Sezonowa wymiana kół potrafi być jedynie sprawnym, kilkunastominutowym manewrem – o ile po odkręceniu śrub i założeniu nowych opon kierowca nie zostanie zasypany komunikatami o nieprawidłowym ciśnieniu. Właśnie wtedy pada pytanie, czy po wymianie trzeba inicjować procedurę kalibracji czujników TPMS, czy wystarczy po prostu ruszyć w drogę i pozwolić elektronice „nauczyć się” nowych warunków.
Dlaczego TPMS stał się standardem i jak naprawdę działa
Unijne przepisy zobowiązują producentów do montowania systemu kontroli ciśnienia w oponach we wszystkich nowo homologowanych samochodach osobowych od 2014 r. Rozwiązanie to ma ograniczyć liczbę wypadków wynikających z jazdy na zbyt niskim ciśnieniu, a przy okazji zmniejszyć emisję spalin i zużycie ogumienia. W praktyce spotykamy dwa typy TPMS. System bezpośredni wykorzystuje nadajniki montowane w zaworach koła; każdy z nich co kilkadziesiąt sekund przesyła do sterownika informację o aktualnym ciśnieniu i temperaturze powietrza w oponie. Wersja pośrednia bazuje natomiast na czujnikach ABS – analizuje prędkość obrotową każdego koła i z jej odchyleń wyciąga wnioski o potencjalnym spadku ciśnienia. Niezależnie od technologii celem jest stały, wiarygodny monitoring parametrów opon bez angażowania kierowcy.
Sytuacje, w których system potrafi sam się zsynchronizować
W większości nowoczesnych pojazdów kalibracja po zmianie kół nie jest wymagana, jeśli nowe opony zostały osadzone na tym samym komplecie felg z oryginalnymi czujnikami, a ciśnienie ustalono zgodnie z wartościami wskazanymi na naklejce producenta. Sterownik potrzebuje wtedy jedynie kilku–kilkunastu kilometrów jazdy, aby ponownie przypisać identyfikatory nadajników do odpowiednich pozycji i zaktualizować punkty odniesienia. Podobnie jest w systemach pośrednich: wystarczy równomierna jazda, żeby elektronika porównała prędkości obrotowe i uznała nowy zestaw danych za wzorcowy, nie wymagając ingerencji użytkownika.
Moment, w którym ręczna kalibracja staje się koniecznością
Problemy zaczynają się, gdy w grę wchodzi drugi komplet felg z innymi czujnikami, zamienniki o innej częstotliwości albo sensory po prostu wymienione na nowe egzemplarze o przywróconych ustawieniach fabrycznych. W takiej konfiguracji sterownik nie znajdzie w pamięci przypisanych identyfikatorów i zgłosi błąd. Również starsze pojazdy z pośrednim TPMS wymagają inicjalizacji przyciskiem lub w menu komputera pokładowego zawsze po zmianie ciśnienia. Dodatkowe czynniki wymuszające reset to adaptacja po naprawie opony uszczelniaczem, wymianie baterii w czujniku, a także aktualizacja oprogramowania sterownika w autoryzowanym serwisie.
Dlaczego warto reagować na alerty zamiast je ignorować
Jeżeli komunikat o awarii TPMS zostanie zlekceważony, system może przejść w tryb awaryjny i przestanie reagować na realny ubytek powietrza. Skutki to nie tylko nierównomierne zużycie opon, gorsza przyczepność i wydłużona droga hamowania, lecz także wyższe spalanie i ryzyko uszkodzenia felgi. W skrajnych sytuacjach pęknięcie przegrzanej opony przy dużej prędkości prowadzi do utraty panowania nad samochodem. Dlatego po każdej wymianie kół warto poświęcić chwilę na sprawdzenie wartości ciśnienia manometrem, upewnienie się, że w układzie nie wisi aktywny błąd, oraz – w razie potrzeby – wykonanie ręcznej procedury kalibracyjnej zgodnie z instrukcją pojazdu.