Grupa Volkswagen zapowiedziała największy od dekady program redukcji kosztów – do 2028 r. wydatki operacyjne mają spaść o jedną piątą, co według szacunków analityków przełoży się na około 60 mld euro oszczędności. Kierownictwo argumentuje, że tak głęboka korekta jest warunkiem zachowania konkurencyjności w czasie kosztownej elektryfikacji, cyfryzacji i rosnącej presji cenowej ze strony producentów z Chin.

Rozmiar cięć i harmonogram

Nowy plan przedstawiony radzie nadzorczej obejmuje całe portfolio koncernu – od marki popularnej po segment premium i samochody użytkowe. Zgodnie z harmonogramem 10% oszczędności ma zostać zmaterializowane do końca 2025 r., a pełne 20% trzy lata później. Kluczowe dźwignie to centralizacja zakupów części, ograniczenie nadmiarowych mocy produkcyjnych oraz restrukturyzacja zaplecza administracyjnego w Europie. W tle trwają rozmowy ze związkami zawodowymi o dobrowolnych odejściach oraz naturalnym wygaszaniu etatów, zwłaszcza w działach, które cyfryzacja czyni zbędnymi.

Dlaczego Volkswagen zaciska pasa

Rentowność operacyjna grupy w ostatnich kwartałach utrzymuje się poniżej celu 8–9%, który zarząd uznaje za konieczny, by finansować wielomiliardowe inwestycje w elektromobilność, oprogramowanie i akumulatory. Poza ogromnym nakładem kapitałowym menedżerowie wskazują trzy główne źródła presji: gwałtowny, 36-procentowy spadek sprzedaży w Chinach w ciągu sześciu lat, taryfy importowe w USA wynikające z ustawy Inflation Reduction Act oraz agresywną politykę cenową rodzimych producentów z Państwa Środka, którzy już zdobyli ponad 50% tamtejszego rynku aut elektrycznych. Dodatkowo opóźnienia w wewnętrznym projekcie software’owym Cariad utrudniają podniesienie marży na usługach cyfrowych.

Co dalej z siecią produkcyjną

Grupa utrzymuje 120 zakładów na świecie, z czego ponad 30 w samej Europie. Po zamknięciu drezdeńskiej Transparent Factory zarząd nie wyklucza kolejnych ruchów, jeżeli prognozowany popyt nie wypełni mocy wytwórczych. Według osób zbliżonych do negocjacji szczególnie uważnie obserwowane są linie w Emden, Palmeli i Pamplonie. Alternatywą dla całkowitego zamknięcia mogą być przekształcenia w centra renowacji baterii lub montażu komponentów do aut elektrycznych, co już testuje zakład w Kassel.

Strategia produktowa w erze aut elektrycznych

Aby odzyskać udziały w rynku masowym, Volkswagen zamierza w 2026 r. wprowadzić trzy małe BEV-y w cenie do 25 tys. euro – po jednym pod markami VW, Škoda i Cupra. Rok później planowany jest jeszcze tańszy model, którego cena ma startować w okolicach 20 tys. euro i konkurować bezpośrednio z nową generacją Renault Twingo. Platforma MEB-Eco, lżejsza i z uproszczoną architekturą elektroniki, ma pozwolić zarobić na tych samochodach już od pierwszego egzemplarza. Równolegle realizowany jest projekt własnych ogniw pryzmatycznych produkowanych w gigafabryce w Salzgitter, co ma obniżyć koszt baterii o 50% w stosunku do obecnych dostawców.

Miejsce Volkswagena w globalnym układzie sił

Mimo ubiegłorocznego spadku sprzedaży o 0,5% koncern utrzymał drugą pozycję na świecie z wynikiem blisko 9 mln pojazdów, ustępując tylko Toyocie. Zasobny portfel marek – od Škody po Porsche – zapewnia dywersyfikację, jednak łańcuch wartości staje się coraz droższy, a marże w segmencie aut spalinowych kurczą się pod naciskiem kolejnych norm emisji Euro 7 i amerykańskich przepisów CAFE. O powodzeniu całego przedsięwzięcia zadecyduje więc nie tylko skala cięć, lecz także tempo wprowadzania konkurencyjnych, opłacalnych modeli elektrycznych, które pozwolą grupie utrzymać globalny wolumen przy akceptowalnym poziomie rentowności.