Dubai od lat rywalizuje o miano światowej stolicy luksusu, lecz dopiero połączenie połyskujących wież ze świdrującym pomrukiem bokserów Porsche stworzyło widowisko, o którym mówi dziś cała motoryzacyjna branża. Piąta edycja festiwalu Icons of Porsche wypełniła przestrzeń Dubai Design District po brzegi: ponad trzydzieści tysięcy gości z sześciu kontynentów, reprezentanci pięćdziesięciu klubów i prawie tysiąc egzemplarzy Porsche – od przedwojennych prototypów po samochody, które swoją cyfrową premierę miały zaledwie kilka dni wcześniej.

Wydarzenie, które jeszcze kilka lat temu przypominało kameralny zlot właścicieli z Półwyspu Arabskiego, urosło do rangi pełnowymiarowego festiwalu kultury, designu i sportu motorowego. Organizatorzy rozmieścili cztery główne strefy: Heritage, Motorsport, Exclusive Manufaktur oraz Technologie, każdą zaprojektowaną z teatralnym rozmachem i dbałością o najmniejszy detal. Spacer między nimi przypominał podróż w czasie – od drewnianych form nadwozi wczesnych 356-ek po doskonałą aerodynamikę prototypów Le Mans.

Dubai Design District pod znakiem Porsche

Już przy wejściu uwagę zwracały dwie potężne bramy w kształcie skrzydeł drzwi „gullwing”, które płynnie wprowadzały zwiedzających w świat marki. Tło dla wystawy stanowiły surowe betonowe fasady d3, kontrastujące z lakierowanymi na wysoki połysk karoseriami – po zmroku dodatkowo podkreślonymi mappingiem świetlnym. W strefie Heritage ustawiono chronologiczną aleję ikon, w której znalazły się m.in. 550 Spyder, rzadko pokazywany 904 GTS i egzemplarz 356/1 Roadster, wiernie odrestaurowany przez fabryczne muzeum w Stuttgarcie. Każde auto opatrzono tablicą z kodem QR, dzięki czemu goście mogli od razu przenieść się do wirtualnego archiwum z filmami, specyfikacjami i wywiadami z inżynierami.

Motorsportową część terenów wypełniły trybuny, symulatory i prowizoryczny pit-lane. Na żywo pracowały zespoły serwisowe, demonstrując, jak w czterdziestopięciosekundowy pit-stop upchnąć wymianę opon, dolanie paliwa i korektę skrzydła 911 GT3 R. Każdy, kto wyrażał odrobinę odwagi, mógł spróbować swoich sił w symulatorze 963 LMDh – ten sam software, którego używa fabryczna ekipa przed startami w Długodystansowych Mistrzostwach Świata FIA.

Srebrny jubileusz Carrery GT i renesans Cayenne

Dwadzieścia pięć lat od debiutu Carrery GT Porsche uczciło w sposób, który trudno będzie komukolwiek przebić. W jednym rzędzie ustawiono szesnaście egzemplarzy supersamochodu – w tym prototyp z silnikiem wyścigowym V10 opracowanym pierwotnie dla Formuły 1. Obok tradycyjnego „Seal Grey” można było zobaczyć rzadko spotykane lakiery Sonderwunsch, jak „Oak Green Metallic” czy jedyny w swoim rodzaju „Arctic Blue”. Fachowcy z Porsche Exclusive Manufaktur opowiadali o programie personalizacji, który w czasie produkcji pozwalał dobrać odcień skóry pod kolor paszportowej okładki właściciela – i jak to wpływa dziś na wartość rynkową, sięgającą nierzadko czterech milionów euro.

Cayenne świętowało z kolei dwudziestą rocznicę obecności w katalogu marki, a do Dubaju przyjechał pierwszy w historii egzemplarz poddany pełnej rekonstrukcji w ramach nowego programu Factory Re-Commission. Z zewnątrz lakier „Black Olive” nawiązywał do palety lat siedemdziesiątych, a wewnątrz królowały pepitka Pasha i olejowana skóra. Historia samochodu – od 276-tysięcznego przebiegu po trzydziestoczterotysięczną wyprawę właściciela przez 28 krajów – była powtarzana przy każdym stoliku z kawą, stając się nieoficjalną legendą tegorocznej imprezy.

Premiera, która wywołała dreszcze: Cayenne Turbo Electric

Prąd w instalacji 800 V to dziś w Porsche nie nowość, ale wprowadzenie go do dużego, siedmioosobowego SUV-a otwiera nowy rozdział. Na głównej scenie, oświetlonej zielonym laserem, zadebiutowało Cayenne Turbo Electric – 680 KM mocy systemowej, moment obrotowy przekraczający tysiąc niutonometrów i przyspieszenie do setki w 3,5 s. Krótki, transmitowany na żywo sprint przeciwko 918 Spyder wzbudził salwy oklasków, gdy elektryczny rodzinny samochód minął linię mety o pół długości przed kultowym hypercarem. Inżynierowie wyjaśniali, że tajemnica tkwi nie tylko w mocy, lecz także w adaptacyjnym napędzie czterech kół oraz zupełnie nowym oprogramowaniu zarządzającym przepływem energii w baterii o pojemności 120 kWh.

Obok „Turbo Electric” Porsche pochwaliło się prototypem modułowej stacji ładowania, zdolnej w warunkach pustynnych utrzymać moc 320 kW bez zewnętrznego chłodzenia wodnego. Kilka takich kontenerów ma w ciągu dwóch lat obsługiwać trasę Dubaj – Abu Zabi, a producent zapowiada, że technologia trafi również do mobilnych padoków wyścigów Formuły E.

Legendarny pit-lane: skarby muzeum i torowe innowacje

Największym magnesem w strefie Raceborn pozostał 917/30 w pastelowym malowaniu Vaillant – auto, które w sezonie 1973 serii Can-Am dominowało z mocą przekraczającą 1100 KM. Tuż obok ustawiono 959 Paris-Dakar po świeżej, dwuletniej renowacji prowadzonej w Weissach. Mechanicy przyznali, że najwięcej trudności sprawiło odtworzenie elektroniki wtrysku, bo oryginalne schematy przechowywano w formie mikrofilmów.

Ramię w ramię z klasykami stała najnowsza 911 GT3 R Rennsport o mocy 620 KM, a obok – zestaw aero Manthey-Kit dla generacji 992.2. Inżynier Thomas Laudenbach, dyrektor Porsche Motorsport, potwierdził na scenie, że dzięki pakietowi czas okrążenia Nordschleife skrócono o 2,9 s, co równocześnie zachowuje homologację drogową. Publika mogła odnaleźć się pośród części z włókna konopnego, eksperymentalnego materiału wykorzystywanego w projektach zrównoważonego motorsportu, oraz wydechów tytanowych, które były gorące od ciągłych odpaleń demonstracyjnych.

Sztuka, lifestyle i niepowtarzalna wspólnota

Choć kluczem imprezy pozostały samochody, równie silnie wybrzmiała sfera kultury. Na żywo malowali artyści z Berlina, Tokio i São Paulo, a każdy obraz trafiał na aukcję charytatywną wspierającą fundację Ferry Porsche Foundation. Najdłuższe kolejki ustawiły się do pop-artowych figurek „The Monsters” Kasinga Lunga – specjalnej edycji na sześćdziesięciolecie 911 Targa, limitowanej do 911 sztuk i wyprzedanej w dwie godziny.

Przestrzenie chill-outowe z leżakami szytymi z recyklingowanych pasów bezpieczeństwa, warsztaty z fotografii motoryzacyjnej prowadzone przez ekipę „Petrolicious” czy degustacje kawy wypalanej w pobliżu centrum testowego w Lipsku – wszystko to tworzyło atmosferę, w której nowi adepci marki spotykali się z weteranami, a przyjaźnie zawiązywały się równie szybko jak rekordowe sprinty Turbo S. Dubajskie Icons of Porsche udowodniło, że w XXI wieku marka z Zuffenhausen potrafi połączyć high-tech, historię i sztukę, pokazując przy tym, że prawdziwy luksus to nie tylko osiągi, lecz przede wszystkim ludzie, którzy wspólnie dzielą jedną pasję.