Czarna Honda Civic pokryta gęstą warstwą kurzu od sześciu lat tkwi na parkingu przy Terminalu 2 międzynarodowego lotniska w Rio de Janeiro. Nikt nie wie, gdzie podział się kierowca, rachunek za postój przekroczył już równowartość trzydziestu kilku tysięcy dolarów, a historia auta stała się globalną sensacją.
Dlaczego ta porzucona Honda wywołała międzynarodowy szum?
O egzemplarzu mówią redakcje z Ameryki Północnej, Europy i Azji, bo łączy w sobie kilka rzadko spotykanych elementów: jest to dwudrzwiowe coupé z rocznika 2008, odmiana EX-L nigdy oficjalnie niesprzedawana w Brazylii, a do tego zostawiona w jednym z najbardziej ruchliwych portów lotniczych Ameryki Południowej. Samochód stoi bez tablic rejestracyjnych, z opuszczonymi oponami i spękaną powłoką lakierniczą, dzięki czemu stał się rozpoznawalnym motoryzacyjnym „artefaktem” w przestrzeni publicznej.
Niecodzienne połączenie zagranicznej specyfikacji technicznej i brazylijskiej scenerii rozbudziło ciekawość mediów. Dla portali motoryzacyjnych jest to historia o tajemniczym właścicielu. Dla ekonomistów – studium narastających kosztów. Dla prawników – przykład ograniczeń brazylijskich przepisów, które paraliżują możliwość usunięcia wraku.
Od Nowego Jorku po Rio – ścieżka, którą przebyło coupé
Z dostępnych dokumentów wynika, że pojazd został zarejestrowany na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych w 2018 r. Rok później dotarł lądem do Belize, przekroczył granicę z Gwatemalą, a następnie wypłynął statkiem handlowym do Ameryki Południowej. Naklejki portowe, winiety drogowe i stary bilet z parkingu w nadmorskim Cabo Frio tworzą nieformalny dziennik podróży, który potwierdza tę trasę. Ostatnim udokumentowanym przystankiem jest wjazd na lotniskowy parking w 2020 r. – dokładna data widnieje na elektronicznym bilecie wciąż leżącym w schowku.
Sercem auta jest czterocylindrowy silnik 1.8 i-VTEC o mocy około 140 KM, zestawiony z pięciobiegową przekładnią automatyczną. Choć jednostka ta uchodzi za bezawaryjną, wielu brazylijskich mechaników ogląda ją wyłącznie w internecie; identyczne wersje trafiały do salonów w USA i Kanadzie, ale nigdy nie weszły do sieci dealerskiej w Rio de Janeiro czy São Paulo.
Rosnący rachunek – jak nalicza się opłaty parkingowe na lotniskach
W większości brazylijskich portów lotniczych działa taryfa progresywna. Pierwsza doba kosztuje kilkadziesiąt reali, lecz po przekroczeniu siedmiu dni stawka dzienna rośnie, aby wymusić rotację pojazdów. Po mniej więcej 2 100 dniach postoju kwota urosła do około 180 000 BRL, czyli mniej więcej 130 000 PLN. To więcej, niż wynosi cena katalogowa nowego subkompaktowego crossovera produkowanego lokalnie albo trzy razy tyle, ile kosztuje inna używana Honda Civic z podobnego rocznika na brazylijskim rynku wtórnym.
Samochód został dodatkowo unieruchomiony przez obsługę parkingu: na kołach i klamkach zamontowano stalowe blokady, które uniemożliwiają odholowanie lub cichą ucieczkę, gdyby właściciel nagle się zjawił. Każdy kolejny dzień nieobecności podnosi zadłużenie o kilkadziesiąt reali – matematyka jest nieubłagana.
Brazylijskie przepisy i niemoc administracyjna
Zarządca lotniska nie może swobodnie usunąć ani sprzedać pojazdu, bo prawo własności w Brazylii jest silnie chronione. Aby skierować auto na licytację, trzeba formalnie ustalić właściciela oraz uzyskać decyzję sądu. To wieloetapowy proces, który obejmuje m.in. poszukiwanie aktualnych danych w krajowym rejestrze pojazdów, publikację ogłoszenia o zamiarze przejęcia rzeczy porzuconej i minimum kilkumiesięczne oczekiwanie na ewentualne roszczenia.
Problem w tym, że Civic widnieje w dokumentach jako pojazd importowany w trybie czasowego pobytu turystycznego. Zgodnie z brazylijskimi regulacjami celnymi nie może on trafić do lokalnego obrotu handlowego, dopóki nie zostanie odprawiony w procedurze stałego importu lub re-eksportowany z powrotem za granicę. Urzędnicy celni, sąd cywilny i administracja lotniska muszą więc znaleźć wspólne rozwiązanie, nim auto zostanie przesunięte na kolejny etap postępowania.
Porzucane samochody na lotniskach: problem większy, niż się wydaje
Choć ten egzemplarz Hondy jest najbardziej medialny, przypadków pozostawionych aut nie brakuje ani w Rio, ani w São Paulo, ani w mniejszych portach regionalnych. Według szacunków Krajowej Agencji Lotnictwa Cywilnego co roku na brazylijskich lotniskach gromadzi się kilkaset pojazdów różnej wartości. Część właścicieli opuszcza kraj z powodu długów, inni uciekają przed wierzycielami lub po prostu zapominają o aucie, gdy przedłuża się ich zagraniczny pobyt.
Skutek jest dwojaki: pasażerowie płacą więcej za parking, bo zarządca musi utrzymywać dodatkową przestrzeń, a państwo traci potencjalne wpływy z recyklingu tych pojazdów. Analitycy rynku motoryzacyjnego przypominają przy tym, że podobne zjawisko – choć rzadziej nagłaśniane – występuje także na dużych lotniskach europejskich i północnoamerykańskich, gdzie podstawową barierą okazuje się niekiedy nie koszt, lecz złożoność biurokracji.