Warszawski odcinek Alej Jerozolimskich stał się areną nietypowego starcia między organami kontroli ruchu a anonimowymi wandalami: fotoradar ustawiony przy numerze 239 został w ciągu kilkunastu miesięcy uszkodzony cztery razy. Czy kolejne naprawy i dozór wizyjny wystarczą, by powstrzymać sprawców, a zarazem utrzymać urządzenie, które już po dwóch tygodniach pracy zarejestrowało rekordową liczbę wykroczeń?
Rekordowa skuteczność urządzenia pomiarowego
Mowa o modelu TraffiStar SR390, jednym z najnowocześniejszych stacjonarnych fotoradarów wykorzystywanych przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego. Sprzęt stanął na jezdni w kierunku centrum w listopadzie 2024 r. i niemal natychmiast udowodnił swoją efektywność: w ciągu pierwszych 14 dni sfotografował 12,5 tys. kierowców, czyli średnio jedno przekroczenie prędkości co dwie minuty. Tak wysoka skuteczność była skutkiem zarówno dużego natężenia ruchu na tej tkance komunikacyjnej stolicy, jak i stosunkowo niskiego – w opinii zmotoryzowanych – limitu prędkości wynoszącego 50 km/h. Według szacunków CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym) pojedyncze tego typu urządzenie może generować nawet kilkaset tysięcy złotych kar rocznie, a równocześnie redukować liczbę wypadków na danym odcinku o kilkanaście procent.
Czterokrotna dewastacja i rosnące koszty
Rekordowe statystyki bardzo szybko spotkały się z agresywną reakcją części użytkowników drogi. Pierwsze poważne zniszczenia odnotowano w lutym 2025 r., gdy nieznany sprawca rozbił osłonę aparatu. Po naprawie urządzenie wróciło na służbę, lecz już po dwóch dobach zarejestrowano kolejne uderzenia – tym razem siekierą. Trzeci epizod miał miejsce tuż po świętach Bożego Narodzenia 2025 r.; radar zalano farbą mimo zainstalowania dodatkowego monitoringu, a nagrania nie pozwoliły zidentyfikować sprawców. Ostatni, czwarty atak nastąpił w pierwszy weekend nowego roku – wandale ponownie uszkodzili obiektyw oraz panel sterujący. Według wyliczeń przedstawianych przez branżę ubezpieczeniową łączny koszt napraw wraz z montażem kamer dozorowych i tymczasowym demontażem przekroczył już 200 tys. zł. Samo prowadzenie postępowań policyjnych generuje kolejne wydatki, a sprawców wciąż nie udało się postawić przed sądem.
Wandalizm wobec infrastruktury drogowej w Polsce
Zjawisko niszczenia fotoradarów nie jest odosobnione. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że każdego roku dochodzi do kilkudziesięciu incydentów wymierzonych w infrastrukturę pomiarową – od zamalowywania obiektywów po podpalenia masztów. Psychologowie ruchu drogowego wskazują na mieszankę buntu wobec kar finansowych, poczucia anonimowości i błędnego przekonania o „społecznej akceptacji” przekraczania prędkości jako główne motywy sprawców. Tymczasem praktyka międzynarodowa pokazuje, że dobrze oznakowane stałe urządzenia pomiarowe zmniejszają liczbę wypadków nawet o 20–40 % w pierwszych latach funkcjonowania. Za zniszczenie fotoradaru grozi do pięciu lat pozbawienia wolności oraz obowiązek pokrycia pełnej wartości szkody, jednak statystyka wykrywalności tych czynów wciąż pozostaje niska.
Co dalej z kontrowersyjną lokalizacją?
GITD deklaruje, że nie zamierza zrezygnować z nadzoru na Alejach Jerozolimskich, argumentując to poprawą bezpieczeństwa na jednej z głównych arterii miasta. W grę wchodzi przeniesienie urządzenia na wyższy, trudniej dostępny maszt, zastosowanie obudowy odpornej na uderzenia albo zastąpienie punktowego pomiaru odcinkowym systemem kontroli prędkości, który jest mniej narażony na wandalizm. Tymczasem kierowcy apelują o lepsze dostosowanie limitu prędkości do realiów ruchu, a eksperci infrastrukturalni wskazują na potrzebę doświetlenia przejść i modernizacji oznakowania jako rozwiązań komplementarnych. Czy kompromis między egzekwowaniem prawa a akceptacją społeczną jest możliwy? Odpowiedź zależy od determinacji instytucji publicznych, skuteczności śledczych i ewolucji postaw samych uczestników ruchu drogowego.