Wieczory w Nowych Gutach od kilku tygodni wypełniają się hukiem silników i zapachem spalin, gdy na skute lodem Śniardwy wjeżdżają dziesiątki, a bywa że setki aut. Dla jednych to wspaniała okazja do poczucia adrenaliny i szlifowania umiejętności jazdy w poślizgu, dla innych – niepokojące zjawisko generujące hałas, ryzyko wypadków i zagrożenie dla największego jeziora w Polsce. Sytuacja unaocznia konflikt między swobodą rekreacji a potrzebą ochrony środowiska i spokoju lokalnej społeczności.

Szczyt sezonu: setki samochodów na Śniardwach

Śniardwy w rejonie Nowych Gut (woj. warmińsko-mazurskie) od lat przyciągają morsów, wędkarzy podlodowych i bojerowców. Tegoroczna zima do tej listy dopisała miłośników motoryzacji, którzy upodobali sobie taflę jako naturalny tor. Według szacunków miejscowych ratowników WOPR w ostatnie weekendy na lodzie potrafiło pojawić się około trzystu pojazdów, od seryjnych hatchbacków po wyspecjalizowane budżetowe rajdówki. Kierowcy organizują slalomy, wyścigi na czas i klasyczne drifty, dokumentując wszystko w mediach społecznościowych. Zainteresowanie napędzają filmy z Finlandii czy Szwecji, gdzie jazda po zamarzniętych jeziorach bywa zorganizowaną atrakcją turystyczną.

Amatorzy argumentują, że pusta lodowa przestrzeń pozwala bezpiecznie eksperymentować z techniką panowania nad pojazdem w poślizgu. Część z nich korzysta z płatnych treningów prowadzonych przez instruktorów sportu samochodowego. W odległości kilkuset metrów funkcjonuje wytyczony tor ratowników WOPR, jednak gros kierowców omija strefę biletowaną i zjeżdża na otwartą przestrzeń, tworząc spontaniczne rajdowe „miasto na lodzie”.

Rozrywka kontra codzienność mieszkańców Nowych Gut

Dla stałych mieszkańców wsi kilkanaście godzin warkotu silników, zwłaszcza w słoneczne weekendy, to nieoczekiwane wyzwanie. Hałas niósł się po zamarzniętej tafli daleko w głąb lądu, odbierając spokój również turystom szukającym ciszy mazurskiej zimy. Zdarzały się skargi na jadące po lodzie samochody jeszcze po zmierzchu, kiedy światła reflektorów i chmury śnieżnego pyłu zakłócały senny krajobraz.

Liderka miejscowego stowarzyszenia rozwoju wsi przekonuje, że nikt nie chce całkowicie zakazywać zimowej motoryzacji, pod warunkiem że odbywa się w wyznaczonych terminach i pod nadzorem. Mieszkańcy postulują maksymalnie kilka zlotów w sezonie, zaplanowanych z wyprzedzeniem, tak aby mogli dostosować do nich działalność agroturystyczną i codzienne obowiązki.

Luka prawna i ograniczone możliwości służb

Policja przyznaje, że prawo nie definiuje wprost, czy i na jakich zasadach można poruszać się samochodem po zamarzniętym jeziorze. Funkcjonariusze mają prawo reagować dopiero wtedy, gdy dochodzi do wykroczenia z zakresu ruchu drogowego, spożywania alkoholu lub stwarzania bezpośredniego zagrożenia życia. Mandaty są więc rzadkością, a najczęstszą formą interwencji pozostają pouczenia i kontrole stanu technicznego pojazdów.

Wody Polskie, odpowiedzialne za gospodarkę wodną, prowadzą akcje informacyjne. Ich komunikaty przypominają, że nawet warstwa lodu grubości 20–25% – uznawana za względnie bezpieczną dla samochodu osobowego – może mieć nagłe osłabienia spowodowane prądami, szczelinami czy zmienną temperaturą. Niebezpieczeństwo rośnie wraz z liczbą pojazdów, bo masa kilku ton obciąża taflę punktowo. Eksperci podkreślają, że w razie załamania lodu ratunek za pomocą klasycznego sprzętu wodnego bywa utrudniony, a czas reakcji służb jest kluczowy.

Delikatny ekosystem pod presją

Śniardwy leżą w obrębie Mazurskiego Parku Krajobrazowego, a część akwenu objęta jest siecią Natura 2000. Pęknięty zderzak, porzucona puszka po napoju czy wyciek oleju silnikowego to drobiazgi w skali rajdowego dnia, lecz wiosną, gdy lód topnieje, wszystkie pozostałości lądują w wodzie. Badania Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego pokazują, że związki ropopochodne i metale ciężkie odkładają się w osadach dennych, wpływając negatywnie na populacje ryb oraz bezkręgowców.

Przyrodnicy zwracają też uwagę na stres płoszonego ptactwa. W okresie zimowisk na tafli jeziora można spotkać łabędzie krzykliwe i kaczki lodówki, które wykorzystują polski akwen jako przystanek migracyjny. Stały hałas i ruch mechaniczny zmuszają je do częstego podrywania się do lotu, co obniża szanse przeżycia wyczerpanych osobników.

Możliwe scenariusze i dobre praktyki

Samorząd gminy Pisz oraz warmińsko-mazurski oddział WOPR proponują stworzenie jednolitego regulaminu korzystania z lodu: jasno wyznaczonego obszaru dla kierowców, limitu pojazdów i obowiązkowego ubezpieczenia OC. Podobne rozwiązania funkcjonują w fińskiej miejscowości Kuusamo, gdzie tor na jeziorze powstaje co roku we współpracy z władzami i służbami ratunkowymi, a zyski z biletów przeznaczane są na sprzątanie oraz monitoring środowiska.

Kolejny pomysł to sezonowe harmonogramy – przykładowo dwa weekendy w miesiącu z dopuszczoną jazdą rekreacyjną, co dałoby pasjonatom szansę legalnego treningu, a mieszkańcom gwarancję ciszy w pozostałe dni. Ekonomiści turystyki zauważają, że dobrze zorganizowane wydarzenia mogą stać się niszową atrakcją zimowych Mazur, pod warunkiem że towarzyszyć im będzie zaplecze sanitarne, strefy widokowe poza taflą jeziora i ekipa techniczna odpowiedzialna za porządek.

Dyskusja o Śniardwach dotyka szerszego problemu równowagi między sportem motorowym a ochroną przyrody. Jeśli nie pojawią się precyzyjne przepisy dotyczące wjazdu na zamarznięte akweny, kolejna mroźna zima przyniesie powtórkę scenariusza. Tymczasem zarówno entuzjaści, jak i krytycy zgodnie powtarzają: potrzebne są jasne reguły gry, aby adrenalina nie kłóciła się z bezpieczeństwem i troską o wyjątkowy mazurski krajobraz.