Zaskoczenie w świecie polskiej motoryzacji: egzemplarz jednego z najrzadszych hipersamochodów świata właśnie zadebiutował na krajowych numerach. Maszyna wyceniana na około milion euro, z globalnym limitem produkcji poniżej tysiąca sztuk, wzbudziła burzę domysłów co do tożsamości jej właściciela – zwłaszcza po sugestywnym nagraniu znanego show-mana. Prawda okazała się jednak zupełnie inna, a historia pierwszej krajowej Valhalli pokazuje, że superauta coraz częściej spotykają się z inicjatywami dobroczynnymi.
Hipersamochód nowej generacji
Valhalla, rozwijana równolegle z bolidem Aston Martin F1, korzysta z karbonowego kadłuba, aktywnej aerodynamiki i hybrydowego układu, który łącznie przekracza 1000 KM. Spalinowe serce stanowi czterolitrowe V8 biturbo o płaskim wykorbieniu, współpracujące z trzema silnikami elektrycznymi i ośmiobiegową dwusprzęgłową przekładnią. Przy masie około 1550 kg samochód katapultuje się do 100 km/h w mniej niż 2,5 s i rozpędza do 350 km/h. Inżynierowie zadbali o łańcuch dostaw energii: 800-woltowa architektura pozwala na szybkie ładowanie akumulatora trakcyjnego, a tryb elektryczny umożliwia cichą jazdę po mieście na dystansie kilku kilometrów. Zaledwie 999 sztuk oznacza, że każdy egzemplarz już na etapie konfigurowania staje się potencjalnym kolekcjonerskim trofeum.
Skąd zamieszanie wokół właściciela
Gdy w mediach społecznościowych pojawił się film z przekazania kluczyków, wielu internautów uznało, że luksusowy pojazd trafił do popularnego prezentera telewizyjnego, który od lat kolekcjonuje sportowe auta. Opatrzony lekkim, żartobliwym opisem materiał szybko wywołał falę komentarzy i udostępnień. Tymczasem zamieszanie wynikało z faktu, że celebryta jedynie uczestniczył w ceremonii, a sama rejestracja wideo miała charakter towarzyski. Dopiero kolejne ujęcia z salonu oraz informacja potwierdzona przez przedstawiciela marki rozwiały wątpliwości co do rzeczywistego nabywcy.
Kim jest rzeczywisty nabywca
Aston Martin powędrował do przedsiębiorcy z południa kraju, od lat zaangażowanego w branżę deweloperską i technologie związane z odnawialnymi źródłami energii. Kolekcjoner sportowych samochodów i uczestnik międzynarodowych rajdów charytatywnych od dawna współpracuje z grupą entuzjastów supersamochodów, którzy regularnie organizują wyprawy i aukcje dobroczynne. Zakup Valhalli – poza spełnieniem motoryzacyjnej pasji – ma w zamyśle właściciela stanowić także narzędzie promocji przedsięwzięć społecznych.
Motoryzacja w służbie filantropii
Zrzeszenie Positive Ways, z którym związany jest nabywca, działa od dekady, łącząc właścicieli egzotycznych aut z organizacjami wspierającymi dzieci i młodzież w trudnych sytuacjach życiowych. Co roku kolumna kilkudziesięciu supersamochodów przemierza Polskę i kraje sąsiednie, zatrzymując się na zamkniętych odcinkach torowych, gdzie odbywają się przejażdżki charytatywne, a zebrane środki trafiają bezpośrednio do beneficjentów. Wprowadzenie Valhalli do floty ma przyciągnąć jeszcze większe zainteresowanie sponsorów i mediów, a tym samym podnieść skalę pomocy.
Co dalej z Valhallą na polskich drogach
Samochód przejdzie teraz procedurę homologacyjną i adaptację do lokalnych przepisów, po czym ma regularnie pojawiać się na wybranych licytacjach i pokazach torowych. Oczekuje się, że już podczas najbliższej edycji rajdu charytatywnego auto poprowadzi jednego z ambasadorów fundacji, demonstrując przy okazji możliwości nowej generacji hybrydowej techniki. Historia pierwszej krajowej Valhalli pokazuje, że rynek luksusowych pojazdów wykracza dziś daleko poza prywatne garaże – stając się platformą zarówno dla innowacji, jak i działań prospołecznych.