Samochody odzyskane przez fiskusa wreszcie trafiają do sieci w formie ogólnodostępnych e-licytacji, a pierwsze wyniki pokazują, że różnica pomiędzy ceną rynkową a wywoławczą potrafi sięgać kilkudziesięciu procent. Taki rabat przykuje wzrok niejednego kierowcy, lecz entuzjazm warto ostudzić świadomością, że państwo sprzedaje dokładnie to, co przejęło – bez gwarancji, bez prawa do reklamacji i często bez kompletu dokumentów. Na nowej platformie można więc tanio zdobyć zarówno niemal fabryczną hybrydę, jak i zaniedbanego diesla, jednak pełna odpowiedzialność za stan pojazdu od momentu młotka spoczywa na kupującym.
Jak działa cyfrowy rynek pojazdów przejętych przez państwo
Przeniesienie gablot z placów parkingowych do internetu wpisuje się w szerszy, obserwowany w całej Europie trend digitalizacji egzekucji komorniczych i skarbowych. Platforma sterowana przez Krajową Administrację Skarbową grupuje pojazdy odebrane dłużnikom podatkowym, przemytnikom czy kierowcom zatrzymanym pod wpływem alkoholu. Cała procedura – od publikacji ogłoszenia, przez wpłatę wadium, aż po podbicie stawki – odbywa się wyłącznie online, co eliminuje koszty organizacji licytacji terenowych i zwiększa transparentność. System działa podobnie do komercyjnych serwisów aukcyjnych: ogłoszenie zawiera opis, zdjęcia, przybliżoną wartość rynkową, a także termin zakończenia. Przebieg oraz ewentualne wady wpisywane są na podstawie oględzin organu, lecz bez szczegółowej diagnostyki; przebieg najczęściej pochodzi z bazy CEPiK, a nie z odczytu licznika.
Modele, które zwracają uwagę: od kompaktów po luksusowe limuzyny
Już pierwsza tura ofert pokazuje, że wśród przejętych aut trafiają się egzemplarze atrakcyjne nie tylko cenowo, lecz i pod względem specyfikacji. Przykładowo: 1) kompakt z segmentu B rocznik 2023 z turbodoładowanym benzyniakiem wystartował z pułapu 45 tys. zł, gdy na rynku wtórnym kosztuje o 20–25 tys. zł więcej; 2) kabriolet niemieckiej marki klasy średniej z 2015 r., mający niespełna 80 tys. km, został wyceniony na 60 tys. zł przy wartości katalogowej przekraczającej 80 tys. zł; 3) hybrydowy crossover z 2016 r. w ciągu kilkunastu godzin podbiło kilkoro uczestników, windując cenę z 65 tys. do blisko 90 tys. zł; 4) egzotyczny, chiński SUV testowany przez dilera w ramach demonstracyjnych jazd, mimo rocznika 2024 i przebiegu poniżej 12 tys. km, został wystawiony o około jedną trzecią taniej niż nowy z salonu. Wachlarz obejmuje też rzadkie limuzyny z silnikami V8, a obok nich miejskie dostawczaki czy kilkunastoletnie sedany za kilka tysięcy.
Niskie kwoty wejścia: auta budżetowe i ich realne koszty
Osobne miejsce zajmują pojazdy z wyceny poniżej 10 tys. zł – tu trafiają głównie egzemplarze, które lata świetności mają dawno za sobą. W aktualnym katalogu można znaleźć: hatchbacka z połowy lat 2000 za 3,5 tys. zł, wysłużony samochód dostawczy za 4 tys. zł czy rodzinnego vana z uszkodzonym układem DSG za niespełna 5 tys. zł. Takie ceny bywają niższe od rynkowych nawet o połowę, lecz do kwoty zakupu należy doliczyć: możliwy transport lawetą (pojazd bywa unieruchomiony), ewentualne opłaty parkingowe liczone od dnia przejęcia, ubezpieczenie OC, badanie techniczne oraz nierzadko kilka tysięcy złotych na naprawy, które dopiero po oględzinach w warsztacie wyjdą na jaw.
Pułapki, na które warto uważać przed kliknięciem „Licytuj”
Specyfika sprzedaży publicznej sprawia, że kupujący bierze samochód w stanie „as is”. Najczęściej spotykane problemy to: brak kluczyka lub karta elektroniczna pozostawiona w miejscu nieznanym, niekompletny dowód rejestracyjny wymagający wtórnika, polisa OC wygasła miesiące temu, a pojazd zalegał na parkingu pod chmurką, co grozi korozją układu hamulcowego i rozruchem silnika dopiero po wymianie akumulatora. Do tego dochodzi ryzyko niezgodności przebiegu, bo licznik mógł być wymieniony lub uszkodzony, a administracja nie prowadzi ekspertyz mechanicznych. Wreszcie – jeśli auto pochodzi z postępowania karnego, na nabywcy spoczywa obowiązek doprowadzenia go do procedury rejestracyjnej i, w razie potrzeby, wyjaśnienia ewentualnych roszczeń cywilnych.
Procedura krok po kroku dla zainteresowanych
1) Rejestracja: zakłada się konto w serwisie licytacyjnym i potwierdza tożsamość za pomocą profilu zaufanego, mObywatela lub bankowości elektronicznej; 2) przeglądanie ofert: system pozwala filtrować po marce, roczniku, napędzie czy lokalizacji auta; 3) wadium: każda aukcja wymaga przelewu równowartości 10 % oszacowanej ceny – bez tego przycisk „Licytuj” pozostaje nieaktywny; 4) przebieg aukcji: podbicia minimalne są z góry określone, a ostatnie sekundy automatycznie wydłużają czas o kilka minut, by uniknąć snajperki; 5) rozliczenie: wygrywający uiszcza pozostałą część kwoty w terminie (najczęściej do 5 dni), po czym otrzymuje protokół sprzedaży – dokument stanowiący podstawę urzędową do rejestracji; 6) odbiór: samochód trzeba odebrać z parkingu wskazanego w ogłoszeniu, organizując transport we własnym zakresie i przedkładając potwierdzenie zapłaty.