Rosnące koszty tankowania tradycyjnych paliw sprawiły, że wielu kierowców w Europie ponownie spogląda w stronę samochodów z napędem elektrycznym, a szczególnie tych z drugiej ręki, które są dostępne od ręki i coraz częściej w cenach konkurencyjnych wobec aut spalinowych. Według szacunków firmy analitycznej Jato Dynamics średnia cena litra oleju napędowego w Europie Zachodniej zbliżyła się tej wiosny do psychologicznej granicy dwóch euro, co historycznie stanowi punkt zapalny dla gwałtownych zmian w preferencjach zakupowych. W efekcie platformy ogłoszeniowe odnotowują skok liczby zapytań o używane elektryki, a dealerzy raportują wzrost realnych transakcji. Jak te zjawiska przekładają się na polski rynek i czy w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się braków podaży lub przeciwnie – okazji cenowych? Przyjrzyjmy się faktom.

Paliwowa gorączka podbija atrakcyjność napędu elektrycznego

Ostatnia fala zwyżek cen ropy, napędzana napięciami geopolitycznymi na Bliskim Wschodzie oraz cięciami wydobycia w ramach kartelu OPEC+, błyskawicznie przełożyła się na stacje paliw w Niemczech, Francji i krajach nordyckich. Przy wartości powyżej dwóch euro za litr kierowcy zaczynają intensywnie kalkulować całkowity koszt eksploatacji pojazdu. Nawet przy aktualnych, wyższych stawkach za energię elektryczną, ładowanie auta na szybkich stacjach typu HPC rzadko przekracza równowartość 70–90 groszy za przejechany kilometr, podczas gdy w przypadku benzyny może to być ponad 1,20 zł. Na rynku pierwotnym czas oczekiwania na nowe modele elektryczne wynosi przeważnie od trzech do dziewięciu miesięcy, co przekierowuje popyt na segment wtórny.

Dodatkowym czynnikiem zachęcającym do przejścia na prąd jest rosnąca gęstość infrastruktury ładowania. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA) podaje, że w ubiegłym roku liczba publicznych punktów ładowania zwiększyła się o 40%, a tempo przyrostu w krajach Europy Środkowej było nawet wyższe od średniej. Skutkiem jest obniżenie tzw. „lęku zasięgowego”, który jeszcze kilka lat temu hamował rynek wtórny elektryków.

Rynek wtórny pod lupą: ceny, dostępność, trendy

Analiza baz ogłoszeniowych w pierwszym kwartale bieżącego roku pokazuje, że mediana ceny pięcioletniego hatchbacka segmentu B z napędem elektrycznym w Niemczech spadła o około 12% rok do roku, natomiast w Polsce – o 9%. To rezultat kumulacji pojazdów poleasingowych i poflotowych, które wracają na rynek po 24–36 miesiącach użytkowania. Według danych firm remarketingowych taka podaż będzie rosła przez najbliższe dwa lata, ponieważ najwyższy wolumen kontraktów na wynajem długoterminowy był podpisywany w latach 2021–2022, kiedy subsydia dla firm sięgały nawet 27 tys. euro w Europie Zachodniej.

Jednocześnie w Europie notuje się strukturalny deficyt niektórych popularnych modeli spalinowych z powodu redukcji produkcji w czasie pandemii, co podnosi ich wartość na rynku wtórnym. Dla kupującego oznacza to, że relacja cenowa między segmentami elektromobilnym i tradycyjnym jeszcze nigdy nie była tak korzystna dla elektryków. W rezultacie rośnie liczba transakcji transgranicznych – Polacy coraz śmielej sprowadzają używane EV z Francji czy Holandii, korzystając z przewagi kursowej oraz większej oferty.

Specyfika polskiego rynku i rola programów wsparcia

Nad Wisłą kluczowe znaczenie miał program dopłat do zakupu nowych samochodów elektrycznych, który w ubiegłym roku objął także przedsiębiorców. Skutkowało to skokiem rejestracji o 65% w relacji rocznej. Wiele z tych aut trafiło do firm oferujących wynajem długoterminowy, co w praktyce zamroziło je w użytkowaniu na dwa–trzy lata. Gdy umowy zaczną wygasać, pojazdy te masowo zasilą rynek wtórny – pierwsza większa fala spodziewana jest już pod koniec tego roku. Eksperci sektora remarketingu oceniają, że może to przełożyć się na 30–40% wzrost podaży używanych elektryków w 2025 r. i umiarkowaną presję spadkową na ceny.

Warto także zauważyć, że polski kierowca wciąż wykonuje średnio krótsze roczne przebiegi niż mieszkaniec Europy Zachodniej. To sprawia, że kilkuletnie auta zza Odry, które wchodziły do eksploatacji jako pojazdy firmowe i często przekraczają 100 tys. km, są dla wielu nabywców akceptowalne, zwłaszcza jeśli bateria zachowała ponad 80% nominalnej pojemności – próg, który zazwyczaj kwalifikuje się jeszcze do objęcia gwarancją producenta na ogniwa.

Na co zwrócić uwagę, rozważając zakup używanego elektryka?

Najważniejszym parametrem pozostaje kondycja akumulatora trakcyjnego. W odróżnieniu od silnika spalinowego jego naprawa lub wymiana bywa kosztowna; choć ceny ogniw spadły od 2017 r. średnio o połowę, kompletna bateria do popularnego kompaktu potrafi nadal kosztować równowartość 30–40% wartości pojazdu. Przed zakupem warto więc zażądać raportu diagnostycznego potwierdzającego stan baterii (State of Health) oraz zweryfikować historię ładowań – częste korzystanie z ładowarek wysokiej mocy może przyspieszać degradację.

Kolejny aspekt to dostępność oprogramowania i wsparcia serwisowego. Niektóre starsze modele otrzymują dziś aktualizacje tylko w autoryzowanych punktach, a brak wsparcia może ograniczyć funkcje ładowania czy dostępu do zdalnych usług. Wreszcie, kalkulując rzeczywisty koszt eksploatacji, należy wziąć pod uwagę także taryfę domową lub korporacyjną dla energii elektrycznej oraz rosnącą sieć ładowarek AC w miastach. Przy uśrednionym przebiegu 15 tys. km rocznie oszczędność względem benzyny może wynieść 3–4 tys. zł, jednak dla użytkownika o wyłącznie miejskim profilu i możliwości nocnego ładowania w taryfie G12 będzie zauważalnie wyższa. W kontekście dalszych przewidywań dotyczących cen paliw i elektryczności, najbliższe kwartały mogą okazać się jednym z najlepszych momentów na wejście w posiadanie używanego samochodu elektrycznego.