Dla wielu kierowców lipcowy wyjazd na stację paliw oznaczał niemiłe zaskoczenie przy kasie. Sierpień nie zapowiada przełomu, choć na światowych rynkach ropa wyraźnie tanieje po kolejnej rundzie rozmów pokojowych na Bliskim Wschodzie. Niestety, spadki cen surowca potrzebują czasu, aby przełożyć się na detal; tymczasem w Polsce rekordowo wysoki popyt wakacyjny i ograniczona podaż oleju napędowego podbijają rachunki za tankowanie.

Geopolityczne szachy a notowania ropy

Od początku roku inwestorzy obserwują prawdziwy rollercoaster – w ostatnich tygodniach cena ropy Brent spadła z okolic 91 USD do 84 USD za baryłkę, a chwilowe wahania sięgały nawet 7 USD dziennie. Źródła w OPEC przyznają, że zmienność sięgnęła poziomów niewidzianych od pandemii. Powodem są naprzemienne sygnały o rozejmie i eskalacji konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej, którego kulminacją była groźba blokady Cieśniny Ormuz – kluczowego korytarza morskiego dla około 20 proc. globalnych dostaw surowca. Każde wznowienie rozmów pokojowych osłabia tzw. premię geopolityczną, jednak handel fizyczny reaguje z kilkutygodniowym poślizgiem, co odczuwają europejskie rafinerie, a w konsekwencji kierowcy.

Od baryłki do dystrybutora: dlaczego obniżki nie są natychmiastowe

Proces przerobu ropy i dystrybucji paliw przypomina falę opóźnioną o 4–6 tygodni: rafinerie kontraktują surowiec z wyprzedzeniem, a hurtowe cenniki w Polsce aktualizują marże stopniowo. Jak wyjaśnia analityk e-Petrol Grzegorz Maziak, „pompka na stacji reaguje dopiero wtedy, gdy tańsze paliwo faktycznie opuszcza terminal”. Do tego dochodzą wahania kursu złotego – w lipcu złoty osłabił się wobec dolara o niemal 3 proc., niwelując część korzyści z niższego notowania baryłki.

Ile zapłacimy w pierwszym tygodniu sierpnia

Z najnowszych modeli cenowych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego wynika, że między 5 a 11 sierpnia kierowcy mogą zobaczyć na pylonach następujące widełki: benzyna 95 – 7,34–7,48 zł/l, olej napędowy – 8,09–8,27 zł/l, autogaz – 3,01–3,10 zł/l. Oznacza to, że w porównaniu z ostatnim tygodniem lipca benzyna praktycznie nie drgnęła, natomiast diesel zdrożał średnio o 20–28 groszy. LPG pozostaje najstabilniejszym paliwem, a jego cena jest najniższa od początku wiosny.

Diesel pod presją, benzyna odpoczywa, autogaz stabilny

Olej napędowy drożeje szybciej z kilku powodów. Po pierwsze, letnie zapotrzebowanie na transport drogowy w Europie bije rekordy – Eurostat podaje wzrost przewozów towarowych o 5 proc. r/r. Po drugie, globalne zapasy średnich destylatów są najniższe od dekady, co potwierdzają dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Wreszcie obowiązkowa domieszka biokomponentów podnosi koszt produkcji, a unijne limity emisji siarki zwiększają nakłady rafinerii na odsiarczanie. Z kolei rynek benzyny korzysta na słabszym popycie w USA i Azji, co ogranicza konkurencję o ładunki, a LPG czerpie z nadpodaży propanu z amerykańskiego sektora łupkowego.

Co podbija marże: nieplanowane postoje i awarie rafinerii

Podaż paliw ograniczają liczne przestoje instalacji. W Arabii Saudyjskiej, po ataku dronów Huti, rafineria Jizan (400 tys. b/d) wstrzymała wysyłki na dwa tygodnie. W Kuwejcie awaria zasilania wyłączyła część kluczowej rafinerii Al-Zour, a rosyjskie zakłady w Tuapse i Niżnym Nowogrodzie notują ograniczenia przerobu po atakach dronów. Według firmy konsultingowej FGE te zakłócenia łącznie zmniejszyły globalne dostawy diesla o ponad 300 tys. b/d w lipcu. Efekt? Tzw. premia crackowa na dieslu w rejonie ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) przekracza 36 USD za baryłkę, czyli dwukrotność historycznej średniej.

Scenariusze regulacyjne: czy powróci ochrona cenowa dla konsumentów

Wiosną rząd wygasił mechanizm „Ceny Paliw Niżej”, który amortyzował skoki cen dzięki subsydiom rzędu 1,6 mld zł miesięcznie. Ministerstwo Finansów ocenia, że kontynuacja programu w obecnej skali przełożyłaby się na deficyt powyżej 5 proc. PKB, co utrudniłoby rozmowy z Komisją Europejską o środkach z KPO. Premier jednak nie wyklucza powrotu limitu marż lub czasowych cen maksymalnych na ostatnie dwa tygodnie wakacji, gdy ruch turystyczny osiąga szczyt. Analitycy mBanku szacują, że punktowa interwencja kosztowałaby budżet około 700 mln zł, ale benefity dla gospodarstw domowych byłyby krótkotrwałe. Ekonomiści ostrzegają, że długofalowo skuteczniejsze będzie zwiększenie konkurencji na rynku hurtowym i przyspieszenie rozbudowy krajowych rezerw strategicznych.