Im dalej na południe Włoch, tym częściej w ruchu ulicznym można dostrzec pojazdy oznaczone biało-czerwonymi tablicami. Nie chodzi jednak o nagły boom na turystykę samochodową z Polski, lecz o sposób miejscowych kierowców na obejście rosnących kosztów ubezpieczenia i podatków drogowych. Szacunki włoskiego rejestru REVE wskazują, że na koniec pierwszego kwartału 2025 r. w samym regionie Kampania poruszało się już ponad 68 000 samochodów i jednośladów z polskimi numerami. Według Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych posiadacze takich tablic uczestniczą dziś w niemal 200 kolizjach dziennie poza granicami Polski, a skala zjawiska wywołuje alarm zarówno w Warszawie, jak i w Rzymie.
Najważniejsze liczby mówią same za siebie: – w zależności od modelu i wieku kierowcy roczna składka OC w Neapolu może być nawet pięciokrotnie wyższa niż w Warszawie; – pełne ubezpieczenie skutera w stolicy Kampanii z łatwością przekracza 2 000 euro, często przewyższając wartość samego pojazdu; – ponad dwie trzecie prób wyłudzeń odszkodowań, które trafiają do Polskiej Izby Ubezpieczeń, dotyczy polis komunikacyjnych, z czego istotna część została zawarta właśnie na pojazdy użytkowane we Włoszech.
Rosnące dysproporcje cenowe, zacieśniające się kontrole radarowe i progresywna stawka podatku drogowego sprawiają, że dla wielu właścicieli jednośladów i miejskich aut małolitrażowych „polski numer” staje się kuszącą alternatywą. Proceder, który jeszcze kilka lat temu funkcjonował w niszy firm wynajmujących auta dostawcze, rozlał się dziś na prywatnych użytkowników, a skutki odczuwają oba narodowe rynki ubezpieczeniowe.
Polisa w Neapolu droższa niż sam pojazd
Różnice kosztów między państwami członkowskimi Unii Europejskiej są naturalne, lecz w sektorze motoryzacyjnym południe Półwyspu Apenińskiego bije niechlubne rekordy. Dane włoskiego organu nadzoru IVASS za 2023 r. pokazują, że średnia składka OC w Kampanii wyniosła 530 euro rocznie, podczas gdy w Polsce analogiczna polisa to około 130 euro. W przypadku młodych kierowców z Neapolu cena podstawowego ubezpieczenia może przekroczyć 1 000 euro. AC dolicza kolejne setki, a dla skuterów – najpopularniejszego środka transportu w zatłoczonym mieście – pełna ochrona zaczyna się od 1 800–2 200 euro. Do tego dochodzi regionalny podatek drogowy (tzw. bollo auto) oraz surowy system kar z fotoradarów.
Tę przepaść cenową potwierdzają międzynarodowe porównania przygotowane dla Komisji Europejskiej przy okazji nowelizacji dyrektywy 2021/2118 o ubezpieczeniach komunikacyjnych. Zgodnie z nimi Kampania należy do trzech najdroższych regionów Unii, gdy Warszawa plasuje się poniżej średniej unijnej. Rachunek wydaje się więc prosty: przerejestrowanie skutera czy miejskiego Fiata w Polsce pozwala zaoszczędzić nawet kilka tysięcy euro w całym okresie eksploatacji.
Tani numer zza granicy – jak działa łańcuch rejestracyjny
Najbardziej rozpowszechniony model opiera się na trzech ogniwach. Po pierwsze, włoski właściciel fikcyjnie sprzedaje pojazd zagranicznej spółce pośredniczącej. Po drugie, ta spółka rejestruje auto lub jednoślad w Polsce, korzystając z niskich stawek OC i braku podatku drogowego. Po trzecie, polska firma „wynajmuje” pojazd pierwotnemu właścicielowi na podstawie długoterminowej umowy leasingu lub najmu terminowego. W świetle włoskich przepisów taki pojazd może legalnie poruszać się po drodze do 12 miesięcy bez konieczności rejestracji na miejscu – o ile kierowca posiada komplet dokumentów potwierdzający status najmu.
Oszczędność jest podwójna. Kierowca unika nie tylko wysokiej składki, lecz także punktów karnych i kar z automatów drogowych, gdyż korespondencja trafia do polskiej spółki lub wskazanej skrzynki pocztowej. W przypadku skuterów i motocykli z silnikami do 125 cm³ różnice w OC potrafią sięgnąć 400–500 euro rocznie, a w AC – jeszcze więcej. Nie dziwi więc, że w bazie REVE aż 43% zarejestrowanych „polskich” pojazdów to jednoślady.
Ryzyko większe niż oszczędność
Nabywca pozornej usługi często nie jest świadomy pułapek. Gdy włoska policja drogowa kwestionuje autentyczność umowy lub stwierdza nieważność polskiego ubezpieczenia, kierowca odpowiada na miejscu. Kodeks drogowy przewiduje grzywnę od 2 046 do 8 186 euro, tymczasową konfiskatę pojazdu, a w skrajnych przypadkach zarzut fałszerstwa dokumentów z sankcją karną. Odszkodowania za wypadki z nieopłaconą w terminie polisą mogą być egzekwowane bezpośrednio od sprawcy, łącznie z regresami rzędu setek tysięcy euro.
Także w Polsce skutki nie pozostają neutralne. Zakłady ubezpieczeń notują zwiększoną szkodowość polis obejmujących kierowców, którzy realnie jeżdżą w Neapolu czy Casercie – według Polskiej Izby Ubezpieczeń współczynnik częstości szkód dla takich polis jest ponad dwukrotnie wyższy od średniej krajowej. W rezultacie rosną składki dla wszystkich posiadaczy pojazdów, a reasekuratorzy podnoszą stawki chroniące portfele firm obejmujące ryzyko międzynarodowe.
Nadchodzi zaciskanie pętli
We włoskim parlamencie procedowany jest obecnie projekt zaostrzenia art. 132 Kodeksu Drogowego, skracający dopuszczalny okres korzystania z zagranicznej rejestracji do 90 dni oraz wprowadzający obowiązek tłumaczenia polisy i umowy najmu przez certyfikowanego tłumacza przysięgłego. Ministerstwo Transportu deklaruje też rozszerzenie współpracy z polskim Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym w celu natychmiastowej weryfikacji ważności polis. Na poziomie unijnym trwają prace nad platformą wymiany danych o ubezpieczeniach komunikacyjnych, co ma ograniczyć proceder rejestracji transgranicznej w celach oszustwa.
Niezależni eksperci wskazują, że kluczowa będzie nie tylko zmiana prawa, lecz jego egzekucja. Włoska Guardia di Finanza planuje wykorzystać automatyczne skanery tablic rejestracyjnych do porównywania numerów z danymi REVE i z polską bazą CEPiK. Po stronie polskiej zapowiadane jest wprowadzenie obowiązku podania miejsca faktycznej eksploatacji pojazdu przy zawieraniu umowy OC. Jeżeli obie administracje dopną swego, kierowcy liczący na szybkie oszczędności mogą wkrótce zapłacić za nie podwójnie.