Tempomat stał się dziś niemal standardowym wyposażeniem samochodów osobowych: od miejskich hatchbacków po luksusowe limuzyny. Kierowcy cenią go za odciążenie prawej nogi, obniżenie poziomu stresu na długich trasach i pomoc w utrzymaniu przepisowej prędkości. Z punktu widzenia portfela pojawia się jednak pytanie, czy system utrzymujący stałą prędkość rzeczywiście pomaga w oszczędzaniu paliwa, czy – przeciwnie – podnosi zużycie, zwłaszcza w zróżnicowanym terenie. Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ zależy od konstrukcji układu, charakteru trasy i stylu jazdy kierowcy.

Mechanizm działania tempomatu i jego wpływ na spalanie

Zwykły (nieadaptacyjny) tempomat steruje przepustnicą tak, aby prędkość samochodu była możliwie stała. Na idealnie płaskiej drodze oznacza to ograniczenie zbędnych przyspieszeń, które podnoszą spalanie bardziej niż równomierna jazda. W praktyce większość tras zawiera jednak wzniesienia i zjazdy. Gdy pojawia się nachylenie pod górę, tempomat intensywnie zwiększa dawkę paliwa, aby nie dopuścić do spadku prędkości. W czasie zjazdu sterownik ogranicza podawanie paliwa, ale nie jest w stanie odzyskać energii zużytej na podjeździe, ponieważ samochody osobowe (poza hybrydami) nie magazynują jej na później. Z tego powodu pomiary amerykańskiego Departamentu Energii czy niemieckiego ADAC wskazują, że na pagórkowatych odcinkach tradycyjny tempomat potrafi podnieść spalanie o 2–5% w stosunku do uważnej jazdy manualnej.

Istotną rolę odgrywa też aerodynamika. Opór powietrza rośnie w kwadracie prędkości, a przeciętny kierowca bez tempomatu często „pływa” w zakresie kilku kilometrów na godzinę. Jeśli amplituda tych wahań jest niewielka, wzrost spalania nie jest duży. Natomiast dodatkowe 5–7 km/h przy wyższych prędkościach autostradowych znacząco zwiększa zapotrzebowanie na energię i może zniwelować korzyści płynące z równego tempa.

Różnice między systemami podstawowymi a adaptacyjnymi w świetle badań

Nowoczesne układy adaptacyjne (ACC) współpracują z radarem, kamerami, a coraz częściej także z danymi z nawigacji i map topograficznych. Dzięki temu mogą przewidzieć nadchodzący zakręt lub wzniesienie i odpowiednio wcześniej zredukować moc, zamiast reagować dopiero w momencie spadku prędkości. Według testów Natural Resources Canada samochody wyposażone w taki system na drodze ekspresowej o prędkości 100 km/h potrafią zużyć od 7 do 14% mniej paliwa niż w trybie tradycyjnego tempomatu. W laboratoryjnym cyklu o zmiennej prędkości, symulującym gęsty ruch, różnica bywa jeszcze większa, ponieważ przewidywanie momentu hamowania przekłada się na łagodniejsze zwalnianie i mniejsze straty energii.

Korzyści nie są jednak gwarantowane. Badania amerykańskiego AAA dowodzą, że w ruchu miejskim z częstymi zatrzymaniami ACC, choć zwiększa komfort, może nie poprawić spalania, a czasem nawet je podnieść z powodu częstego przyspieszania do zadanej prędkości po każdym ruszeniu. W dodatku nie wszystkie adaptacyjne układy stosują strategię „eco”; niektóre, aby utrzymać dystans do poprzedzającego pojazdu, częściej sięgają po hamulce, co w samochodach spalinowych oznacza bezpowrotną utratę energii kinetycznej.

Rola kierowcy: dlaczego praktyka może wygrać z automatyką

Doświadczony kierowca patrzy dalej niż radar lub kamera – dostrzega nachylenie drogi, sygnalizację świetlną czy zachowanie pieszych jeszcze zanim system zdąży zareagować. W technice zwanej często „pulse and glide” lub „jazdą na grawitację” moment intensywnego przyspieszenia jest krótki, a na wzniesieniu kierowca pozwala, aby prędkość nieznacznie spadła, zamiast utrzymywać ją za wszelką cenę. W efekcie zużywa mniej paliwa niż tempomat, szczególnie na pofałdowanym terenie.

Rekordowe przejazdy o minimalnym spalaniu – choć niepraktyczne na co dzień – pokazują potencjał tej metody. Wielu zawodników startujących w tzw. economy runs wyłącza tempomat i korzysta z biegów lub systemów rekuperacji (w autach hybrydowych), żeby zatrzymać jak najwięcej energii. Automatyka jest ograniczona do regulaminowych algorytmów i musi priorytetowo dbać o bezpieczeństwo oraz komfort, które czasem stoją w sprzeczności z absolutnym minimalizowaniem zużycia.

Praktyczne wskazówki, aby łączyć komfort z oszczędnością

Tempomat pokazuje pełnię swoich zalet przede wszystkim na długich, równych odcinkach autostradowych, gdzie zmienność nachyleń i natężenie ruchu są niewielkie. W takich warunkach ustawienie umiarkowanej prędkości – najczęściej między 90 a 110 km/h – pozwala ograniczyć zarówno stres, jak i spalanie. Na trasach pagórkowatych warto rozważyć czasowe wyłączenie systemu przed ostrym podjazdem, by samodzielnie zmniejszyć przepustnicę i pozwolić prędkości spaść o kilka kilometrów na godzinę. Zjazd można wykorzystać do odzyskania tempa bez dodatkowego wtrysku paliwa.

Jeśli samochód dysponuje adaptacyjnym tempomatem z funkcją przewidywania topografii lub jazdy w trybie „eco”, warto ją aktywować. Oprogramowanie redukuje wówczas gwałtowne reakcje na drobne zmiany prędkości i zachowuje bardziej łagodne tempo przyspieszania. Dodatkowo utrzymywanie prawidłowego ciśnienia w oponach, unikanie zbędnego obciążenia pojazdu czy planowanie postoju na tankowanie przy niższej temperaturze zewnętrznej mogą przynieść kilkuprocentowe oszczędności, niezależnie od pracy tempomatu.