Niewielka, z pozoru bezużyteczna moneta potrafi otworzyć samochód szybciej, niż kierowca zdąży wypić poranną kawę. Nową odsłonę kradzieży, w której drobny kawałek metalu staje się precyzyjnym wytrychem, od kilku miesięcy opisują zarówno europejskie wydziały przestępczości samochodowej, jak i amerykańskie towarzystwa ubezpieczeniowe. Choć metoda „na monetę” nie jest uniwersalnym kluczem do każdego modelu, stanowi realne zagrożenie dla aut z wysłużonymi zamkami, a liczba zgłoszeń potwierdzających jej skuteczność rośnie, szczególnie w przypadku pojazdów mających ponad dziesięć lat.
Skąd wzięła się niepozorna metoda „na monetę”?
Manipulowanie zamkami samochodowymi towarzyszy motoryzacji od momentu, w którym producenci porzucili proste rygle na rzecz bardziej kompaktowych wkładek. Do lat 90. złodzieje częściej używali wytrychów ślusarskich, ale rozwój elektroniki wymusił poszukiwanie cichych, szybkich i mało inwazyjnych technik. „Moneta” jest naturalnym rozwinięciem tej ewolucji. Łatwo ją zdobyć, nie wzbudza podejrzeń w razie kontroli, a jej rant wystarczy delikatnie oszlifować, by przypominał profil prostego klucza płaskiego. Według danych policyjnych z kilku państw Unii Europejskiej sporadyczne przypadki stosowania tej techniki odnotowywano już dekadę temu, lecz dopiero popularyzacja filmów instruktażowych w internecie przyspieszyła jej globalny „debiut”.
Jak dokładnie przebiega manipulacja zamkiem?
Zamek drzwi w większości starszych modeli opiera się na zapadkach (ang. wafers) lub pływających dyskach. Przy normalnym użytkowaniu zapadki układają się w odpowiadających kluczowi rowkach. Gdy wkładka nie jest regularnie smarowana, pojawia się luz, a krawędzie zapadek wycierają się. Przestępca wykorzystuje ten luz, wciskając cienki metal – najczęściej monetę dociętą do szerokości szczeliny albo płaski kawałek blachy – i kilkakrotnie porusza nim w górę i w dół. Powstałe ciśnienie współgra z wibracją ręki, powodując krótkotrwałe wyrównanie zapadek, co pozwala obrócić bębenek. Cała operacja trwa od kilku do kilkudziesięciu sekund, zależnie od wprawy sprawcy oraz stanu zamka.
Kiedy trik działa, a kiedy okazuje się bezużyteczny?
Skuteczność „monety” można sprowadzić do pięciu czynników: 1) konstrukcji zamka, 2) stopnia zużycia wkładki, 3) podatności drzwi na odkształcenia, 4) doświadczenia złodzieja oraz 5) dodatkowych zabezpieczeń elektronicznych. Najłatwiejszym celem są samochody, w których zamka używa się codziennie, ale nigdy go nie serwisowano—smarowanie grafitem lub silikonem wydłuża żywotność zapadek i niweluje luz. Odporne są również nowsze konstrukcje z twardych stopów i z pojedynczym, wąskim gniazdem klucza, które nie pozwala wsunąć monety wystarczająco głęboko. Co ważne, otwarcie drzwi nie równa się automatycznemu uruchomieniu silnika—immobilizer transponderowy w większości pojazdów wyprodukowanych po 1998 roku pozostaje dodatkową barierą.
Statystyki i przykłady z ostatnich miesięcy
Europejska organizacja ubezpieczeniowa, analizując ponad 15 000 roszczeń z tytułu kradzieży, wskazała, że około 3% otwarć bez widocznych uszkodzeń mogło być skutkiem manipulacji podobnych do „monety”. W Wielkiej Brytanii odnotowano serię zdarzeń na parkingach dworców kolejowych, gdzie liczba kradzieży starszych hatchbacków wzrosła o 25% względem poprzedniego roku. Z kolei w Polsce Komenda Główna Policji potwierdziła kilka przypadków, w których „brak śladów włamania i uszkodzenia wkładki przy starym, wytartym zamku” wskazywał na użycie niedozwolonego narzędzia płaskiego. Żadne z wymienionych źródeł nie potwierdza stuprocentowej skuteczności metody, ale wszystkie uznają ją za rosnące ryzyko, zwłaszcza dla samochodów w wieku powyżej 12 lat.
Jak chronić samochód bez kosztownych przeróbek?
Zabezpieczenie auta przed „monetą” bazuje na zasadzie wielowarstwowej ochrony: po pierwsze, regularnie konserwuj zamki. Wystarczy usunąć wilgoć sprężonym powietrzem, a następnie wprowadzić smar grafitowy. Po drugie, wymień zużytą wkładkę, jeżeli klucz wchodzi z wyczuwalnym luzem. Po trzecie, zainwestuj w mechaniczną blokadę kierownicy lub pedałów—najprostszą odstraszającą formę zabezpieczenia, którą według statystyk niemieckiego ADAC złodzieje omijają w 9 na 10 przypadków z braku czasu. Czwarta warstwa to alarm z czujnikiem przechyłu; już sam dźwięk syreny obniża prawdopodobieństwo dokończenia kradzieży o ponad 60%.
Co oferuje elektronika i czy faktycznie wystarczy?
Systemy bezkluczykowe (keyless) na papierze eliminują konieczność używania zamka, lecz same wprowadzają ryzyko przechwycenia sygnału radiowego. Dlatego część producentów wyposaża kluczyki w czujnik ruchu, który usypia nadajnik, gdy leży on bezczynnie w domu. Coraz popularniejsze stają się prywatne moduły GPS działające na baterii przez kilkanaście miesięcy—lokator ukryty w podsufitce pozwala namierzyć auto z dokładnością do kilku metrów, a jego jednorazowy koszt jest nieporównywalnie niższy niż wartość pojazdu. Eksperci ds. bezpieczeństwa rekomendują jednak łączenie rozwiązań mechanicznych i elektronicznych, bo tylko suma utrudnień skutecznie zniechęca złodzieja.
Świadomy kierowca ma przewagę
„Moneta” nie jest czarną magią; to tylko kolejny dowód na to, że przestępczość motoryzacyjna korzysta z błędów eksploatacyjnych właścicieli. Wymiana wkładki zamka, konserwacja mechanizmów oraz nawet najprostsze blokady mechaniczne potrafią zamienić samochód w trudny cel. Przestępca, który musi poświęcić kilka dodatkowych minut, by sforsować zabezpieczenia, często zrezygnuje i poszuka łatwiejszej ofiary. Regularny serwis oraz zdrowy sceptycyzm wobec internetowych porad to najtańsza polisa, by nie obudzić się pewnego ranka przed pustym miejscem parkingowym.