Sieć szybkiej obsługi, która do niedawna kojarzyła się przede wszystkim z możliwością zjedzenia posiłku „w biegu”, znalazła się w centrum medialnego zamieszania: klienci coraz częściej relacjonują, że po kilku tygodniach – a nawet miesiącach – od wizyty w restauracji otrzymują wezwania do uiszczenia opłaty rzędu 150 zł za przekroczenie dozwolonego czasu postoju. Zjawisko nie jest nowe, bo podobne sygnały płynęły już z parkingów przy dużych dyskontach, ale skala skarg oraz reakcja urzędów i organizacji konsumenckich wskazują, że problem przerodził się w ogólnokrajową debatę o przejrzystości zasad parkowania.
Automatyczne kamery, ograniczony czas i rosnąca liczba skarg
Według danych przywoływanych przez organizacje branżowe, w 2023 r. do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafiło blisko 40 oficjalnych zgłoszeń dotyczących parkingów obsługiwanych przez jednego z największych operatorów instalującego kamery do automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych. System, w którym nie ma tradycyjnych szlabanów ani biletomatów, rejestruje moment wjazdu i wyjazdu, a następnie nalicza opłatę, jeżeli kierowca przekroczy bezpłatny limit – z reguły 60 lub 90 minut. Sama technologia nie budzi kontrowersji, ale kierowcy podkreślają, że tablice z regulaminem bywają mało czytelne lub ustawione tak, że łatwo je przeoczyć podczas szybkiego wjazdu na teren restauracji.
Operatorzy prywatnych parkingów powołują się na prawo cywilne: wjazd ma oznaczać akceptację regulaminu wywieszonego przy wjeździe. Konsumenci kontrargumentują, że aby umowa była ważna, jej warunki muszą być przedstawione w sposób zrozumiały i niewprowadzający w błąd, zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego oraz ustawą o prawach konsumenta. Nieprzejrzyste oznakowanie może więc rodzić wątpliwości co do ważności roszczeń o dodatkową opłatę.
Reakcja regulatora i możliwe scenariusze postępowania
UOKiK prowadzi obecnie postępowanie wyjaśniające, koncentrując się na wzorcach umownych stosowanych przez operatora, sposobie informowania konsumentów i ewentualnym naruszeniu zbiorowych interesów klientów. Jeżeli nadzorca rynku uzna, że praktyki są nieuczciwe, w grę może wchodzić zarówno nakaz zmiany regulaminu, jak i kara finansowa sięgająca 10% rocznego obrotu przedsiębiorcy. Urząd bada również, czy wezwania do zapłaty formułowane są jako „kary”, czy „opłaty dodatkowe” – to rozróżnienie ma znaczenie, bo pierwsza kategoria bywa uznawana za niedopuszczalną na gruncie prawa cywilnego.
Do analizy dołączył Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, sprawdzając, czy monitoring tablic rejestracyjnych nie narusza zasady minimalizacji danych. Z kolei niektóre samorządy rozważają wprowadzenie jednolitych wytycznych co do wielkości i rozmieszczenia tablic informacyjnych na parkingach prywatnych, aby zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Głos organizacji konsumenckich i apel o transparentność
Fundacja Konsumentów, Federacja Konsumentów oraz Fundacja Lex Cultura wspólnie wskazują na potrzebę wprowadzenia jasnych standardów informacyjnych. Ich zdaniem zrozumiałe oznakowanie powinno znajdować się nie tylko przy wjeździe, lecz także w strefie wejścia do restauracji oraz w pobliżu kas, aby klient miał realną szansę dostrzec limity czasowe w trakcie korzystania z usługi. Organizacje postulują również wprowadzenie procedury odwoławczej, która byłaby dostępna online i umożliwiała szybkie wyjaśnienie spornych sytuacji bez konieczności kierowania sprawy na drogę sądową.
Eksperci zwracają uwagę, że choć dodatkowa opłata za postój sama w sobie nie jest sprzeczna z prawem, staje się problematyczna, gdy klient nie miał możliwości zapoznania się z regulaminem. Praktyka ukrywania najważniejszych informacji drobnym drukiem może zostać zaklasyfikowana jako „misselling” – forma wprowadzania w błąd, którą prawo konsumenckie traktuje szczególnie surowo.
Najczęstsze zarzuty kierowców i przykłady indywidualnych spraw
Skargi napływające do miejskich rzeczników konsumentów opisują powtarzający się scenariusz: rodzinny obiad, oczekiwanie na zamówienie, czasem chwila zabawy dzieci na placu zabaw przed lokalem. Po przekroczeniu limitu o kilkanaście minut kierowcy – często nieświadomi istnienia ograniczenia – otrzymują po kilku miesiącach list z wezwaniem do zapłaty. Rekordziści relacjonują otrzymanie nawet czterech not wezwań opiewających łącznie na 600 zł, zanim zorientowali się, co jest przyczyną korespondencji.
Wiele osób podkreśla, że w momencie wizyty na parkingu brakuje fizycznych barier czy biletomatów, które stanowiłyby wyraźny sygnał, iż postój podlega kontroli. Kierowcy skarżą się również, że operatorzy stosują długi, kilkumiesięczny okres pomiędzy przekroczeniem limitu a wysłaniem wezwania, co utrudnia udowodnienie, że informacje o regulaminie były niewidoczne lub nieczytelne.
Jak zabezpieczyć interesy obu stron?
Prawnicy specjalizujący się w prawie konsumenckim wskazują na kilka możliwych działań. Po pierwsze, operatorzy mogliby wprowadzić krótkie, graficzne piktogramy z maksymalnym czasem parkowania, widoczne jeszcze przed wjazdem. Po drugie, uzasadnione wydaje się uruchomienie darmowej aplikacji mobilnej lub kiosku w restauracji, w którym można zarejestrować numer rejestracyjny i przedłużyć postój, jeśli wizyta się przedłuża. Po trzecie, konsumenci powinni fotografować oznakowanie parkingu i przechowywać potwierdzenia płatności z restauracji – to ułatwia ewentualny spór.
Sektor gastronomiczny, odpowiadając na rosnącą krytykę, deklaruje gotowość do dialogu. Przedstawiciele sieci restauracji sygnalizują, że obecnie analizują, w jakim stopniu współpraca z zewnętrznym operatorem parkingów wpływa na doświadczenie klienta. Jeżeli firmy wypracują czytelne zasady i przyjazny system odwoławczy, spór o dodatkowe opłaty ma szansę stać się impulsem do uporządkowania rynku prywatnych parkingów w całej Polsce.