Siedem miejsc, dwulitrowy turbodiesel o mocy 193 KM i dołączany napęd 4×4 – tak skonfigurowana Skoda Kodiaq obiecuje bezproblemowe przemierzanie setek kilometrów w komplecie pasażerów i z pełnym bagażnikiem. Po kilku dniach intensywnych testów w mieście, na autostradzie i poza utwardzonymi drogami można już powiedzieć, czy największy SUV czeskiej marki rzeczywiście łączy rodzinny komfort z wytrzymałością auta wyprawowego.
Rodzinny SUV bez kompromisów
Przestrzeń kabiny jest pierwszym elementem, który odróżnia Kodiaqa od większości pięciomiejscowych rywali. Drugi rząd siedzeń przesuwa się w zakresie 18 cm, co pozwala wyregulować ilość miejsca na nogi albo powiększyć przestrzeń bagażową. Trzeci rząd, choć przeznaczony głównie dla dzieci lub dorosłych do 175 cm wzrostu, składa się na płasko w podłogę, tworząc niemal idealnie równą powierzchnię załadunkową. Z kolei bagażnik przy układzie pięciomiejscowym mieści ponad 800 l, a po złożeniu wszystkich oparć powstaje przestrzeń mieszcząca niespełna 2 m³ – to wartości porównywalne z dużymi vanami.
W najnowszej odsłonie pojawiły się cyfrowe zegary Virtual Cockpit, opcjonalne fotele z certyfikatem AGR z 18-stopniową regulacją i masażem oraz nowszy system infotainment MIB3 z aktualizacjami OTA. W kabinie widać nacisk na funkcjonalność: fizyczne pokrętła do sterowania temperaturą i głośnością pozwalają obsługiwać większość funkcji w rękawiczkach, co doceni każdy kierowca planujący zimowe wyjazdy w góry.
Na tle konkurentów z Dalekiego Wschodu
Porównując Kodiaqa z koreańskimi SUV-ami segmentu D – Hyundaiem Santa Fe i Kią Sorento – w oczy rzuca się przede wszystkim odmienna filozofia wnętrza. Skoda stawia na klasyczną ergonomię, natomiast Azjaci coraz częściej przenoszą wszystkie przyciski do ekranu dotykowego, co bywa kłopotliwe podczas jazdy. Pod względem jakości wykończenia różnice się zatarły: Kia i Hyundai korzystają z miękkich tworzyw i skór ekologicznych klasy premium, jednak czeski model odpowiada na to solidnymi wstawkami z Alcantary i precyzyjnym spasowaniem paneli.
Za przewagą Kodiaqa przemawia także dostępność reflektorów matrycowych LED sterowanych kamerą oraz pełnego pakietu systemów Travel Assist (aktywny tempomat, utrzymanie pasa, asystent jazdy w korkach). Większość wymienionych elementów w rywalach wymaga najwyższych odmian wyposażenia. Z kolei koreańskie SUV-y mogą skusić klientów standardowymi, pięcioletnimi gwarancjami bez limitu przebiegu i szeroką ofertą hybryd, których w Kodiaqu – poza wersją iV Plug-In przeznaczoną głównie dla flot – wciąż brakuje.
Pakiety wyposażenia w praktyce
Prezentowany egzemplarz należy do linii Sportline, którą wyróżniają czarne dodatki nadwozia, kubełkowe fotele ze zintegrowanymi zagłówkami i progresywny układ kierowniczy. Lista elementów standardowych obejmuje podgrzewaną kierownicę, trzystrefową klimatyzację oraz klapę bagażnika z czujnikiem ruchu pod zderzakiem. Zaawansowany system audio Canton, podwójną podłogę bagażnika i panoramiczny dach ładujemy jednak w formie pakietów. Taki sposób konfiguracji ułatwia sprzedaż samochodów na rynku wtórnym – kupujący od razu widzi, co otrzymuje – ale jednocześnie potrafi podnieść cenę o kilkanaście procent.
W praktyce do najczęściej wybieranych dodatków należą: pakiet Komfort (wentylacja przednich foteli i podgrzewanie drugiego rzędu), pakiet Family (roletki przeciwsłoneczne, dodatkowe gniazda USB-C, blokada rodzicielska) oraz system DCC z wyborem trybu jazdy. Łączny koszt doposażenia testowanego egzemplarza przekroczył 60 tys. zł, co przesunęło go z poziomu rodzinnego auta „na każdą kieszeń” do klasy średniego segmentu premium.
Na drodze – kultura pracy i spalanie
Dwulitrowe TDI w najnowszej specyfikacji Euro 6d wykorzystuje układ Twin-Dosing z podwójnym wtryskiem roztworu AdBlue, redukując emisję NOx nawet o 80%. W połączeniu z 7-biegową skrzynią DSG i międzyosiowym sprzęgłem Haldex piątej generacji pozwala przyspieszyć do 100 km/h w nieco ponad 7,5 s, co przy masie własnej 1,8 t traktować należy jako wynik więcej niż satysfakcjonujący. Zawieszenie oparte na kolumnach MacPhersona z przodu i wielowahaczach z tyłu dobrze filtruje poprzeczne nierówności, a przy prędkościach autostradowych stabilizuje nadwozie bez konieczności częstych korekt kierownicą.
Średnie spalanie z trasy Kraków–Gdańsk (450 km, prędkości do 140 km/h) wyniosło 6,8 l/100 km przy temperaturze zewnętrznej 12 °C i czterech osobach na pokładzie. W ruchu miejskim, z częstym korzystaniem z funkcji Start-Stop, komputer pokładowy pokazał od 9 do 10 l/100 km. Odgłosy opływu powietrza stają się słyszalne dopiero powyżej 130 km/h, natomiast subtelne wibracje jednostki wysokoprężnej giną w szumie opon już przy 80 km/h.
Specyfikacja i koszty
Silnik: 4-cylindrowy turbodiesel 2,0 l TDI, moc maksymalna 193 KM przy 3600 obr./min, moment obrotowy 400 Nm w zakresie 1750–3250 obr./min. Skrzynia biegów: 7-stopniowe DSG, napęd: dołączany 4×4 z aktywnym sprzęgłem wielopłytkowym. Przyspieszenie 0–100 km/h: 7,8 s. Prędkość maksymalna: 220 km/h. Zużycie paliwa według WLTP: 6,5 l/100 km (mieszany). Wymiary zewnętrzne: długość 4,76 m, szerokość 1,86 m, wysokość 1,68 m. Pojemność bagażnika: 270 l (siedem foteli), 805 l (pięć foteli), 2065 l (dwa fotele). Zbiornik paliwa: 58 l. Masa własna: 1764 kg. Cena katalogowa wersji 2.0 TDI 4×4 Sportline startuje od 206 100 zł; egzemplarz z dodatkami wyceniono na 269 850 zł, uwzględniając lakier metalik, pakiet Komfort, system Canton, DCC oraz 20-calowe felgi.
(Zdjęcia: Skoda Auto – materiały prasowe; fotografie wnętrza, reflektorów i detali Sportline wykonane podczas testu prywatnego autora.)