Pół wieku po debiucie na Międzynarodowych Targach Poznańskich najmniejsze polskie auto wciąż zadziwia skalą swojej obecności. Raport oparty na bazie kilkudziesięciu milionów numerów VIN wskazuje, że w Polsce jeździ co najmniej 7,7 tys. egzemplarzy legendarnego fiata 126p. To zaskakujący wynik, biorąc pod uwagę nie tylko upływ czasu, lecz także fakt, że wielu kierowców po 1989 r. ochoczo przesiadło się do większych i wygodniejszych samochodów importowanych z Zachodu.

Obserwowany dziś renesans popularności „Malucha” ma kilka przyczyn: sentyment pokolenia wychowanego w latach 70. i 80., relatywnie prosta konstrukcja ułatwiająca samodzielne naprawy oraz szybki wzrost wartości rynkowej dobrze zachowanych sztuk. Jednocześnie rośnie liczba pojazdów rejestrowanych jako zabytkowe, co pozwala właścicielom korzystać z ulg ubezpieczeniowych i rzadszych przeglądów technicznych.

Niespodziewanie wysoka przeżywalność „Malucha”

Dane pozyskane z polskiej gałęzi międzynarodowego rejestru historii pojazdów mówią o 7 700 zidentyfikowanych fiatów 126p. Najstarszy z nich opuścił fabrykę w 1973 r., a niemal co piąty nie zmienił właściciela od chwili pierwszej rejestracji. Dla porównania, w tej samej bazie Polonezy i Fiaty 125p pojawiają się już tylko w liczbie odpowiednio kilku i kilkunastu procent populacji „Malucha”. Tak dobry wynik to efekt ogromnej produkcji – 3,32 mln sztuk w zakładach w Bielsku-Białej i Tychach – oraz wyjątkowo prostej, odpornej na korozję konstrukcji podłogowej, którą wielu właścicieli konserwowało we własnych garażach.

Niedrogie części zamienne produkowane do dziś przez krajowych poddostawców także nie pozostają bez znaczenia. W praktyce kompletne układy hamulcowe, elementy blacharskie czy całe silniki da się kupić za ułamek kosztu podzespołów do współczesnych samochodów segmentu miejskiego. Efekt? W garażach amatorów motoryzacji przetrwały nie tylko topowe wersje FL i EL, lecz także pierwsze serie z charakterystyczną „blaszaną” deską rozdzielczą, które obecnie są najbardziej poszukiwane.

Przebiegi poniżej 100 000 km? Gdzie kryje się haczyk

Średni przebieg samochodów zgromadzonych w bazie danych wynosi około 62 tys. km. Na pierwszy rzut oka sugeruje to, że fiaty 126p niemal całe życie spędziły w garażach. Rzeczywistość może wyglądać inaczej, bo do 1994 r. stosowano pięciocyfrowe liczniki wracające do zera po 99 999 km. Samochód użytkowany 35 lat mógł więc „zrobić” prezentowane 45 tys. km… trzykrotnie.

Eksperci rynku klasyków przypominają, że w czasach PRL-u typowy roczny przebieg samochodu prywatnego rzadko przekraczał 8 tys. km z racji ograniczonej dostępności paliwa i krótszych tras. Nawet przy takich wartościach trzy pełne obroty licznika są prawdopodobne. Zdarza się również celowe korygowanie wskazań w celu podniesienia wartości kolekcjonerskiej. – „Weryfikacja historii serwisowej oraz analiza stanu technicznego podzespołów to dziś obowiązkowy etap zakupu małego fiata za kilkadziesiąt tysięcy złotych” – zauważa Adam Wesołowski, rzeczoznawca Polskiego Związku Motorowego.

Od środka transportu dla mas do pełnoprawnego klasyka

Kiedy w 1973 r. podpisano umowę licencyjną z włoskim koncernem, głównym celem było zapewnienie powszechnej mobilności obywateli państwa socjalistycznego. Dwucylindrowy silnik chłodzony powietrzem, prosty układ elektryczny i niewielkie gabaryty sprawiły, że samochód idealnie wpisywał się w realia ówczesnych miast. Czterdziestolatkowie i starsi Polacy do dziś wspominają rodzinne wakacje nad Bałtykiem przy akompaniamencie charakterystycznego warkotu jednostki o pojemności 594 cm³, później 652 cm³, a w wersji „Bis” – 704 cm³ z chłodzeniem cieczą.

Zmiana ustroju i otwarcie granic początkowo skazały 126p na relegację do roli taniego „wozidła na działkę”. Dopiero w drugiej dekadzie XXI w. opinia publiczna zaczęła dostrzegać jego kolekcjonerski potencjał. W ciągu ostatnich pięciu lat ceny egzemplarzy w stanie fabrycznym wzrosły kilkukrotnie, a wyjątkowo zadbane lub rzadkie odmiany – na przykład limitowane edycje „Monte Carlo” i „Happy End” – osiągają wartość przekraczającą 50 tys. zł. Takie stawki plasują auto w gronie najbardziej dynamicznie drożejących klasyków Europy Środkowej.

Co czeka małego fiata w XXI wieku

Rosnące zainteresowanie autentycznymi klasykami idealnie wpisuje się w polskie przepisy umożliwiające rejestrację pojazdów zabytkowych po ukończeniu 30 lat. Dzięki specjalnym, żółtym tablicom ich właściciele nie muszą pojawiać się co roku na badaniach technicznych, a ubezpieczenie OC można wykupić w trybie krótkoterminowym. Z drugiej strony nadchodzi era stref czystego transportu, które w największych miastach będą ograniczać wjazd samochodom bez homologacji Euro 4 lub nowszej. Jeśli lokalne samorządy nie wypracują należytych odstępstw dla aut historycznych, „Maluch” może stracić możliwość wjazdu do centrów metropolii.

Mimo tych wyzwań prognozy dla fiata 126p pozostają optymistyczne. Oferta części zamiennych jest bogata, a młodsze pokolenie miłośników motoryzacji coraz chętniej łączy klasyczną formę z nowymi technologiami, montując elektroniczne zapłony czy dyskretne układy wspomagania hamulców. Ograniczona liczba dobrze zachowanych sztuk oraz rosnąca rozpoznawalność modelu na zagranicznych aukcjach sprawiają, że kolekcjonerski potencjał „Malucha” wydaje się dopiero rozpędzać.