Polska administracja szykuje największe od ponad dwóch dekad przemodelowanie systemu numeracji rejestracyjnej. W kilka lat wyczerpano większość dotychczasowych kombinacji w największych miastach, a rosnąca liczba pojazdów i postęp technologiczny wymuszają wprowadzenie zupełnie nowych prefiksów. W praktyce oznacza to, że na ulicach pojawią się samochody z oznaczeniami, które jeszcze niedawno kojarzyły się wyłącznie z emotikonami, skrótami marek lub historycznymi formacjami.
Dlaczego konieczna jest korekta systemu
Obowiązujący od 2000 roku układ liter i cyfr został zaprojektowany z myślą o rynku liczącym znacznie mniej niż 25 mln zarejestrowanych pojazdów. W ostatniej dekadzie liczba ta przekroczyła 30 mln, a w niektórych aglomeracjach – zwłaszcza w Warszawie, Krakowie i Poznaniu – praktycznie wyczerpano pulę dostępnych kombinacji. Ponadto coraz powszechniejsze są systemy kamer odczytujących numery w ruchu (ANPR); wymagają one jednolitego, łatwo skalowalnego zestawu znaków, aby ograniczyć liczbę błędnych odczytów. Modernizacja ma też charakter prewencyjny: zgodnie z unijnymi rekomendacjami państwa członkowskie powinny planować rezerwę na minimum 20 lat naprzód, tak aby uniknąć doraźnych, chaotycznych zmian.
Najważniejsze nowe wyróżniki i logika przydziału
Ministerstwo Infrastruktury zdecydowało się na rozwiązanie polegające na zastąpieniu pierwszej litery we wszystkich przepełnionych powiatach, pozostawiając dotychczasową logikę liter drugiego rzędu. Warszawa przechodzi z litery „W” na „A”, dzięki czemu dzielnice zachowują rozpoznawalność – przykładowo Mokotów otrzyma kombinację „AE”. Gdańsk zyska „XD”, co w naturalny sposób przyciąga uwagę kierowców z całej Polski; przy wyborze kierowano się jednak wyłącznie dostępnością zbioru, a nie skojarzeniami kulturowymi. Wrocław otrzyma „VW”, zaś Poznań – „MO”, co historycznie może budzić konotacje z dawną Milicją Obywatelską, choć w rzeczywistości to również efekt czysto statystycznego doboru.
Zmiana dotyczy także innych dużych ośrodków: Katowice będą sygnowane „IK”, Rzeszów – „YZ”, Kraków – „JR”, natomiast Łódź przejdzie najłagodniejszą transformację, zamieniając „EL” na „ED”. W każdym przypadku pozostawiono dotychczasową strukturę cyfr oraz liter trzeciego rzędu, aby usprawnić pracę wydziałów komunikacji i zminimalizować dezorientację kierowców.
Skutki dla kierowców, organów i branży motoryzacyjnej
Wymiana tablic nie będzie obowiązkowa dla obecnych użytkowników; nowe wyróżniki pojawią się wyłącznie w przypadku pierwszej rejestracji pojazdu lub zmiany właściciela. Według szacunków Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, rocznie drukuje się około sześciu milionów kompletów tablic – oznacza to, że pełne „przewinięcie” parku samochodowego zajmie co najmniej dziesięć lat. Producenci tablic otrzymali już specyfikacje, dzięki czemu mogą skalibrować maszyny pod poszerzony zestaw liter.
Samorządy szacują natomiast koszt aktualizacji baz danych i oprogramowania kamer do rozpoznawania numerów na około 45 mln zł, z czego część zostanie sfinansowana z funduszy europejskich na cyfryzację transportu. Od strony praktycznej kierowcy powinni zyskać łatwiejszy proces rejestracji – brak konieczności wyszukiwania wolnych kombinacji skróci formalności nawet o kilkadziesiąt minut. Dla kolekcjonerów nietuzinkowych numerów zmiana jest okazją do zdobycia unikalnych sekwencji, które w przyszłości mogą nabrać wartości historycznej.
Harmonogram wdrożenia i perspektywy na przyszłość
Pilotaż startuje w trzecim kwartale bieżącego roku w czterech miastach: Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. Jeśli nie pojawią się komplikacje legislacyjne, od stycznia przyszłego roku nowe tablice będą wydawane na terenie całego kraju. Równolegle prowadzone są prace nad wprowadzeniem opcjonalnych tablic z symbolem UE w pełnym kolorze oraz nad stworzeniem centralnego rejestru w formie API, z którego będą mogły korzystać firmy ubezpieczeniowe i operatorzy car-sharingu. Eksperci prognozują, że zaktualizowany system wystarczy co najmniej do połowy lat czterdziestych, kiedy to – przy kontynuacji obecnych trendów – liczba pojazdów w Polsce może zbliżyć się do 40 mln.