Widok czerwonego znaku z rowerem przekreślonym na białym tle potrafi zepsuć niejeden rekreacyjny wypad. Dla części cyklistów, zwłaszcza tych poruszających się na rowerach ze wspomaganiem elektrycznym, bywa też źródłem pytań: czy skoro silnik pomaga w pedałowaniu, to taki pojazd na pewno liczy się jako zwykły rower, a tym samym podlega zakazowi wjazdu? Aby rozwiać wątpliwości, warto przyjrzeć się zarówno funkcji samego znaku B-9, jak i definicjom stosowanym w krajowych oraz unijnych przepisach.

Dlaczego stawia się znak B-9

Znak „zakaz wjazdu rowerów”, oznaczony w Polsce symbolem B-9, pojawia się tam, gdzie ruch jednośladów mógłby stwarzać szczególne zagrożenie. Zazwyczaj są to odcinki o dużym natężeniu samochodów, wysokim limicie prędkości, ograniczonej widoczności albo braku pobocza. Projektanci dróg umieszczają go również w miejscach, w których równolegle wytyczono bezpieczniejszą trasę dla rowerzystów – na przykład wydzieloną drogę dla rowerów sygnalizowaną znakiem C-13. Co ważne, zakaz obejmuje zarówno jezdnię, jak i pobocze oraz zatoki, a jego naruszenie może skutkować mandatem w wysokości kilkuset złotych.

E-rower a definicja „roweru” w polskim prawie

Prawo o ruchu drogowym za rower uznaje pojazd poruszany siłą mięśni, którego szerokość nie przekracza 90 cm, a dopuszczalne jest w nim jedynie „pomocnicze” wspomaganie elektryczne. O wspomaganiu mówi się wtedy, gdy silnik: 1) uruchamia się wyłącznie podczas pedałowania, 2) zasilany jest napięciem maksymalnie 48 V, 3) ma moc ciągłą do 250 W i 4) stopniowo odłącza się po przekroczeniu 25 km/h. Popularne w miastach pedeleki – określane w dokumentach unijnych skrótem EPAC – spełniają te kryteria i w świetle prawa są identyczne z tradycyjnym rowerem. Warto przy tym pamiętać, że szybsze konstrukcje, tzw. speed-pedeleki rozpędzające się do 45 km/h, klasyfikowane są już jako lekkie motorowery, a więc podlegają zupełnie innym regulacjom, łącznie z obowiązkiem rejestracji i używania kasku motocyklowego.

Zasięg obowiązywania zakazu wobec elektrycznych jednośladów

Skoro pedelek prawnie nie różni się od roweru bez silnika, znak B-9 dotyczy go dokładnie w takim samym zakresie. Oznacza to, że osoba jadąca e-rowerem musi zrezygnować z wjazdu na odcinek objęty zakazem, nawet jeśli uzna, że podjazd byłby łatwiejszy dzięki wspomaganiu. Co ciekawe, właściciel speed-pedeleca potencjalnie mógłby ominąć ten znak, bo formalnie nie prowadzi roweru – jednak w praktyce napotka zazwyczaj kolejny zakaz: B-10 (zakaz wjazdu motocykli) lub ogólny B-1 (zakaz ruchu w obu kierunkach).

Konsekwencje naruszeń i dobre praktyki dla użytkowników e-rowerów

Za zignorowanie zakazu grożą kary finansowe oraz, w razie kolizji, współodpowiedzialność za wypadek. Policja coraz częściej kontroluje także stan techniczny elektrycznych jednośladów, sprawdzając, czy nie zostały „odblokowane” powyżej 25 km/h. Dlatego przed wyruszeniem w trasę warto: 1) upewnić się, że moc silnika i prędkość maksymalna pojazdu mieszczą się w ustawowych limitach, 2) wybierać trasy ze ścieżkami rowerowymi lub drogami o uspokojonym ruchu, 3) śledzić lokalne plany zagospodarowania przestrzennego, gdzie możliwe są czasowe zmiany organizacji ruchu. Dzięki temu jazda na e-rowerze pozostanie nie tylko przyjemna, ale i w pełni legalna – a czerwona tablica z przekreślonym rowerem nie popsuje przyjemności z pedałowania z elektrycznym wsparciem.