Rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie rozpaliły ceny ropy i odsłoniły kruchość współczesnych łańcuchów dostaw energii. Zdaniem Kamila Sobolewskiego, głównego ekonomisty Pracodawców RP, obecne zwyżki na stacjach są jedynie zapowiedzią głębszego wstrząsu, który może potrwać miesiące, a nawet lata. Ekspert ostrzega, że bez odważnych decyzji koszty paliw będą powracały jak bumerang, za każdym razem uderzając mocniej w portfele konsumentów i firmy.
Ceny ropy pod presją geopolityki
Atak na infrastrukturę naftową w rejonie Zatoki Perskiej, częściowa blokada Cieśniny Ormuz i obawy o przerwanie transportu tankowcami już zdążyły podnieść notowania ropy Brent o kilkadziesiąt procent względem początku roku. Międzynarodowa Agencja Energii ocenia, że nawet krótkotrwały spadek eksportu z regionu odpowiadającego za ponad jedną piątą światowego wydobycia może wywołać deficyt surowca na globalnym rynku. Dodatkowym czynnikiem napędzającym wzrosty są decyzje głównych producentów skupionych w OPEC+, którzy utrzymują ograniczenia wydobycia, aby stabilizować własne przychody.
Drogi diesel i benzyna: rachunek dla gospodarki
Gwałtownie drożejące paliwa uderzają nie tylko w kierowców. Ponad 70 proc. towarów w Polsce trafia do sklepów transportem drogowym, którego koszty są bezpośrednio zależne od ceny oleju napędowego. Wyższe wydatki firm spedycyjnych zostaną przerzucone na sieci handlowe, a stamtąd na konsumentów. Według wyliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego podwyżka litra paliwa o 1 zł może podbić inflację CPI o 0,3 punktu procentowego w horyzoncie sześciu miesięcy. Wrażliwy jest również sektor usług – od firm kurierskich, przez budownictwo po turystykę – gdzie paliwo stanowi istotny składnik kosztów operacyjnych.
Inflacyjne domino – kiedy podwyżki trafią do paragonów
Historia poprzednich kryzysów energetycznych pokazuje, że efekt cen ropy potrzebuje czasu, aby w pełni przebić się do koszyka dóbr konsumpcyjnych. W 2022 r. najwyższe tempo wzrostu cen żywności w Europie odnotowano dopiero kwartał po szczycie notowań baryłki. Ekonomiści banku centralnego szacują, że tym razem kumulacja może nastąpić wiosną: transport zamówień świątecznych i masowe tankowania przed sezonem urlopowym podbiją popyt, a słaba złotówka zwiększy koszt importu ropy rozliczanej w dolarach.
Jak wzmocnić odporność kraju na szoki paliwowe
„Najgorszą strategią jest udawanie, że rynek sam wróci do równowagi” – przekonuje Sobolewski, wskazując trzy kierunki działań. Po pierwsze, modernizacja floty transportowej poprzez wymianę starszych ciężarówek na modele Euro VI, które spalają nawet 20 proc. mniej oleju napędowego. Po drugie, rozwój kolei towarowej, zdolnej przejąć ładunki masowe na dystansach powyżej 300 km; każdy pociąg może zastąpić do 40 tirów. Po trzecie, budowa rezerw strategicznych paliw alternatywnych – w tym biometanu i wodoru – co pozwoli złagodzić skoki cen ropy w momentach kryzysowych.
Dotacje do oszczędnych samochodów zamiast dopłat do paliwa
Sobolewski argumentuje, że państwowe subsydia powinny przesunąć się z doraźnego tłumienia cen na stacjach w stronę finansowania efektywnych technologii. Wskazuje przykład Francji, gdzie kierowcy kupujący auta spalające poniżej czterech litrów na 100 km mogą liczyć na ulgę podatkową, a w Niemczech dopłaty do hybryd plug-in i małych samochodów elektrycznych wynoszą nawet kilka tysięcy euro. Taki model, przeniesiony do Polski, mógłby w perspektywie dekady ograniczyć krajowe zużycie benzyny i diesla o kilkanaście procent, co w razie kolejnego kryzysu obniżyłoby zarówno wielkość, jak i tempo wzrostu cen przy dystrybutorach.