Gdy kilka lat temu Ford wygasił europejską produkcję Fiesty i ogłosił koniec Focusa, wielu obserwatorów uznało to za początek wycofywania się firmy z najbardziej konkurencyjnych segmentów Starego Kontynentu. Amerykańska marka wykorzystała jednak przejściowy okres do gruntownej przebudowy oferty, reorganizacji łańcucha dostaw i poszukania sojuszników, którzy pomogą zmierzyć się zarówno z rewolucją elektryczną, jak i coraz ostrzejszymi wymogami regulacyjnymi UE. Efektem jest zakrojony na szeroką skalę plan wprowadzenia pięciu całkowicie nowych aut od 2025 do 2029 r., skierowanych głównie do klientów segmentów B i C, odpowiadających za ponad 60% sprzedaży nowych samochodów w Europie.

Dlaczego Ford przechodzi do ofensywy właśnie teraz?

Rok 2030 został przez wiele krajów Unii Europejskiej wyznaczony jako kamień milowy redukcji emisji CO₂, a od 2035 r. sprzedaż nowych samochodów spalinowych ma zostać znacząco ograniczona. Producenci, którzy zdołają szybko zbudować wolumen w segmencie elektrycznym, zyskają przewagę skali i dostęp do cennych kredytów emisji. Ford w ostatnich latach koncentrował zasoby na rentownych pickupach i SUV-ach w Ameryce Północnej, ale w Europie potrzebuje bardziej zróżnicowanego portfolio, by utrzymać sieć dealerską, wizerunek i wolumen sprzedaży. Właśnie dlatego ofensywa obejmuje samochody o długości od ok. 4,0 do 4,6 m – najpopularniejsze w miastach i na przedmieściach kontynentu.

Pięć filarów ofensywy modelowej 2025-2029

Plan produktowy, potwierdzony przez centralę w Dearborn i oddział europejski, opiera się na pięciu kluczowych projektach. Po pierwsze, kompaktowy SUV inspirowany terenową ikoną marki – Bronco – zostanie zbudowany na platformie C2 i produkowany w Walencji, lecz otrzyma zawieszenie oraz układ kierowniczy dostrojone do europejskich dróg. Po drugie i trzecie, para w pełni elektrycznych modeli segmentu B powstanie we współpracy z Renault: miejski hatchback oraz nieco wyższy crossover wzorowany na nowym Renault 5 i nadchodzącej generacji Nissana Micry. Czwartym i piątym filarem będą dwa crossovery typu hybryda plug-in, tworzone równolegle z chińsko-szwedzkim koncernem Geely, który udostępni architekturę CMA oraz doświadczenie w integracji napędów niskoemisyjnych.

Nowi partnerzy technologiczni i geografia produkcji

Współpraca z Renault pozwala Fordowi na dostęp do opracowanej już platformy elektrycznej CMF-B EV, która kompatybilna jest z akumulatorami NCM i LFP, a jednocześnie spełnia normy bezpieczeństwa Euro NCAP na rok 2029. Dzięki temu firma zaoszczędzi kilka miliardów dolarów na kosztach rozwoju oraz skróci czas wejścia produktu na rynek o około dwa lata. Z kolei alians z Geely przewiduje wspólne zakupy ogniw z chińskich gigafabryk w Ningbo i Chengdu oraz montaż finalny w hiszpańskim zakładzie Almussafes, przystosowanym do modułowej produkcji hybrydowych układów napędowych. Tak rozmieszczona sieć dostaw zmniejsza ryzyko przerw logistycznych i pozwala reagować na wahania kursów walut, co w dobie niestabilnych łańcuchów dostaw stało się dla producentów kluczowym czynnikiem konkurencyjności.

Dziedzictwo kontra nowoczesność – gra o emocje

Jednym z najczęściej zadawanych pytań jest powrót historycznych nazw modeli. Marketingowcy Forda nie ukrywają, że emblemat „Fiesta” wciąż budzi pozytywne skojarzenia wśród Europejczyków, jednak firma obawia się, że przeniesienie go na samochód elektryczny całkowicie zmieni percepcję legendy. W kuluarach mówi się więc o kompromisie: nazwa może wrócić, ale z charakterystycznym dopiskiem „E-” lub zupełnie nowym logotypem sygnalizującym erę zeroemisyjną. Podobnie dyskutowana jest reaktywacja serii RS, które mogłyby przyjąć formę usportowionych wersji crossoverów i SUV-ów, korzystających z natychmiastowego momentu obrotowego silników elektrycznych.

Szanse i ryzyka dla europejskiego rynku

Strategia Forda wpisuje się w szerszy trend konsolidacji kosztów rozwoju poprzez alianse technologiczne. Jeśli ofensywa zakończy się sukcesem, firma zyska drugie życie w segmencie popularnych aut miejskich i kompaktowych, podtrzymując zatrudnienie w europejskich fabrykach oraz rozbudowując kompetencje inżynieryjne w obszarze elektromobilności. Jednocześnie ryzykiem pozostaje stopień odróżnienia nowych Fordów od bliźniaczych konstrukcji partnerów – klienci, którzy pokochali „fun-to-drive” poprzednich generacji Fiesty czy Focusa, oczekują wyrazistego charakteru. Niewystarczająca różnica w prowadzeniu lub stylistyce może doprowadzić do kanibalizacji sprzedaży i utraty tożsamości marki. Ford staje więc przed zadaniem balansowania pomiędzy ekonomią skali a zachowaniem unikalnego DNA, co w nadchodzącej dekadzie okaże się prawdopodobnie równie ważne, jak sama transformacja technologiczna.