Jedna jazda w miesiącu może uratować DPF. Większość kierowców o tym zapomina

Powszechne przekonanie, że codzienna jazda na wysokich obrotach „czyści” silnik, jest równie kuszące, co mylące. Owszem, dłuższe obciążenie jednostki napędowej sprzyja wypalaniu sadzy, lecz wymaga określonych warunków temperaturowych i technicznych, które w ruchu miejskim niemal nigdy nie występują. Poniżej wyjaśniamy, jak zapobiec zapychaniu się filtra cząstek stałych, nie ryzykując przy tym kosztownej awarii podzespołów.

Wysoka temperatura spalin – naukowe podstawy samooczyszczania DPF

Filtr cząstek stałych (DPF w silnikach Diesla, GPF w jednostkach benzynowych) zatrzymuje sadzę, dzięki czemu z rury wydechowej wydostaje się znacznie mniej pyłu. Problem polega na tym, że w ruchu miejskim temperatura spalin zwykle oscyluje w granicach 200–300 °C – to zbyt mało, aby zainicjować efektywną pirolizę. Dopiero gdy gaz wylotowy przekroczy około 600 °C, węgiel zawarty w sadzy utlenia się do CO₂, a filtr odzyskuje przepustowość.

W badaniach publikowanych m.in. w „Applied Thermal Engineering” oraz w bazach ScienceDirect potwierdzono, że jedna 30-minutowa jazda autostradowa przy stałym obciążeniu potrafi zredukować nagromadzenie sadzy nawet o 90 %. Ponadto wyższe ciśnienie w cylindrach poprawia proces rozpylania paliwa, co ogranicza powstawanie nagaru na tłokach, zaworach i końcówkach wtryskiwaczy. W rezultacie spada zużycie paliwa, rośnie sprawność turbosprężarki, a olej silnikowy wolniej traci lepkość pod wpływem zanieczyszczeń.

Gdzie leży granica między „przepalaniem” a przeciążeniem podzespołów

Podczas dynamicznego przyspieszania wirnik turbosprężarki osiąga nawet 150 000 obr./min, a jego obudowa rozgrzewa się powyżej 800 °C. Jeżeli układ chłodzenia jest zaniedbany lub poziom oleju zbyt niski, nagłe wprowadzenie silnika na wysokie obroty może przerwać film olejowy i doprowadzić do zatarcia łożysk.

Ryzyko dotyczy również uszczelki pod głowicą i przewodów gumowych. Gwałtowny wzrost temperatury powoduje ich punktowe przegrzanie, co z czasem prowadzi do mikropęknięć i wycieków. Stare jednostki napędowe narażone są ponadto na deformację pierścieni tłokowych – efekt szybkiego rozszerzania się metalu bez odpowiedniego wygrzania. Z tego powodu specjaliści zalecają stopniowe zwiększanie obciążenia: najpierw spokojne rozgrzanie silnika do 90 °C, a dopiero potem utrzymywanie obrotów w przedziale 2500–3500 obr./min przez kilkanaście minut.

Praktyczne zasady bezpiecznej regeneracji filtra

Najprostszym i jednocześnie najtańszym sposobem profilaktyki jest regularna, umiarkowanie dynamiczna trasa licząca 40–60 km, wykonywana raz na cztery tygodnie. W praktyce odpowiada to około 25–30 minutom jazdy ze stałą prędkością 110–130 km/h na piątym lub szóstym biegu w typowym aucie osobowym.

Przed wyruszeniem warto sprawdzić poziom oleju, płynu chłodniczego i stan filtrów powietrza. Po zakończeniu przejazdu nie należy natychmiast gasić silnika – minuta spokojnej pracy na biegu jałowym pozwoli turbosprężarce ostygnąć i ustabilizuje temperaturę głowicy. W warunkach zimowych dobrze jest wykonać regenerację w pierwszych dniach odwilży, gdy wilgoć w spalinach jest niższa, co ułatwia odparowanie skroplin w układzie wydechowym.

Jeżeli komputer pokładowy sygnalizuje zbyt częste przerwanie automatycznego cyklu wypalania DPF, warto wydłużyć przejazd autostradowy lub powtórzyć go po kilku dniach. Sukces polega na równowadze: zbyt krótka trasa nie wygeneruje potrzebnej temperatury, a zbyt agresywna jazda może błyskawicznie przenieść oszczędności z paliwa na rachunek warsztatowy.