Zimą na parkingach i przydrożnych zatoczkach powtarza się ten sam scenariusz: kierowca z miotełką, obok niecierpliwy pasażer, w tle pytania o to, czy trzeba usuwać ostatni pyłek śniegu z karoserii. Dyskusja wraca co roku, choć przepisy są od lat niezmienne, a fizyka niezmiennie działa w ten sam sposób. Warto więc uporządkować fakty – od wymogów prawnych, przez prawa aerodynamiki, po realne zagrożenia, które czyhają na kierujących zimą.
Przepisy i obowiązki kierowcy
Prawo o ruchu drogowym wymaga przede wszystkim zapewnienia widoczności oraz tego, by pojazd nie stwarzał niebezpieczeństwa dla innych uczestników ruchu. W praktyce oznacza to odśnieżenie szyb, lusterek, reflektorów, tablic rejestracyjnych i usunięcie lodowych brył, które mogłyby odpaść w czasie jazdy. Nie ma natomiast przepisu, który nakazywałby odkurzenie każdego milimetra dachu ze sypkiego puchu. Mandat grozi dopiero wtedy, gdy śnieg utrudnia obserwację drogi, zasłania oświetlenie lub może spaść, narażając innych na kolizję. Podobne regulacje obowiązują w większości krajów Europy – od Niemiec po Szwecję – i mają charakter funkcjonalny, a nie absolutny.
Fizyka znikającego puchu i groźnych brył
Miękki, świeży śnieg ma gęstość kilkunastokrotnie mniejszą od lodu. Przy prędkościach typowych dla ruchu miejskiego strumień powietrza nad dachem pojazdu wytwarza podciśnienie, które unosi lekki puch w ciągu kilku sekund od ruszenia. Znacznie groźniejsze są zlodowaciałe warstwy śniegu lub tafle lodu. Ważą kilkanaście kilogramów, a przy prędkości 90 km/h ich energia kinetyczna odpowiada energii cegły zrzuconej z dachu kilkupiętrowego budynku. To właśnie takie odłamki regularnie powodują uszkodzenia szyb, a incydenty z ciężarówkami, z których odpadają lodowe płyty, kończą się niekiedy poważnymi obrażeniami kierowców jadących z tyłu.
Konsekwencje prawne i finansowe
Pozostawienie niebezpiecznego osadu na pojeździe może skutkować mandatem, a w razie wypadku – odpowiedzialnością cywilną i karną. Ubezpieczyciele coraz częściej odmawiają wypłat z polisy autocasco, gdy szkoda powstała wskutek rażącego zaniedbania, takiego jak pozostawienie lodu na dachu. W skrajnych przypadkach, gdy oderwana bryła doprowadzi do ciężkich obrażeń, kierowcy grozi zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a to już kategoria przestępstwa zagrożonego karą więzienia.
Zdrowy rozsądek kontra przesada
Choć prawo nie nakazuje mycia auta do błysku, eksperci bezpieczeństwa są zgodni, że minimalna procedura zimowa powinna obejmować: odśnieżenie szyb i świateł, oczyszczenie dachówka z lodu, sprawdzenie piór wycieraczek oraz usunięcie zwałów śniegu z maski, które mogą w trakcie hamowania zsunąć się na przednią szybę. Wszystko ponad to – polerowanie anteny czy szczotkowanie rantów drzwi – ma marginalny wpływ na bezpieczeństwo i często bywa stratą czasu w mroźny poranek. Zamiast przerzucać się argumentami o każdym płatku śniegu, specjaliści radzą skupić się na stanie opon, sprawności układu hamulcowego i dostosowaniu prędkości do warunków. To te czynniki, a nie mikroskopijne drobiny puchu, statystycznie przesądzają o tym, czy zimowa podróż zakończy się bezpiecznie.