Kiedy w 1969 roku z taśm montowni w Mladá Boleslav zjechały pierwsze egzemplarze Škody 100, czeskosłowacki rynek motoryzacyjny otrzymał pojazd, który połączył przystępną cenę z funkcjonalnością. Sedan zdobył popularność nie tylko w ojczyźnie, ale też w krajach bloku wschodniego, stając się pierwszym modelem marki wyprodukowanym w liczbie przekraczającej milion sztuk. Dziś producent przywraca tę ikonę do życia w formie awangardowego konceptu z napędem elektrycznym — i robi to nie jako muzealną ciekawostkę, lecz jako pełnoprawny eksperyment projektowy, mający wyznaczyć kierunek przyszłych seryjnych aut.

Od sedana dla mas do wizytówki ery e-mobilności

Zadanie odświeżenia „setki” powierzono Martinowi Pacltowi, jednemu z głównych stylistów marki. W ramach programu „Icons Get a Makeover” projektanci reinterpretują kolejne historyczne modele, które niegdyś kształtowały krajobraz drogowy Europy Środkowo-Wschodniej. Po koncepcyjnych wydaniach Favorita, Felicii czy 110 R przyszła pora na samochód, który w latach siedemdziesiątych pełnił rolę rodzinnego kombinezonu na każdą okazję. Dzisiejsza wizja łączy tamten egalitarny rodowód z ambicją stania się nośnikiem nowych technologii — od cyfrowej łączności po bezemisyjne układy napędowe.

Design: klasyka zakodowana w świetle pikseli

Stylistyka konceptu czerpie z języka „Modern Solid”. Formy są pozbawione zbędnych przetłoczeń, a reflektory przybrały postać czteroelementowej grafiki LED, która subtelnie przypomina poziomą listwę z pierwowzoru. Chromowane ozdoby ustąpiły miejsca światłu — w efekcie front zyskał nowoczesną, niemal cyfrową tożsamość. Największym zaskoczeniem jest jednak tył nadwozia: projekt całkowicie rezygnuje z tradycyjnej szyby, zastępując ją zwartą bryłą z owalnymi modułami oświetlenia. Taki zabieg podkreśla jednolitą sylwetkę i nawiązuje do epoki, gdy silnik znajdował się tuż za tylną kanapą.

Architektura napędu: elektryk z silnikiem tam, gdzie dawniej

W odróżnieniu od większości współczesnych sedanów, jednostka napędowa konceptu — w tym przypadku elektryczny moduł trakcyjny zintegrowany z przekładnią — umieszczona została za kabiną pasażerską. Chłodzenie zapewnia szeroki wlot poprowadzony od dachu aż do komory silnika, a dodatkowe kanały umieszczono w tylnych błotnikach. Bateria trakcyjna spoczywa nisko, między osiami, co obniża środek ciężkości i poprawia prowadzenie. Z przodu wygospodarowano frunk, a nad napędem znajdziemy drugi schowek — praktyczne echo oryginału, który słynął z dużej dostępności przestrzeni bagażowej mimo kompaktowych wymiarów.

Dlaczego „setka” pozostaje ikoną regionu

Produkcja Škody 100 trwała do 1977 roku, kończąc się wynikiem ponad 1,1 mln egzemplarzy. Samochód wyróżniał się niezawodną, chłodzoną cieczą jednostką 1.0 l, prostą konstrukcją samonośnego nadwozia oraz tylnym napędem, który gwarantował dobrą trakcję na górskich drogach Czechosłowacji. Wersje 100 L, 110 L i sportowa 110 LS oferowały stopniowo wyższą moc oraz bogatsze wyposażenie, zaś coupé 110 R do dziś uchodzi za jedno z najładniejszych aut tej części Europy. Wybór „setki” do projektu nie jest więc przypadkowy: to model, który uosabiał mobilność dostępną dla szerokiego grona kierowców, a jego spadkobierca ma wprowadzić podobną demokratyzację na polu elektromobilności.

Co dalej z projektem Icons Get a Makeover

Strategia marki zakłada przedstawianie kolejnych konceptów inspirowanych historycznymi bestsellerami, aby badać reakcje rynku i testować rozwiązania z zakresu aerodynamiki, modularnych akumulatorów czy oprogramowania. Choć pokazana „setka” to jedynie studium, wiele z jej elementów — jak oświetlenie typu light-bar, bezramkowa bryła tyłu czy dwukomorowy układ bagażowy — może trafić do przyszłych modeli produkcyjnych. Dzięki temu przeszłość staje się laboratorium dla przyszłości, a nazwa, która niegdyś symbolizowała milion sprzedanych aut, dziś może stać się synonimem elektrycznej rewolucji dostępnej dla wszystkich.