Nowoczesny odcinkowy pomiar prędkości włączony 15 kwietnia 2026 r. punktualnie o godzinie 12:00 na drodze ekspresowej S3 między węzłami Gorzów Zachód a Gorzów Południe natychmiast pokazał, jak potężnym narzędziem może być automatyczna kontrola: w ciągu niespełna 60 dni kamery zarejestrowały ponad 4,5 tys. naruszeń, czyli średnio jeden przejazd zbyt szybki co niecałe pięć minut.
Dlaczego właśnie ten odcinek? Charakterystyka trasy i obowiązujące limity
Wybrany fragment S3 liczy 4,2 km i przebiega po nowo ułożonej nawierzchni, która zachęca do dynamicznej jazdy. Zgodnie z oznakowaniem kierowcy samochodów osobowych i motocykli mogą poruszać się tu z prędkością do 120 km/h, natomiast ciężarówki muszą zwolnić do 80 km/h. Na obu krańcach ustawiono tablice informujące o początku i końcu kontroli, a kamery zamontowane na bramownicach mierzą czas przejazdu i wyliczają średnią prędkość.
Inspektorzy wskazują, że lokalizacja nie jest przypadkowa. W ostatnich latach odcinek pod Gorzowem należał do tych, gdzie dochodziło do największej liczby kolizji spowodowanych nadmierną prędkością. Dodatkowo węzły wlotowe i wyjazdowe generują zmienny ruch tranzytowy, co przy zbyt szybkim tempie jazdy podnosi ryzyko poważnych wypadków.
Bilans dwóch pierwszych miesięcy działania systemu
Z oficjalnych zestawień Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego wynika, że od połowy kwietnia do połowy czerwca urządzenia zarejestrowały dokładnie 4512 naruszeń. Najliczniejszą grupę – 3497 przypadków, czyli 78% – stanowiły przekroczenia od 11 do 20 km/h ponad limit. System nie zapisuje wykroczeń mniejszych niż 11 km/h, dlatego najpopularniejsze są mandaty w wysokości 100–200 zł, za które kierowcy otrzymują 2–3 punkty karne.
W tym samym okresie wykryto 852 przejazdy z prędkością wyższą o 21–40 km/h, skutkujące karami 300–800 zł i 5–9 punktami. Najpoważniejsze przekroczenia – powyżej 41 km/h – odnotowano 163 razy. Rekordzista pędził 188 km/h, a więc o 68 km/h więcej, niż przewiduje ograniczenie; taka jazda oznacza 2000 zł mandatu i 14 punktów karnych.
Jak działa odcinkowy pomiar prędkości i jakie kary grożą kierowcom
System OPP opiera się na dwóch bramownicach oddalonych od siebie o znany dystans. Kamery odczytują numer rejestracyjny, rejestrują godzinę wjazdu oraz wyjazdu, a następnie automatycznie obliczają średnią prędkość. Jeżeli wynik przekracza limit, dane trafiają do Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, gdzie generowane jest wezwanie do wskazania kierującego.
Od stycznia 2022 r. w Polsce obowiązuje nowy taryfikator. Kary rosną progresywnie: przekroczenie do 10 km/h kosztuje 50 zł, 11–20 km/h 100–200 zł, 21–30 km/h 300 zł, a powyżej 50 km/h nawet 2500 zł oraz 15 punktów karnych. Dodatkowo recydywa w ciągu dwóch lat podwaja stawkę, co oznacza, że kolejna identyczna prędkość na tym samym odcinku może kosztować kierowcę już 5000 zł.
Czynniki ryzyka i najczęstsze błędy kierowców
Analiza nagrań pokazuje trzy główne powody wysokiej liczby rejestracji:
1. Efekt świeżości – nowa infrastruktura, szerokie pasy ruchu i brak widocznych skrzyżowań skłaniają do szybkiej jazdy, a tablice ostrzegawcze są często ignorowane.
2. Nieznajomość zasad OPP – wielu kierowców hamuje tuż przed kamerą i przyspiesza zaraz po niej, zapominając, że liczy się średnia prędkość z całego odcinka.
3. Ruch tranzytowy – nadreprezentacja pojazdów spoza regionu sprzyja błędom; osoby przejeżdżające okazjonalnie nie zawsze orientują się w lokalnych ograniczeniach.
Eksperci podkreślają, że najlepszą strategią jest ustawienie tempomatu na wartość nieco poniżej limitu już przed wjazdem na odcinek pomiarowy. Warto też regularnie aktualizować mapy w systemach nawigacyjnych, aby aplikacja ostrzegała o strefach kontroli.
Rozwój sieci OPP w Polsce i perspektywy na przyszłość
Sekcja pod Gorzowem to jeden z ponad 60 aktywnych odcinków pomiarowych w kraju. Według planów Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym do końca 2027 r. sieć ma objąć ok. 100 lokalizacji, w tym kluczowe fragmenty dróg ekspresowych S7 i S19 oraz autostrady A1. Dotychczasowe statystyki z innych tras – między innymi z pomiaru na A4 w rejonie Legnicy – wskazują, że liczba wypadków śmiertelnych spada tam od 40% do 60% już w pierwszym roku funkcjonowania systemu.
Polska podąża śladem państw Europy Zachodniej, gdzie odcinkowe kontrole działają od kilkunastu lat. We Włoszech sieć „Tutor” obejmuje ponad 1000 km autostrad i przyczyniła się do redukcji liczby ofiar śmiertelnych o jedną trzecią. Podobne efekty odnotowano w Wielkiej Brytanii dzięki systemowi „SPECS”. Wzrost liczby urządzeń w kraju oznacza zatem nie tylko większą szansę na mandat, ale również realną poprawę bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu.