, które ożywają dopiero po zmroku.
Taki minimalizm nie tylko poprawia aerodynamikę – współczynnik oporu wynosi zaledwie 0,30, co jest imponującym wynikiem w klasie dużych SUV-ów – lecz także podkreśla wrażenie spokoju. Wnętrze kontynuuje tę filozofię: szerokie powierzchnie fornirowanego drewna, aluminiowe wykończenia frezowane diamentowo oraz skóra pozyskiwana z garbarni neutralnych klimatycznie układają się w harmonijną całość. Ekran systemu Pivi Pro wydaje się unosić nad deską rozdzielczą, a klasyczne pokrętła klimatyzacji zachowano, by obsługa pozostała intuicyjna.
Technologia niewidoczna gołym okiem
Pod subtelną karoserią znajduje się zupełnie nowa platforma MLA-Flex, przystosowana do napędów spalinowych, hybrydowych plug-in i – w przyszłości – w pełni elektrycznych. Już dziś klienci mogą wybrać 3-litrową jednostkę R6 z miękką hybrydą, potężne 4,4-litrowe V8 z techniką bi-turbo lub hybrydę ładowaną z gniazdka, która potrafi przejechać ponad 100 km w trybie bezemisyjnym. Niezależnie od wariantu kierowca otrzymuje standardowy napęd na cztery koła, skrętną tylną oś oraz adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne sterowane kamerą analizującą drogę.
Komfort wspierają też rozwiązania akustyczne: w zagłówkach umieszczono głośniki emitujące przeciwdźwięki, które niwelują hałasy toczenia. Opcjonalny pakiet „Tailgate Event Suite” – wspomniany mobilny salon – wykorzystuje tę samą ideę dyskretnego luksusu. Po otwarciu dwuczęściowej klapy dolny segment staje się wygodnym siedziskiem, a ukryte w burtach oświetlenie LED i miniaturowe głośniki Meridian tworzą kameralną strefę wypoczynku. Całość wytrzymuje ciężar dwóch dorosłych osób, a wyściełane poduszki można przechowywać w bocznych kieszeniach bagażnika.
Pozycja w segmencie i wyzwania przyszłości
Konkurenci nie próżnują: Mercedes-Maybach GLS oferuje wnętrze przypominające gabinet SPA, Bentley Bentayga kusi ręcznie szytymi skórzanymi pikowaniami, a Porsche Cayenne inwestuje w sztywność podwozia i sportowe osiągi. Range Rover odpowiada na te strategie nie ilością chromu, lecz charakterem. Repertuar jego talentów obejmuje 900 mm głębokości brodzenia, tryb Terrain Response 2 automatycznie dopasowujący parametry układu napędowego oraz zdolność przewiezienia pasażerów w atmosferze salonu muzycznego.
Nad marką unosi się jednak widmo elektryfikacji. W pełni bateryjny Range Rover, zapowiedziany już na 2024 r., będzie musiał pogodzić bezgłośną trakcję z surowymi wymaganiami terenowymi i zachować to, co dziś stanowi o sile modelu – dyskretny prestiż. Jeśli inżynierom uda się osiągnąć ten cel, brytyjski SUV potwierdzi, że autentyczny luksus nie potrzebuje fajerwerków, by pozostać na szczycie motoryzacyjnej hierarchii.