Polscy kierowcy wciąż najchętniej celują w rynek wtórny, ale skala wydatków na samochód ewoluuje wraz z inflacją, rosnącym kosztem finansowania i wzrostem cen nowych modeli. Internetowa ankieta przeprowadzona na niemal czterdziestu tysiącach użytkowników pozwala przyjrzeć się, jak wyglądają dziś realne budżety kupujących: najliczniejsza grupa wybiera pojazdy do 50 tys. zł, a jednocześnie co dwunasty respondent deklaruje, że w grę wchodzi wyłącznie fabrycznie nowe auto. Poniżej rozkładamy te wyniki na czynniki pierwsze, konfrontując je z danymi GUS, raportami Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów i analizami firm leasingowych, aby nakreślić pełny obraz rynku.
Jak powstało badanie i dlaczego ma znaczenie
Sonda została przeprowadzona wśród czytelników portalu motoryzacyjnego w formule jednokrotnego wyboru. Łącznie oddano 39 971 ważnych głosów, co przy dużej próbie pozwala traktować rezultaty jako wiarygodny barometr nastrojów entuzjastów motoryzacji. Warto jednak pamiętać, że w ankietach internetowych dominują osoby silniej zainteresowane tematem niż statystyczny obywatel – dlatego badanie dobrze odzwierciedla preferencje aktywnych uczestników rynku, choć nie zastępuje reprezentatywnych statystyk GUS.
Istotną zaletą badania jest podział odpowiedzi na siedem przedziałów cenowych – dzięki temu łatwo zauważyć zarówno dominującą „klasę średnią”, jak i niszowe ekstrema. Dodatkowo wprowadzono wariant „kupuję tylko nowe pojazdy”, co pozwala odseparować grupę, która w ogóle nie bierze pod uwagę rynku wtórnego.
Preferencje cenowe kierowców – twarde liczby
Rozkład głosów przedstawiał się następująco:
• do 50 tys. zł – 28,58%
• do 25 tys. zł – 24,96%
• do 75 tys. zł – 11,92%
• do 10 tys. zł – 11,30%
• do 100 tys. zł – 9,17%
• wyłącznie nowe auta – 8,49%
• powyżej 100 tys. zł – 5,58%
Najpopularniejszy budżet – do 50 tys. zł – odpowiada dziś najczęściej pięcio- lub sześcioletniemu kompaktowi z przebiegiem 80–120 tys. km. To pułap, który pozwala już myśleć o systemach bezpieczeństwa najnowszych generacji, benzynowym silniku turbo i pełnym serwisie w ASO, a jednocześnie jest daleki od cen fabrycznie nowych samochodów, które wg danych Samar w 2023 r. kosztowały średnio ponad 160 tys. zł.
Niższy próg – do 25 tys. zł – wciąż przyciąga niemal jedną czwartą ankietowanych. W tym segmencie dominują dziesięcioletnie hatchbacki klasy B i C lub wysłużone diesle klasy D, często sprowadzane z Niemiec, Francji czy Belgii. Rozsądnie skalkulowany zakup wymaga tu dokładnego sprawdzenia historii serwisowej, ponieważ koszty potencjalnych napraw mogą przekroczyć ułamek ceny auta.
Skąd biorą się różnice w budżetach na auto
Statystyki GUS wskazują, że mediana wynagrodzeń w Polsce oscyluje obecnie wokół 5 tys. zł netto. Przy takim dochodzie kredyt lub leasing na nowe auto oznacza dla wielu obciążenie przekraczające rozsądne 25–30% domowego budżetu. To tłumaczy, dlaczego rynek wtórny pozostaje pierwszym wyborem – szczególnie że dostępność używanych aut poprawiła się po pandemicznych zawirowaniach łańcuchów dostaw.
Czynnikami różnicującymi budżety są również: miejsce zamieszkania (wyższe dochody w największych aglomeracjach), struktura rodziny (samochód dodatkowy vs. jedyne auto) oraz preferowany napęd. Osoby szukające hybryd czy aut elektrycznych muszą liczyć się z wyższym cennikiem i dlatego częściej lądują w grupie 75–100 tys. zł. Z drugiej strony nabywcy aut do 10 tys. zł to najczęściej młodzi kierowcy kupujący pierwsze cztery kółka lub osoby potrzebujące pojazdu typowo użytkowego.
Nowe trendy: elektryfikacja i import młodszych modeli
Z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów wynika, że w 2023 r. liczba rejestrowanych używanych hybryd plug-in wzrosła o ponad 60% rok do roku, a przeciętna wartość transakcji była dwukrotnie wyższa niż dla aut benzynowych. Jednocześnie zauważalnie spadł wiek sprowadzanych pojazdów – średnia obniżyła się z 12,6 do 11,8 roku. To efekt zarówno wyższych wymagań klientów w zakresie emisji CO₂, jak i unijnych regulacji dotyczących stref czystego transportu, które motywują do kupowania nowszych pojazdów.
Firmy leasingowe i wypożyczalnie flotowe coraz częściej odsprzedają trzy- i czteroletnie samochody wyposażone w pakiety wspomagania jazdy, co zwiększa podaż pożądanych egzemplarzy w segmencie 60–90 tys. zł. Jednocześnie koszt ładowania samochodu elektrycznego rośnie wolniej niż koszt paliwa, co sprzyja elektryfikacji zwłaszcza w dużych miastach objętych niskimi strefami emisji.
Co czeka rynek w najbliższych latach
Eksperci PwC prognozują, że do 2026 r. udział aut w pełni elektrycznych w polskim parku pojazdów może wzrosnąć z obecnych 0,6% do 3%. Oznacza to, że budżety powyżej 75 tys. zł będą stopniowo zyskiwały na znaczeniu, bo właśnie w tym przedziale mieszczą się dziś dwu-trzyletnie BEV z kończącego się wynajmu. Z drugiej strony ograniczenia emisji Euro 7 i dalszy wzrost cen nowych aut mogą utrzymywać presję na import tańszych pojazdów z Zachodu.
Niewykluczone, że ankieta przeprowadzona za rok pokaże przesunięcie środka ciężkości w kierunku 60 – 70 tys. zł. Już teraz widać, że grupa „kupuję tylko nowe pojazdy” jest wyjątkowo stabilna – składają się na nią głównie przedsiębiorcy korzystający z odliczeń podatkowych oraz osoby, które priorytetowo traktują gwarancję producenta. Cała reszta będzie balansować pomiędzy racjonalnym limitem finansowym a rosnącymi oczekiwaniami wobec technologii i bezpieczeństwa.